Bóg a nauka.

Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną "BÓG A NAUKA" w roku 1921.

 

 Poniższy tekst w niespotykany i zaskakujący sposób wyjaśnia definicję "Wiary" - świetne!!!! Warto przeczytać do końca

- Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem, jaki nauka ma z religią.
Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
- A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy, że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie. Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej - Nie pomaga, prawda?

Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie? Student nadal milczy, więc profesor dodaje - Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?

 -, aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... Jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada - Nie.
- A od kogo pochodzi szatan? Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze...·- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył
Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z
regułami logiki także i Bóg jest zły. Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas
świece? Student drżącym głosem odpowiada - Występują.
- A kto je stworzył? W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie - Kto je stworzył?
- Wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się
rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?  Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora: ·- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z
Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje
.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta. Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lubteż brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem.
Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni
Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła.

Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś
upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś.
Może pan mieć niewiele światła, normalne światło,
jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie?

Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze
ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem       

                                                           wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko.
Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów,
którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy? Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem? W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład – student rozgląda się po sali

          - Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora? Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej,
można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie
profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?

W sala zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać
wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej – stanowi niezbędny element naszej codzienności
.

A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?

Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi - Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
NA TO STUDENT ODPOWIADA:
       - Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie.

         Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga.

         Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu.

 Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.
Jeśli udało Ci się dotrwać do końca tego tekstu i wywołał on na Twojej twarzy uśmiech podczas czytania końcówki, daj go do przeczytania
również swoim Przyjaciołom i Rodzinie.
PS.
Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.

                                                                                        

KOŚCIÓŁ A KREMACJA – Harmon Johnson

Kościół Chrystusowy, mimo że jest atakowany, wykorzystywany i zdradzany przez swych kapłanów, nie może nigdy zapomnieć o Tradycji.

Od samych swoich początków Kościół katolicki potępiał kremowanie zwłok i uznawał jeden tylko obrzęd pogrzebowy – pochówek. Potępienie to oparte było na przesłankach religijnych i pozostawało w sprzeczności ze zwyczajami świata pogańskiego. Nawet wówczas, kiedy poganie – demonstrując swą pogardę dla chrześcijańskich obrzędów – palili ciała męczenników i niszczyli groby na chrześcijańskich cmentarzach, Kościół uparcie trwał przy praktyce grzebania ciał swych wiernych i propagował ten zwyczaj na wszystkich terenach, na których się rozprzestrzeniał. W ten sposób pod koniec IV wieku na obszarze całego Cesarstwa Rzymskiego pochówek wyparł i zastąpił zwyczaj palenia zwłok.

           Kiedy na początku drugiego tysiąclecia w Europie pojawiła się praktyka nosząca pewne cechy podobieństwa do kremacji, papież Benedykt VIII w liście Detestandae feritatis abusum (1299) potępił ten zwyczaj jako obrzydliwy dla Boga oraz ludzi i zagroził automatyczną ekskomuniką (latae sententiae) wszystkim, którzy go praktykowali, nakazując odmawiać katolickiego pochówku zwłokom, które zostały w ten sposób potraktowane.

W kolejnych stuleciach nie pojawiały się już podobne nadużycia, Kościół nie miał więc potrzeby zabierania głosu w tej kwestii.

Kampania na rzecz kremacji została rozpętana na samym początku rewolucji francuskiej. Była ona wspierana – o ile nie planowana i kierowana – przez masonerię, która kierowała się w tym otwarcie antykatolickimi przesłankami: otóż kremacja prowadzi do całkowitego zniszczenia ciała ludzkiego, co miało „wyzwolić” lud od tradycyjnego katolickiego nauczania o zmartwychwstaniu ciał i życiu wiecznym.

          Kościół zareagował natychmiast i zdecydowanie, broniąc tradycyjnej formy katolickiego pogrzebu. Święte Oficjum ogłosiło serię potępień: 19 maja 1886 r., 15 grudnia 1886 r., 27 lipca 1892 r. oraz 3 sierpnia 1897 r. – określających kremację jako „obrzydliwe nadużycie”. Na wszystkich, którzy rozporządzili taką formę swego pogrzebu, oraz na wykonawców ich woli nałożono surowe kary, wzbraniając im przystępowania do sakramentów i odmawiając chrześcijańskiego pogrzebu.

           Kodeks prawa kanonicznego promulgowany przez Benedykta XV w 1917 r. skodyfikował formę katolickiego pogrzebu i potwierdził surowe sankcje nakładane na tych, którzy chcieliby zerwać z tą tradycją. Kodeks nakazywał pochówek, zabraniał kremacji i orzekał, że życzenie chrześcijanina, który wyrazi wolę, by jego ciało skremowano, nie ma żadnego znaczenia (kan. 1203. par. 1). Pozbawiał też osoby takie katolickiego pogrzebu oraz zabraniał odprawiania Mszy za spokój ich duszy, nawet w rocznicę ich śmierci (kan. 1241).

           W roku 1926 Święte Oficjum opublikowało instrukcję przestrzegającą przed powrotem do praktyki palenia zwłok, potwierdzając naukę Kościoła dotyczącą pochówku i ważność dekretów z roku 1886. Jedno z tych rozporządzeń – z 9 maja 1886 r. – określało zwyczaj grzebania ciał jako „stałą praktykę, uświęconą uroczystymi obrzędami Kościoła”.

           Pierwsze zerwanie z tą nieprzerwaną tradycją, której Kościół bronił przez wieki, używając surowych sankcji, dokonało się za pontyfikatu Pawła VI – był to w istocie jeden z pierwszych aktów tego pontyfikatu. 15 lipca 1963 r. ukazała się instrukcja Świętego Oficjum, która podtrzymała „te potępienia w przypadkach, kiedy kremacja inspirowana jest pobudkami antykatolickimi lub antyreligijnymi. Nie mają one jednak zastosowania w innych przypadkach, kiedy domniemywać można, że decyzję o kremacji podjęto ze słusznych powodów, nie mających nic wspólnego z nastawieniem antydogmatycznym czy antychrześcijańskim”.

Jednakże śledząc historię tego zagadnienia widzimy wyraźnie, że „antydogmatyczne” czy „antychrześcijańskie” przesłanki kremacji były jedynie drugorzędnym powodem nakładania kar kościelnych. W czasie, kiedy Benedykt VIII interweniował, ogłaszając list Detestandae feritatis, praktyka przypominająca kremację, której poddane zostało ciało św. Ludwika, nie wynikała bynajmniej z przesłanek antychrześcijańskich. Przesłanki te można by pozornie określić jako słuszne – chodziło po prostu o znalezienie praktyczniejszego sposobu transportowania doczesnych szczątków ważnych osobistości. Pomimo to Kościół interweniował, surowo przypominając o swym potępieniu zwyczaju kremowania zwłok. Ponadto trzeci dekret Świętego          

           Oficjum z 7 lipca 1892 r., będący reakcją na rozpętaną przez masonerię kampanię na rzecz kremacji, ogłaszał za „niegodnych sakramentów ostatniego namaszczenia tych, którzy zarządzają spalenie swego ciała powodowani bezbożnością, podobnie jak tych, którzy czynią to z jakichkolwiek innych powodów”.

A OTO ZASADNICZE I ZARAZEM NIEZMIENNE POWODY, DLA KTÓRYCH KOŚCIÓŁ ZAWSZE POTĘPIAŁ KREMACJĘ.

                                                                Powody dogmatyczne

Pogrzebanie zwłok bardziej odpowiada dogmatowi o zmartwychwstaniu ciała niż kremacja. Praktyka Kościoła wyraża prawdę, że śmierć jest jedynie doczesnym zniszczeniem ciała, a cmentarz jest miejscem świętym, na którym złożone są ciała wiernych zmarłych, na podobieństwo śmiertelnych nasion, które wzrastać mają do nieśmiertelności. „Wsiewa się w skazitelności, powstanie w nieskazitelności” (1 Kor 15, 42).

 Pogrzebanie zwłok w przeciwieństwie do kremacji wyraża mistyczne zjednoczenie chrześcijanina z Chrystusem, czyniąc go podobnym do Zbawiciela nawet w grobie – gdyż ciało Jego zostało złożone w grobowcu, a nie skremowane.

Poprzez pogrzebanie okazuje się większy szacunek ludzkiemu ciału, niż niszcząc je przy użyciu ognia. Kościół uczy, że szacunek taki należy się ludzkiemu ciału, które stworzone zostało przez Boga w bardzo szczególny sposób (Rdz 1, 26), stanowi zasadniczy składnik osoby ludzkiej i przyjęte zostało przez Słowo, aby dokonać dzieła odkupienia i zasiąść po prawicy Ojca; ciało to zostało uświęcone przez chrzest, było karmione Najświętszym Sakramentem, ożywiane przez duszę i przeznaczone do zmartwychwstania.

Powody moralne

Pogrzebanie zwłok, które pozwala naturze na dokonanie powolnego i ukrytego dzieła zniszczenia, czy to w ziemi, czy w grobowcu, jest wyrazem większego niż w przypadku kremacji szacunku dla wyższych uczuć człowieka. Kremacja jest przejawem praktycznego utylitaryzmu, podczas gdy pogrzebanie ciała bierze pod uwagę uczucia, jakie ludzie żywią względem doczesnych szczątek swych bliskich, ich naturalną skłonność do okazywania szacunku zmarłemu i wynikającą z tego odrazę, jaką odczuwają do kremacji.

Kremacja, w przeciwieństwie do pogrzebania ciała, uniemożliwia udowodnienie popełnienia przestępstwa lub – co gorsza – oczyszczenie niewinnej osoby z fałszywych zarzutów.

Powody wynikające z Tradycji

Wszędzie, gdzie chrześcijaństwo zapuściło korzenie, zakorzeniła się też praktyka grzebania zwłok. Trudno wyjaśnić ten fakt – biorąc pod uwagę, że w wielu miejscach praktyka sprzeczna była z lokalnymi zwyczajami (co często skutkowało prześladowaniami chrześcijan i profanowaniem ich grobów) – inaczej, jak tylko formalnym prawem Kościoła. Możemy jedynie, podobnie jak św. Augustyn, dojść do wniosku, że ta powszechna praktyka była prawem sięgającym czasów Apostołów, którzy sami pozostawili ją Kościołowi.

To prawda, że forma pogrzebu nie jest przepisana przez prawo Boże, tylko przez prawo kościelne. Prawdą jest też, że wbrew temu, co twierdził Paweł VI, nie jest ona jedynie decyzją czysto administracyjną, dyktowaną przez zmien­ne okoliczności, i że od grzebania zwłok można odstąpić, kiedy wydaje się to nieodpowiednie.

            Przeciwnie, zwyczaj grzebania ciała jest obrzędem liturgicznym uświęconym przez starodawny zwyczaj i opartym o przesłanki natury dogmatycznej i moralnej, które pozostają ważne niezależnie od okoliczności i przyczyn, z jakich dokonywana jest kremacja.

Instrukcja dotycząca kremacji była jednym z pierwszych aktów Pawła VI i wyrażała dobrze ducha oraz pogardę dla Tradycji, jaka cechowała cały jego pontyfikat. Po zburzeniu tego pierwszego bastionu upadną również inne, wzniesione przez Kościół w celu obrony Boskiej Tradycji (…).

           Co powinniśmy w tej sytuacji uczynić? W obliczu niszczącej Kościół burzy, sprowokowanej – niestety – przez ludzi zajmujących w nim kierownicze stanowiska, konieczne jest, by każdy katolik poznał świętą Tradycję Kościoła, a zwłaszcza natchnioną Tradycję apostolską, aby ją pokochał, bronił i niezachwianie się jej trzymał.

Kościół Chrystusowy – nadprzyrodzony w swym pochodzeniu i chroniony przez Bożą Opatrzność, – mimo że jest atakowany, wykorzystywany i zdradzany przez swych kapłanów, nie może nigdy zapomnieć o Tradycji. Prędzej czy później – taka jest nasza wiara – potwierdzi swe prawa i wyzwoli się z jarzma tego, co zostało mu narzucone przez Jego niewierne sługi.

Chcąc przyspieszyć nadejście tego szczęśliwego dnia, jak również w trosce o swoje zbawienie, wszyscy wierni Kościoła oraz ci, którzy pragną takimi być, muszą udać się do źródeł Tradycji, tj. do nauczania Magisterium przedsoborowego (encyklik, liturgii, katechizmów, żywotów i pism świętych etc.) i tam karmić swe umysły oraz dusze. (…)

Harmon Johnson

Za „The Remnant” tłumaczył Tomasz Maszczyk.

Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną "BÓG A NAUKA" w roku 1921.

 

 Poniższy tekst w niespotykany i zaskakujący sposób wyjaśnia definicję "Wiary" - świetne!!!! Warto przeczytać do końca

- Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem, jaki nauka ma z religią.
Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
- A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy, że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie. Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej - Nie pomaga, prawda?

Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie? Student nadal milczy, więc profesor dodaje - Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?

 -, aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... Jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada - Nie.
- A od kogo pochodzi szatan? Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze...·- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył
Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z
regułami logiki także i Bóg jest zły. Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas
świece? Student drżącym głosem odpowiada - Występują.
- A kto je stworzył? W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie - Kto je stworzył?
- Wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się
rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?  Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora: ·- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze.
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z
Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje
.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta. Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lubteż brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem.
Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni
Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła.

Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś
upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś.
Może pan mieć niewiele światła, normalne światło,
jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie?

Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze
ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem       

                                                           wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko.
Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów,
którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy? Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem? W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład – student rozgląda się po sali

          - Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora? Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej,
można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie
profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?

W sala zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać
wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej – stanowi niezbędny element naszej codzienności
.

A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?

Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi - Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
NA TO STUDENT ODPOWIADA:
       - Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie.

         Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga.

         Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu.

 Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.
Jeśli udało Ci się dotrwać do końca tego tekstu i wywołał on na Twojej twarzy uśmiech podczas czytania końcówki, daj go do przeczytania
również swoim Przyjaciołom i Rodzinie.
PS.
Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.

                                                                                        

KOŚCIÓŁ A KREMACJA – Harmon Johnson

Kościół Chrystusowy, mimo że jest atakowany, wykorzystywany i zdradzany przez swych kapłanów, nie może nigdy zapomnieć o Tradycji.

Od samych swoich początków Kościół katolicki potępiał kremowanie zwłok i uznawał jeden tylko obrzęd pogrzebowy – pochówek. Potępienie to oparte było na przesłankach religijnych i pozostawało w sprzeczności ze zwyczajami świata pogańskiego. Nawet wówczas, kiedy poganie – demonstrując swą pogardę dla chrześcijańskich obrzędów – palili ciała męczenników i niszczyli groby na chrześcijańskich cmentarzach, Kościół uparcie trwał przy praktyce grzebania ciał swych wiernych i propagował ten zwyczaj na wszystkich terenach, na których się rozprzestrzeniał. W ten sposób pod koniec IV wieku na obszarze całego Cesarstwa Rzymskiego pochówek wyparł i zastąpił zwyczaj palenia zwłok.

           Kiedy na początku drugiego tysiąclecia w Europie pojawiła się praktyka nosząca pewne cechy podobieństwa do kremacji, papież Benedykt VIII w liście Detestandae feritatis abusum (1299) potępił ten zwyczaj jako obrzydliwy dla Boga oraz ludzi i zagroził automatyczną ekskomuniką (latae sententiae) wszystkim, którzy go praktykowali, nakazując odmawiać katolickiego pochówku zwłokom, które zostały w ten sposób potraktowane.

W kolejnych stuleciach nie pojawiały się już podobne nadużycia, Kościół nie miał więc potrzeby zabierania głosu w tej kwestii.

Kampania na rzecz kremacji została rozpętana na samym początku rewolucji francuskiej. Była ona wspierana – o ile nie planowana i kierowana – przez masonerię, która kierowała się w tym otwarcie antykatolickimi przesłankami: otóż kremacja prowadzi do całkowitego zniszczenia ciała ludzkiego, co miało „wyzwolić” lud od tradycyjnego katolickiego nauczania o zmartwychwstaniu ciał i życiu wiecznym.

          Kościół zareagował natychmiast i zdecydowanie, broniąc tradycyjnej formy katolickiego pogrzebu. Święte Oficjum ogłosiło serię potępień: 19 maja 1886 r., 15 grudnia 1886 r., 27 lipca 1892 r. oraz 3 sierpnia 1897 r. – określających kremację jako „obrzydliwe nadużycie”. Na wszystkich, którzy rozporządzili taką formę swego pogrzebu, oraz na wykonawców ich woli nałożono surowe kary, wzbraniając im przystępowania do sakramentów i odmawiając chrześcijańskiego pogrzebu.

           Kodeks prawa kanonicznego promulgowany przez Benedykta XV w 1917 r. skodyfikował formę katolickiego pogrzebu i potwierdził surowe sankcje nakładane na tych, którzy chcieliby zerwać z tą tradycją. Kodeks nakazywał pochówek, zabraniał kremacji i orzekał, że życzenie chrześcijanina, który wyrazi wolę, by jego ciało skremowano, nie ma żadnego znaczenia (kan. 1203. par. 1). Pozbawiał też osoby takie katolickiego pogrzebu oraz zabraniał odprawiania Mszy za spokój ich duszy, nawet w rocznicę ich śmierci (kan. 1241).

           W roku 1926 Święte Oficjum opublikowało instrukcję przestrzegającą przed powrotem do praktyki palenia zwłok, potwierdzając naukę Kościoła dotyczącą pochówku i ważność dekretów z roku 1886. Jedno z tych rozporządzeń – z 9 maja 1886 r. – określało zwyczaj grzebania ciał jako „stałą praktykę, uświęconą uroczystymi obrzędami Kościoła”.

           Pierwsze zerwanie z tą nieprzerwaną tradycją, której Kościół bronił przez wieki, używając surowych sankcji, dokonało się za pontyfikatu Pawła VI – był to w istocie jeden z pierwszych aktów tego pontyfikatu. 15 lipca 1963 r. ukazała się instrukcja Świętego Oficjum, która podtrzymała „te potępienia w przypadkach, kiedy kremacja inspirowana jest pobudkami antykatolickimi lub antyreligijnymi. Nie mają one jednak zastosowania w innych przypadkach, kiedy domniemywać można, że decyzję o kremacji podjęto ze słusznych powodów, nie mających nic wspólnego z nastawieniem antydogmatycznym czy antychrześcijańskim”.

Jednakże śledząc historię tego zagadnienia widzimy wyraźnie, że „antydogmatyczne” czy „antychrześcijańskie” przesłanki kremacji były jedynie drugorzędnym powodem nakładania kar kościelnych. W czasie, kiedy Benedykt VIII interweniował, ogłaszając list Detestandae feritatis, praktyka przypominająca kremację, której poddane zostało ciało św. Ludwika, nie wynikała bynajmniej z przesłanek antychrześcijańskich. Przesłanki te można by pozornie określić jako słuszne – chodziło po prostu o znalezienie praktyczniejszego sposobu transportowania doczesnych szczątków ważnych osobistości. Pomimo to Kościół interweniował, surowo przypominając o swym potępieniu zwyczaju kremowania zwłok. Ponadto trzeci dekret Świętego          

           Oficjum z 7 lipca 1892 r., będący reakcją na rozpętaną przez masonerię kampanię na rzecz kremacji, ogłaszał za „niegodnych sakramentów ostatniego namaszczenia tych, którzy zarządzają spalenie swego ciała powodowani bezbożnością, podobnie jak tych, którzy czynią to z jakichkolwiek innych powodów”.

A OTO ZASADNICZE I ZARAZEM NIEZMIENNE POWODY, DLA KTÓRYCH KOŚCIÓŁ ZAWSZE POTĘPIAŁ KREMACJĘ.

                                                                Powody dogmatyczne

Pogrzebanie zwłok bardziej odpowiada dogmatowi o zmartwychwstaniu ciała niż kremacja. Praktyka Kościoła wyraża prawdę, że śmierć jest jedynie doczesnym zniszczeniem ciała, a cmentarz jest miejscem świętym, na którym złożone są ciała wiernych zmarłych, na podobieństwo śmiertelnych nasion, które wzrastać mają do nieśmiertelności. „Wsiewa się w skazitelności, powstanie w nieskazitelności” (1 Kor 15, 42).

 Pogrzebanie zwłok w przeciwieństwie do kremacji wyraża mistyczne zjednoczenie chrześcijanina z Chrystusem, czyniąc go podobnym do Zbawiciela nawet w grobie – gdyż ciało Jego zostało złożone w grobowcu, a nie skremowane.

Poprzez pogrzebanie okazuje się większy szacunek ludzkiemu ciału, niż niszcząc je przy użyciu ognia. Kościół uczy, że szacunek taki należy się ludzkiemu ciału, które stworzone zostało przez Boga w bardzo szczególny sposób (Rdz 1, 26), stanowi zasadniczy składnik osoby ludzkiej i przyjęte zostało przez Słowo, aby dokonać dzieła odkupienia i zasiąść po prawicy Ojca; ciało to zostało uświęcone przez chrzest, było karmione Najświętszym Sakramentem, ożywiane przez duszę i przeznaczone do zmartwychwstania.

Powody moralne

Pogrzebanie zwłok, które pozwala naturze na dokonanie powolnego i ukrytego dzieła zniszczenia, czy to w ziemi, czy w grobowcu, jest wyrazem większego niż w przypadku kremacji szacunku dla wyższych uczuć człowieka. Kremacja jest przejawem praktycznego utylitaryzmu, podczas gdy pogrzebanie ciała bierze pod uwagę uczucia, jakie ludzie żywią względem doczesnych szczątek swych bliskich, ich naturalną skłonność do okazywania szacunku zmarłemu i wynikającą z tego odrazę, jaką odczuwają do kremacji.

Kremacja, w przeciwieństwie do pogrzebania ciała, uniemożliwia udowodnienie popełnienia przestępstwa lub – co gorsza – oczyszczenie niewinnej osoby z fałszywych zarzutów.

Powody wynikające z Tradycji

Wszędzie, gdzie chrześcijaństwo zapuściło korzenie, zakorzeniła się też praktyka grzebania zwłok. Trudno wyjaśnić ten fakt – biorąc pod uwagę, że w wielu miejscach praktyka sprzeczna była z lokalnymi zwyczajami (co często skutkowało prześladowaniami chrześcijan i profanowaniem ich grobów) – inaczej, jak tylko formalnym prawem Kościoła. Możemy jedynie, podobnie jak św. Augustyn, dojść do wniosku, że ta powszechna praktyka była prawem sięgającym czasów Apostołów, którzy sami pozostawili ją Kościołowi.

To prawda, że forma pogrzebu nie jest przepisana przez prawo Boże, tylko przez prawo kościelne. Prawdą jest też, że wbrew temu, co twierdził Paweł VI, nie jest ona jedynie decyzją czysto administracyjną, dyktowaną przez zmien­ne okoliczności, i że od grzebania zwłok można odstąpić, kiedy wydaje się to nieodpowiednie.

            Przeciwnie, zwyczaj grzebania ciała jest obrzędem liturgicznym uświęconym przez starodawny zwyczaj i opartym o przesłanki natury dogmatycznej i moralnej, które pozostają ważne niezależnie od okoliczności i przyczyn, z jakich dokonywana jest kremacja.

Instrukcja dotycząca kremacji była jednym z pierwszych aktów Pawła VI i wyrażała dobrze ducha oraz pogardę dla Tradycji, jaka cechowała cały jego pontyfikat. Po zburzeniu tego pierwszego bastionu upadną również inne, wzniesione przez Kościół w celu obrony Boskiej Tradycji (…).

           Co powinniśmy w tej sytuacji uczynić? W obliczu niszczącej Kościół burzy, sprowokowanej – niestety – przez ludzi zajmujących w nim kierownicze stanowiska, konieczne jest, by każdy katolik poznał świętą Tradycję Kościoła, a zwłaszcza natchnioną Tradycję apostolską, aby ją pokochał, bronił i niezachwianie się jej trzymał.

Kościół Chrystusowy – nadprzyrodzony w swym pochodzeniu i chroniony przez Bożą Opatrzność, – mimo że jest atakowany, wykorzystywany i zdradzany przez swych kapłanów, nie może nigdy zapomnieć o Tradycji. Prędzej czy później – taka jest nasza wiara – potwierdzi swe prawa i wyzwoli się z jarzma tego, co zostało mu narzucone przez Jego niewierne sługi.

Chcąc przyspieszyć nadejście tego szczęśliwego dnia, jak również w trosce o swoje zbawienie, wszyscy wierni Kościoła oraz ci, którzy pragną takimi być, muszą udać się do źródeł Tradycji, tj. do nauczania Magisterium przedsoborowego (encyklik, liturgii, katechizmów, żywotów i pism świętych etc.) i tam karmić swe umysły oraz dusze. (…)

Harmon Johnson

Za „The Remnant” tłumaczył Tomasz Maszczyk.

Zegar
 
Przycisk Facebook "Lubię to"
 
Reklama
 
Sposoby Kontaktu
 
Żywy Płomień kontakt:

Tel-kom: 0 601 27 96 32

viviflaminis@gmail.com

gg -5388746
Inne po nawiązaniu kontaktu ze mną.
Licznik Gości Strony.
 
UWAGA KOMUNIKAT!!!!!!
 
Bardzo wszystkich czytelników przepraszam za umieszczone złe, nieprzyzwoite reklamy na mojej stronie, ale korzystam z darmowej strony, portalu TLEN. Administrator tego portalu nie jest katolikiem i umieszcza celowo takie reklamy na moim portalu aby odstraszyć użytkowników.
 
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=