Przykłady katechetyczne.

Przykłady do katechez

o nauce wiary, przykazaniach

Bożych i kościelnych

oraz o Sanktuariach Świętych.

 

 

 

Opierając się w szerszym słowa znaczeniu na znanym przysłowiu: "Słowa nauczają a przykłady porywają" - skompletowano zbiór przykładów do katechez o przykazaniach Boskich i Kościelnych, i o Sakramentach. Świętych.

 

Źródła, z których czerpano przykłady:

 

Katechezy:

ks. Szukałskiego

ks. Stieglitza Katechezy

ks. Kazimierza Riedla,

Zbiór przykładów –

ks. prof.Tranciszk Spirago.

 

 

 

 

 

Błogosław Boże w szerzeniu Królestwa Twego i Niepokalanej w duszach dziecięcych.

 

 

 

 

                            1 Znak Krzyża Świętego.

    Biskup augsburski Inkel zm. 1894r., odbywając  pasterska swą podróż celem udzielenia sakrameptu bierzmowania zajechał do pewnego hrabiego gdzie zanocował. Po wieczerzy rozmawiał jeszcze z rodzina. Najmłodsze dziecko było już śpiące, więc podeszło do matki i prosiło o błogosławieństwo na noc. Lecz matka rzekła: "Dziś" ra­czy nam udzielić błogosławieństwa na noc Najprzewielebniejszy Arcypasterz."Poczym uklę­kła cała rodzina i biskup udzielił im wszystkim błogosławieństwa. Lecz dziecko nie zadowołiliło się tym i prosiło. jeszcze raz matkę o bło­gosławieństwo na noc, m.wiąc: "to nie było ta­kie, jakie powinno być".Wtedy zapytał biskup , dziecko;"Pokażże mi, jakie się daje błogoławieństwo na noc". Dziecko zamaczało palec w wodzie, święconej i znacząc trzykrotnie krzyż . na czole biskupa, rzekło: "w Imię Ojca i Syna i Sucha świętego .Amen. Uradowało bardzo biskupa  to błogosławieństwo, którego udzieliło mu niewinne dziecko. Potem otrzymało dziecko zwyczaj­ne błogosławieństwo od ojca i matki, a ucało­wawszy ręce biskupa i rodziców, poszło spać

.

    2 Wartość religii.

Na Boże Narodzenie prosili księża z kazalnicy o ofiarę na misje, na biedne dzieci pogańskie. Między innymi przyszedł do księdza proboszcza ubogi chłopczyk liczący 7 lat i kładąc małą ofiarę rzekł: "Księże proboszczu ja przynoszę małą ofiarę na dzieci pogańskie ." Proboszcz znał chłopca, wiedział, że jest synem ubogiej praczki i cierpi w domu wielkie niedostatki. Zapytał wtedy chłopca, Skąd wziął pieniądze. Chłopiec rzekł: "zbierałem kości, sprzedawałam je i otrzymałem za nie pieniądze," Na to rzekł ksiądz proboszcz:  "Sam jesteś biedny, schowaj sobie te pieniądze i kup za nie coś potrzebnego". Ale chłopiec odrzekł:  Księże proboszczu, choćbyśmy nawet nie mieli nic to przecież - jak mamusia mówi - nie jesteśmy tak biedni,  jak dzieci pogańskie, gdyż znamy Zbawiciela. Dzieci pogańskie to już całkiem są biedne i nieszczęśliwe, bo nie znają   dro­giego Zbawiciela. Chłopczyk ten rozumiał jak religia wzbogaca ubogich i uszczęśliwia.

 

3 Cel i zadanie życia.

Do św. Filipa-Nereusza przyszedł pewien mło­dzieniec i z radością opowiadał, że spełniło się jego najgorętsze, "pragnienie.Ukończył liceum  i  będzie studiował prawo. Gdy młodzieniec skończył wić, zapytał go św. Filip: A co potem? Potem zostanę adwokatem. A potem pyta święty. Potem zdobędę sobie sła­wę, majątek, A potem? Potem kupię sobie Piękny dom z ogrodem, auto, ożenię się, będę szczęśliwy. A potem? Potem? młodzieniec za­kłopotany nie wiedział co odpowiedzieć. Zamyslił się przyszła mu na myśl śmierć, grób,wieczność. A potem- rzekł z westchnieniem - mudzę umrzeć. A potem, zapytał św Filip po raz ostatni z naciskiem: co uczynisz, gdy przyjdzie ten ostatni proces, w którym ty będziesz oskarżcnym, Bóg będzie sędzią, i niebo albo piekło będzie rezultatem wyroku? Nie miał młodzieniec, jakby, piorunem rażony. To ostatnie straszne słowo przeniknęło na wskroś jegó serce. Zrozumiał co z nadzy sława  i szczęście ziemskie. Po dłuższym zastanoweniu. Się, porzucił świat, zamknął się w klasztorze i tam w modlitwie i pracy spędził swoje życie.  Cel .życia Bóg –Niebo. Zadanie  życia - służenie Bogu.

 

4 Misjonasz wskazuje na globus.

Cesarz japorski wezwał do siebie O. Neckera, .przełożonego tamtejszej misji i rzekł do niego;"Powiedz mi szczerze, czy i wy w to wszystko wierzycie, czego nauczacie? Wzywałem także naszych kapłanów, konzów   i to samo zadawałem im pytanie. Oni orwarcie Wyznali, że nieprawda jest to czego uczą. Powiedz mi prawdę nikomu nie zdradzę, co mi wyznasz. " Blisko cesarza stał wielki globus. Wskazując naii, rzekł misjonarz; "Dostojny cesarzu, zobacz,  na tym globie są ogromne drogi takie musiałem przebyć na oceanie, by tu do was przybyć. Nie mam   przecież tu, u was widoków do­czesnych korzyści, lecz tylko znosić muszę nie­dostatek i przykrości. Nic innego, tylko moja re­ligia i przekonanie o prawdziwości mej religii. dodało mi sił, by wszystko w ojczyźnie opuścić, a tu do was przybyć, by wam zwiastować Ewangelię,"

 

                        5  O piśmie świętem.

Niegdyś święty Antoni, sławny pustelnik. (zm,356 ) w Egipcie, otrzymał list od. cesarza Konstantego Wielkaego.  Z podziwem patrzyli na niego uczniowie, a on rzekł: "Dziwicie się,  że książęta tego świata piszą do nas listy, ale zważcie, że nie skończenie wielki Bóg, Pan nieba i ziemi posłał do nas ludzi list, mianowicie Pismo Św."

 

6 O Objawianiu Bożym. Zasłona w oknie.

Jeżeli ktoś mieszka na parterze przy ulicy, wiesza w oknach przejrzyste zasłony, aby przechodnie nie zaglądali do mieszkania. Znajdujący się w pokoju widzi dobrze przez zasłonę ludzi przechodzących ulicą, ci zaś nie nie widzą" go. Jednak stojący za zasłoną w pokoju,  może dać znać o sobie głosem, wówczas mogą przechodnie wnioskować, że ktoś znajduje się za zasłoną.   Podobnie rzecz ma się co do Boga i ludzi. Między nami a Panem Bogiem jest również jakby zasłona. Bóg nas widzi dobrze, my zaś jego ,nie widzimy. Lecz Bóg może nam się objawić w różny spsób i tak też się działo,w przeciągu wieków. Bóg mówił na przykład do Noego, Abrachama, Mojżesza w Krzaku ognistym  do Żydów na górze Synaj, a wreszcie przez Swego Syna Jezusa Chrystusa.

 

7  Konieczność Wiary.

Augustyn miał ojca poganina i sam wychowany został w wierze pogańskiej. Już jako młody . chłopiec odznaczał się wielką lekkomyślnością. Ulubionym jego zajęciem były puste zabawy, czytanie rzeczy brudnych, nieprzyzwoitych. Im był starszy tym bardziej brnął w grzechy. Naraz opadły go gwałtowne wyrzuty sumienia, Serce jego poczęły dręczyć wątpliwości i nie miał odtąd chwili spokoju. Zaczął czytać dzieła pogańskie, ale i to nie przyniosło mu spo­koju serca. Przyłączył się do jednej z grup heretyckich chrześcijan, ale i to mu wkrót­ce obrzydło. W takim usposobieniu przybył do Mediolanu, gdzie powołano go na profesora uniwersytetu. W Mediolanie był arcybiskupom św, Ambroży, słynny kaznodzieja. Augustyn z ciekawości zaczął chodzić do kościoła, by, słuchać jego kazań. Zaledwie krotki czas minął, a już serce Augustyna wstrząśnięta było potęgą nauki Chrystusowej. Otworzyły mu się oczy i po­wiedział sobie: Muszę wierzyć i żyć, inaczej, zgubiony będę na wieki. Ale nie było to jesz­cze zupełne nawrócenie. Wciąż dręczyły go wąt­pliwości. Jeżeli, zostanę chrześcijaninem, czy potrafię być dobrym chrzęścijaninem? Pewnego dnia siedział w ogrodzie i myślał nad opłakanym stanem swej duszy.Wtem usłyszał głos dziecka: „Weź i czytaj”. Otworzył Augustyn na chybił trafił książkę leżącą przed nim, Pismo Święte, i natrafił na miejsce: „jako za dnia chadzajmy w uczciwości, nie w ucztach i biesiadach, nie w nieczystości kłótniach i zazdrościach, lecz przywdziewajcie się w Pana Naszego Jezusa Chrystusa”. Dalej nie czytał, to mu wystarczyło. Postanowił zostać chrześcijaninem. Z gorliwością wielką przygotował się na to i przyjął chrzest święty z rąk św. Ambrożego w samą Wielkanoc 387r. Teraz dopiero znalazł upragniony spokój serca i doszedł wkrótce do wysokiego stopnia świętości. Wiara – konieczna do zbawienia. Prawdziwa wiara chrześcijańska zbawia. Prawdziwa wiara w kościele Katolickim.

 

8. Wyznanie wiary.

Afra. żyła w Augsburgu jako kapłanka pogańska i wielka grzesznica. Pewnego wieczora przyszło do niej dwuch, cudzoziemców prosząc o przytułek » Afra przyjęła ich chętnie i gościnnie. Zanim przybysze zasiedli do wieczerzy, uklękli, przeżegnali się i pomodlili się głośno do Dawcy wszystkiego dobrego. Afra słuchała tej modlitwy ze zdziwieniem, wreszcie zapytała nieśmiało: "Kto wy jesteście dobrzy cudzoziemcy i skąd przybywacie?" Na to odrzekł starszy z nich: Ja jestem Narcyz, biskup chrzęścijański a mój towarzysz, to diakon Feliks.Przybywamay z dalekiej Hiszpanii. Dla wiary naszej opuściliśmy ojczyznę, bo miłość ku Chrystusowi, nie pozwala nam siedzieć bez czynnie. Gdybyśmy mogli wszyst­kich grzeszników i niewierzących, pozyskać dla nieba. Z przejęciem i uczuciem począł biskup opowiadać o miłości i męce Chrystusa, pobudza­jąc do łez skruszoną Afrę. Nie mogic opanować dłużej, upadła" na kolana przed biskupem i za­wołała. opuść ten dom! Ja jestem największą grzesznicą tego świata." Była to wzruszająca chwila działania łaski, Biskup podniósł skruszoną grzesznicę i rzekł d do 'niej: "Miej ufność cćrko! Uwierz w Chrystusa i daj się ochrzcić a wszystko będzie ci od­puszczone.

Afra modląc się i poszcząc przygotowała się do chrztu "św. Po siedmiu dniach przyjęła chrzest św.. Odtąd zmieniła się zupełnie i wiodła żywot .swiątoblijwy. Nie wahała się kreślić znaku krzyża także wobec pogan i w ten sptsób jawnie wyznawała swoją, wiarę. Oskarżono ją i zawiedziono przed sędziego pogańskiego.Ten rzekł do niej: "Złóż ofiarę bogom, inaczej każę cię ubiczować i splić żywcem. " Afra odrzekła; "Jestem chrześcijanką i nie zaprę się Chrystusa. Ciało moje zasłużyło na to, by być umę­czonym i spalonym. Niech płomienie cgnia oczyszcza moją duszę,Daremnymi były wszelkie namowy sędziego. Przywiązano Afrę do pala i zapalono nagromadzony dokoła chrust. "Panie Jezu Chryste, przyjmj łaskawie moją całopalną  ofiarę”. To były ostatnie słowa męczennicy.

 Wierzyć - w sercu, Wierzyć - zewnętrznie wyznawać. Znak wiary - znak Krzyża. Nagroda wiary – niebo.

 

9  Bóg jest Wszechmogący.

Król hiszpański Filip II rzekł raz do pewnego zakonnika: "Słyszałem, że nosicie przy sobie jakieś ziółko, które chroni was od wszelkiego grzechu ciężkiego.

Jakże byłbym wam wdzięczny,  gdybym mógł poznać  to ziółko wszak król na każdym kroku narażony jest na niebezpieczeństwo grzechu”. Nic łatwiejszogo miłociwy Pa­nle - rzekł zakonnik.  Tym ziółkiem mogę służyć". Król zaciekawił się jeszcze więcej. 0, więc powiedz mi"- rzekł. Ziółko to bardzo pospolite i można je mieć wszędzae. Im częściej się go używa, tym. skuteczniej działa, Tym ziółkiem jest nasza wiara. Bóg wie wszystko. Ta wiara dopomaga ustrzec się od grzechu.

Zył raz sławny astroncm, a pobożny chrześcijanin.

 

 

10  Bóg istnieje.

Żył raz sławny astronom, a pobożny chrześcijanin Atanazy Kirchłer. Miał on przyjaciela, który aie wierzył w Boga. Nasz astronom postanowił udo­wodnić mu, że Aóg istnieje. Kazał więc sporządzić sobie piękny globus i postawił go w swo'jej pracowni. Jednego dnia przyszedł przyjaciel, widząc piękny globus zapytał: "Skąd masz ten piękny globus? To wspaniały okaz.Uczony odpowie- . dział z pozorną obojętnością; Ten globus? On pow­stał sam od czasu jak ostatni raz byłeś u mnie... Przyjaciel począł się śmiać z tego rzekomego dowcipu astronoma.Ten jednak rzekł wtedy poważ­nie ."Moj przyjacielu, nie chcesz wierzyć, by ten mały globus sam ze siebie poestał, a twierdzisz, że ten wspaniały świat powstał sam ze siebie. Zastanowił się przyjaciel nad tymi słowami i odtąd wierzył mocno w istnienie Boga.

 

11  Bóg dawą życia.

Uczeni zrobili sztuczne ziarnko żyta. To ziarnko niczym nie różniło się od ziarnka prawdziwego. Z wyglądu było takie samo, zmielone dało taką samą mąkę. a jednak czymś się różniło. Czym? Zasiane nie wykiełkowało. Nie było w nim życia. Człowiek może dużo zrobić - przeróżne aparaty maszyny, samochody, bomby a jednak takiemu ma­leńkiemu ziarnku żyta nie potrafi dać życia.

 

12  Pan Bóg jest Wszechmocny.

Św. Kanut, król duński miał jak każdy  możny tego świata wielu pochlebców. Ci, chcąc się wślizgnąć w jego łaskę, mówili mu nieraz: "Kró­lu, tyś jest jednym z najpotężniejszych monarchów, bo nie tylko nad lądem, ale i nad morzem dzierżysz panowanie, Kanut brzydził się tymi pochlebstwami i chciał ich raz na zawsze oduczyć. Pewnego razu udał się z nimi na przechadzkę nad morze. Gdy stanęli nad brzegiem morza pochlebcy zawołali: "Niech żyje król i władca morza! Król nic nie odpowiedział, lecz usiadł nad brzegiem morza i krzyknął surowo,: "Morze, ponieważ ja jestem twoim panem i królem rozkazue ci, abyś się nie ważyło zbliżać i dotykać mnie.

Ale rozhukany żywioł  nie słuchał zakazu króla fale uderzały i zmaczały mu suknie, Wtedy   król rzekł do swych dworzan: O wy pochlebcy! Patrzcie na waszego króla, o którym mówicie, że i morze jest jego poddanym. Oto ani kro­pelki wody nie mogłem moim zakazem od siebie oddalić. Nikt nie jest potężny, tylko Bóg sam i nikomu nie należy się chwała wszechmocności tylko temu, co wszystko stworzył, wszystko utzrymuje i który sam jeden jest wszechmocny.

 

13 Pan Bóg jest wieczny i nieodmienny.

Gdy z ogromnego oceanu zbierał ptaszek w dziobku co tysiąc lat jedną kropelkę wody, to przecież musiałby nadejść czas, kiedyby się woda wyczerpała.  a jednak ten niezmierzony przeciąg czasu byłby niczem wobec wieczności. Gdyby była góra, sięgająca sklepienia nieba, a ptaszek zbierał z niej co tysiąc lat po ziarnku piasku, to przecież musiałby nadejść czas, żeby góra zniknęła. A ten czas jest niczym wobec wieczności, i gdyby skazanym na potępienie powiedziano, że po upływie tego czasu skończą się ich męki, szaleli by z radości, że przecież nadejdzie koniec cier­pień.  /św. Bernardyn.

 

14  Opatrzność Boża. a / Mądra, małżonka.

Pewien ojciec rodziny, który już wiele się nacierpiał na świecie, stał się wskutek tego smutnym i ponurym. Zona jego, która dzieliła z nim te cierpienia, uważała ten smutek za największe nieszczęście i dlatego używała wszelkich środków, aby go rozweselić. Pewnego dnia wstała bardzo smutna i do nikogo nie chciała mówić. Mąż znając jej wesołe usposobienie, zadziwił się mocno i oabawiał się, czy też nie spadł na nich nowy cios, o którym mu żona niechce powiedzieć  żeby go nie zmart­wić. Gdy nie chciała powiedzieć mu powcdu tego smutku, martwił się coraz bardziej. Po wielu próbach i naleganiach zaczęła mu opowiadać: Miałam bardzo smutny sen. Śniło mi się, że Pan Bóg umarł. Wszyscy aniołowie szli za pogrze­bem i rzewnie płakali. Smutno mi się zrobiło, że Pan Bóg umarł. O jakiż to nie meądry sen!  Zawołał mąż śmiejąc się serdecznie. Jakże ci się mogło takie głupstwo śnić i czego ty się smucisz. Czyż Bóg może kiedy umrzeć? Czyż nie jest wieczny? Uśmiechnęła się żona i zapytała: Więc żyje nasz dobory Bóg?  Rozumie się, że żyje - odparł mąż, który już zaczął myśleć, że żona jego straciła zmysły. Jakże ty możesz tak dziecin­nie i nierozsądnie mówić? Wtedy żona odrzekła z radością. Więc wierzysz, że żyje dobry i łas­kawy Bóg, który się o małych i o wielkich po ojcowsku stara - jakże więc możesz   rozpaczać i tracić ufność? Jak ten dobry Bóg się starał o nas, ten dobry Bóg.starał o nas gdy byliśmy małymi dziećmi, tak będzie się o nas starał i o nasze dzieci. Nie rób więc wstydu naszemu dobremu Ojcu Niebieskiemu i nie trać nadziei w dobro jego niezmienną wieczną. Mąż do głębi wzruszony rzekł ze Łazami: 0 ty mądrą pocieszycielko, masz słuszność - tyś rozumniejsża i lepsza chrześcijanka niż ja. Odtąd zaufam Bogu i nie będę więcej rozpaczał

 

b/ Woreczek z perłami.

Pewien podróżny zabłąkał się w pustyni. Od dwuch dni nie widział jadła ani napoju. Nareszcie zobaczył drzewo, koło którego płynęło  źródło. Lecz niestety, na drzewie żadnych, owccew. Obok źródła leżał jakiś  mały woreczek. Podróżny ucieszył się, myślał, że to groch, który ktoś przy siodle zosta­wił. Kiedy jednak rozwinął woreczek, zobaczył w nim kosztowne perły wielkiej wartoś­ci, które jednak nie mogły zaspokoić jego głodu. Nieszczęśliwy człowiek błagał Boga o zmiłowanie. Wkrótce ujrzał jakiegoś czło­wieka jadącego ku niemu na wielbłądzie. Czło­wiek ten właśnie zostawił perły przy źródle. Radość jego była ogromna, że jeszcze je zo­baczył. Zaopiekował się też ginącym prawie

Z głodu człowiekiem, nakarmił go i zabrał ze sobą na wielbłąda. Jadąc rzekł do uratowanego: Zaiste Bóg tak zrządził. Zapomniałem perły, aby wrócić do owego źródła i ocalić ci życie.

 

C/ Za kapeluszem.

W Kochstadt koło Strassburgu /w czerwcu 1898/ schronił się pawien młody człowiek podczas burzy przed ulewnym deszczem pod wysokie i rozłożyste drzewo. Nagle, zawiał gwałtowny wicher, zdarł mu kapelusz z głowy i porwał go. Młodzieniec pobiegł za kapeluszem a w tej chwili zabłysło i piorun uderzył w drzewo, pod którym przed kilku sekundami schronił się przed deszczem. Opatrzność Boska posługuje się rożnymi środkami, aby ustrzec od nieszczęścia.

 

15 Trójca Przenajświętsza.

Św. Augustyn, był jednym z najbardziej uczonych ludzi na świecie. Podanie podaje nam następują­cy wzruszający wypadek z jego życia. Św. Augustyn rozmyślał bardzo wiele nad tajemnicą Trójcy Przenajświętszej. Miał bowiem zamiar napisać o tej tajemnicy obszene dzieło. Raz przechadzał się brzegiem morza, pogrążeny właśnie w dociekaniu tej niepojętej tajemnicy. Wtem ujrzał siedzącego nad brzegiem chłopczy­ka anielskiej piękności. Chłopczyk ten wygrzebał małą jamkę w piasku i pilnie przelewał wodę z morza do tej jamki. Augustyn przypatrywał się jakiś czas, wreszcie zapytał: Cóż tak pracujesz, pilnie mój malefki? Chłopczyk odpowiedział: chciałbym przelac wszystką wodę z oceanu do tego dołka. Święty roześmiał się serdecznie, a wtedy malec odezwał się ponownie: Słuchaj Augustynie - łatwiej ja przeleję cały ocean do tego dołka, niż ty mógłbyś pomieścić w swym, małym rozumie tajemnicę Trójcy Przenajświętszej. Odtąd nie męczył się już sw. Augustyn tak uporczywie nad pogłębieniem tej tajemnicy. Wierzył z pokorą i sławił gorliwie trojjedynego Boga.

 

16  Aniołowie Boży.

Niektórym świętym dane było widzieć swych Aniołów Strużów. Św. Cecylia, Św. Stanisław/.. Św. Franciszka z Rzymu opowiada nam wiele o swym Aniele otróżu. Był on zawsze obecny przy jej prawym boku i towarzyszył jej wszę­dzie. Jaśniał tak pięknym blaskiem, iż Francisz­ce ,gdy spojrzała na niego wydawało się, iż patrzy w słońce. Gdy nawiedziła ją jakaś pokuea widziała zaraz swego niebieskiego opiekana. Miał postać przedziwnie pięknego młodzieńca. Oczy skierowane ku niebu, ręce złożone. Włos jego jaśniejący blaskiem złota spadał na plecy. Raz jedna ze znajomych powiedziała coś co sie nie podobało Panu Bogu. Św. Fran­ciszka wiedziała, jak wtedy anioł się tym zasmucił. Taki Niebiański opiekmn bawi zawsze przy tobie i pragnie doprowadzić do nieba.

 

17 Prowadź Aniele Stróżu.

Opowiada pewien misjonarz w Chinach.. Razu pewnego prosiła go jakaś uboga kobieta do swego starego ojca, podając mu dokładnie miejscowość dosyć odległą i nazwisko staruszka. Misjonarz dosiadł konia i wybrał się w drogę. Niestety dojechawszy do miejsca, gdzie krzyżowały się drogi przekonał się, że zapom­niał nazwy tej  wioski. Cóż tu robić? Misjonarz ufny jednak w pomoc Bożą, składa śęce i krótko a serdedznie tak się modli: Św. Aniele Stróżu, Ty znasz chorego, znasz miejscowość gdzie mieszka, Ty widzisz przykre nasze położenie chorego i moje. Prowadź Ty konia.Tu puścił lejce, dał koniowi ostrogi, a zwierzę samo zboczyło drogą na prawo i wnet misjonarz znalazł się w nie­znanej sobie wiosce. Spotkawszy pierwszego przechodnia, pyta go, czy w tej miejscowości nie jest ciężko chory pewien starzec. Na to od­powiada tamten zdumiony, a zarazem ucieszony: Myślisz pewnie o moim wujku? 0t, tam na wzgórzu, poprowadzę. Rzeczywiście w  chacie tej umierał 74-letni starzec, którego córka prosiła kapłana, by pojechał do niego. 0 zachowaniu go przy życiu mowy nie mogło być, ale misjonarz mógł przynajmniej go ratować dla żywota wiecznego, bo po krótkim pouczeniu udzielił mu chrztu św. Uczynił to dzięki aniołowi Stróżowi, który go tak szczęśliwie prowadził.

 

18 Najświętrze Imię Jezus.

Działo się to około roku1870. W Bonn, w kli­nice uniwersyteckiej poddał się pewien wieśniak operacji języka. Wypadek był niezwykle rzadki i niebezpieczny. to też liczna gromada studentów medycyny przyglądała się temu. Profesor uprzedził chorego, że jeżeli operacja wogóle się nie uda, to jednak na zawsze straci możność mówieaia. Radził mu przeto skorzystać z ostatniej chwili i powiedzieć rodzinie co by jeszcze miał ważnego do powiedzenia.Niech pan tylko sobie uprzytomnij , że to będzie ostatnie słowo na tej ziemi. Chory skłonił głowę na chwilę, a potem odważnie i głośno ku zdumieniu wszyst­kich rzekł: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". I to było jego ostatnie słowo. Mło­dzi studenci, zwykle tak bardzo skłonni do żarcików i  niedowiarstwa, byli do głębi wzru­szeni, i profesorowi łzy zakręciły się w oczach. Operacja się udała, ale wieśniak zaniemówił na zawsze.

 

19  Krzyż święty.

Św. Filip Benicjusz dogorywał  /1285 r./ Tuż przed skonaniem podniósł się nieco na łóżku i rzekł: "Podajcie mi moją książkę ". Podano mu więc różne książki, ale żadnej. z nich nie. chciał. Ponieważ jednak bezustannie wpatrywał się w krzrz wiszący na ścianie. Zdjęto mu go i podano. Z radością wyciągnął swe ręce, przy­cisnął go do pobladłych warg i słabym już gło­sem, mówił: „Tak, to moja książka, w której roz­czytywałem się przez całe życie, z nią niech tteraz skończę."

 

 

20  O śmierci i sądzie szczegółowym. Największkszy błazen.

Przed kilkuset laty podarował pewien król swo­jemu trefnisiowi nadwornemu piękną nową pele­rynę i rzekł: "Noś ją, wolno ci ją podarować, chyba tylko większemu od siebie błaznowi",  Trefniś grzecznie-podziękował i przyrzekł, że ją zatrzyma dla siebie. Po niejakim czasie król zachorował, że lekarze już zwątpili o utrzyma­niu go przy życiu." Król udaje  się w daleką podróż" rzekł znacząco jeden, z lekarzy. Błazen obecny przy tym, wtrącił pytanie: "Czy tylko wszystko przygotowanie do tej dalekiej podroży?" Dworzanie nie zrozumieli, co  chciał przez to po­wiedzieć i. śmiali się z niego. Trefniś jednak, który szczerze kochał swego pana, udał się zaraz do króla i podając mu pelerynkę swoją błazeńską, rzekł: "Bierz, bo największym błaznem jest ten, kto  wybiera się w daleką podróż, nie przygotowawszy się wpierw". Zrozumiał król otrzymaną naukę i resztę czasu poświęcił na przygotowanie się na śmierć.

 

21  Misnonarz w południowo zachodaiej Afryce.

Pewien misjonarz opowiada następujące zdarzenie.; Objeżdżałem raz mój pasterski obszar tak wielki, jak cała Anglia. Było to w suchej porze roku, w wszerz i wzdłuż nie było ani śladu wody. Konie moje były bliskie padnięcia z pragnienia. Do­tarłem wreszcie do jakiejś zagrody wieśniaczej, gdzie znajdował się mały stawek. Przedstawiłem się gospodarzowi jako misjonarz i prosiłem o pozwolenie napojenia koni. Gospodarz był protes­tantem, ale rzekł: Jak to się dobrze trafiło w moim domu w oficynie leży śmiertelnie chory robotnik, katolik. Misjonarz poszedł natychmiast do chorego i powiedział mu, że.jest katolickim misjonarzem z Kudtshorn, oddalonego 40 godzin  drogi. W tenczas chory podniósł się zwolna i rzekł: "0 Święty Józefie dziękuję ci, żeś wysłu­chał mojej modlitwy". ! opowiedział kapłanowi co następuje: "Jestem Irlandczykiem. Jako żoł­nierz przybyłem przed laty do Kapłanki, gdzie brałem udział w walce przeciwko Kafrom. Gdy wojna się skończyła, a ja wysłużyłem, swoje lata, zostałem tu i na tej farmie żyję już od kilku lat jako robotnik.W tych dniach rozchoro­wałem się ciężko. Gdym opuszczał dom rodzicielski w Irlandii, upominała mnie matka: „Nie za­pomnij się modlić codzień do św. Józefa: "Święty  Józefie uproś - mi szczęśliwą śmierć."I oto dzisiaj św. Józef przysyła kapłana. Misjonarz udzielił św. Sakramentów choremu i pozostał przy nim całą noc, modląc się. Na drugi dzień rano umarł ten człowiek, Ostatnia modlitwa która z ust jego wyszła,  była: "Św. Józefie, uproś mi śmierć szczęśliwą". Jak pożyteczną jest modlitwa do św. Józefa, Patrona szczęśliwej śmierci.

 

22  Chory żebrak w stajni.

W pewnej plebanii nocą zapukał ktoś do bramy. Ksiądz otworzył okno i zapytał, kto tam jest. Na to pytanie zgłosił się jakiś człowiek i pro­sił plebana, aby natychmiast udał się z nim do ciężko chorego człowieka. Kapłan ubrał się, zabrał z kościoła Najświętrzy Sakrament i szedł za posłańcem, który z latarką i dzwonkiem naprzód postępował. Przy jednej wielkiej zagrodzie wiejskiej zatrzymał się przewodnik i zapukał silnie do .bramy. Potem postawił światło i dzwonek i Zniknął w ciemnościach nocy. Po chwili wyszedł wieśniak ze swoimi ludźmi po­patrzeć, kto w bramie czeka. Gdy zobaczył ka­płana z Najśw.Sakramentem,zadziwił się i oświadczył, że u niego nie ma chorego. Nagle przypomniał sobie, że w stajni nocuje jakiś żebrak, Zaraz kazał zbadać, czy mu się coś złego nie  stało. Dowiedziano się, że leży ciężko chory. Kapłan wszedł, znalazł,śmiertelnie chorego,

Udzielił mu Sakramentów świętych, które biedak , Przy;jął z wielką radpścią. Po skończeniu Świę­tych obrzędow, zapytał go kapłan, czy posyłał, kogo po niego. Żebrak odpowiedział:"Nikogo nie^ posyłałem, ale to wiem, że codzień modliłem się gorąco do św, Barbary, aby mi nie pozwoliła umrzeć  bez św. Sakramentów. Jeszcze tej samej nocy umarł ten biedny chory.

 

23  Sąd szczegółowy. Podczas  jazdy przez  Semmering,

Znakomita dama jechała przez Semmering kolejka /pod Wiedniem/. Gdy pociąg zaczął zjeżdżać ze stoku góry, przelękła się owa pani i pytała konduktora: "Go się Stanie jeśli pociąg zacznie się staczać:? Konduktor odpowiedział: „To się da hamulec. Po chwili zapytała: "Ale co będzie, jeśli się hamulce połamią? " Wtenczas użyje się podwójnych hamulców". Pani jednak jeszcze zapy­tał a: :Co będzie jeśli i te zawiodą? Konduktor zniecierpliwony odrzekł: "wtedy albo do nieba, albo do piekła, według tego, jak tam w duszy". Konduktor miał rację. Stan duszy naszej w chwi­li śmierci rozstrzyga o  tym, dokąd dusza pój­dzie;.

 

24  Modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące.

Pisarz Rosignoli opowiada następujące prawdzi­we zdarzenie z r.1817. Pewna pobożna dziewczyna dawała co miesiąc na Mszę św. za dusze zmarłych Sama.starała się  być obecną na tej Mszy św, i modliła się  gorąco, szczególniej a tę duszę, która jest najbliższą wybawienia. Państwo jej przeniosło się do Paryża i wzięło ją ze sobą. Tutaj popadła w ciężką chorobę, straciła swoae dobre miejsce  i  musiała żyć ze swoich oszczędności. Gdy na tyle wyzdrowiała, że mogła już wy­chodzić, miał a przy  sobie tylko tyle pieniędzy, ża starczyłoby na jeszcze tylko na jeden dzień  życia. Pierwsze swe kroki wczesnym rankiem skierowała do kościoła, poczym chciała isć do biura pośredniotwa pracy. Weszła do kościoła św.Eustachiusza, gdzie właśnie kapłan przy jednym ołtarzu odprawiał Mszę, św. Zaraz przy­pomniała sobie, że tego miesiąca nie dała jesz­cze na Mszę św. za biedne dusze. Chętnie  oddałaby swoje pieniądze na ten cel, ale po zbawiłaby się w. ten sposób ostatnich środków do życia i już następnego dnia musiałaby, głód cierpieć. Ciężka walka powstała w jej duszy. Wkońcu jednak postanowiła złożyć ofiarę księdzu a ten przyrzekł, jej natychmiast odprawić Mszę św.

Jak zwykle była obecną i przy tej .ofierze i błagała Boga o pomoc dla dusz zmarłych i dla siebie. Gdy opuściła kościół i stroskana skierowała swe kroki do biura pośred­nictwa pracy, przystąpił do niej wysoki młody mężczyzna o bladej twarzy i rzekł: "Paai szuka pracy.proszę iść do tej pani  tu podał jej dokładny adres i oddalił suę. Biedna dziewczyna udała się pod wskazany adres. Na schodach, spot­kała służącą, która szła i gniewnie wyzywała na swą dawną  panią. Do tych samych drzwi zadzwoniła poczciwa dziewczyna. Jakaś sędziwą,  poważna pani otwiera drzwi i mówi: "czego sobie życzysz? Służąca odpowiadała: Jakiś młody pan spotkał mnie dziś  rano i posłał mnie tutaj mówiąc, że pani potrze­buje sługi. Dziwna rzecz. Dziś rano nie potrze­bowałam jeszcze sługi. Dopiero przed pół godziną oddaliłam tamtą niesforną dziewczynę, Pani zadała jej jeszcze kilka pytń,  a  z odpo­wiedzi poznała, że nie ma tu żadnej pomyłk.  Zawołała ją więc do pokoju i kazała jej wszyst­ko na nowo opowiadać. Podczas opowiadania zoba­czyła wielki portret na ścianie,  a pokazując  nań, rzekła: "0,to ten młody pan, mnie tutaj posłał",

Pani odpowiedziała: „To jest moj syn, który od dwuch lat nie żyje", W końcu wyjaśniła się sprawa, gdy dziewczyna opowiedziała o swojej choro­bie, wielkiej nędzy i o ofierze Mszy św. Poznała pani wteczas, że Bóg w nadzwyczajny sposób po­mógł dziewczynie za jej gorliwość niesienia pomocy biednym dsiszom w czyśćcu. Od tej chwili zaopiekowała się dziewczyną jak własnym dziec­kiem.

 

25  Niebo. Kamień jako próba.

Grecki pisarz Hierkoles opowiada o następującym wypadku: Pewien człowiek miał bardzo piękny dom, a  chcąc go sprzedać, wyłamał  kamyk z muru i chodząc z nim, wszędzie pokazywał go lu­dziom i mówił: "Kto chce kupić mój piękny dom?  Oto jest próbka,Ludzie śmiali się z tego, bo przecież kamień wyjęty ze ściany nie  wystarcza, aby dać wyobrażenie o piękności całego  budynku. Podobnym do tego człowieka jest każdy, kto chce opisać radości nieba. Wszystko to, co nawet największy uczony o uciechach niebieskich powiedzieć może, jest tylko małym kamykiem w po­równaniu do pałacu, z którego go wzięto.

 

26  Konie na weselu swego pana.

Że radości nieba nie są do opisania, starał się św. Alfons następującym wyrazić porównaniem.  Konie wiozą swego pana na ślub do kościoła, a z kościoła do domu, gdzie się odbywa uczta weselna. Gdyby konie miały rozum, pewnie wyobrażały by, snbie, że uczta ta składa się z owsa i siana, bo o ludzkim bowiem pożywieniu nie mają pojęcia.

 A przecież na stole znajdują się całkiem inne, smaczne potrawy, Do tych koni podobni są ludzie którzy, jak Mahomet wierzą, że wieczną  radość w niebie stanowi tylko dobre jedzenie "i picie i zmysłowe rozkosze.

 

27  Co św. Teresa pisze  o piekle.

Dnia jednego, kiedym się modliła, naraz /nie wiem jakim sposobem/ znalazłam się przeniesio­ną, z duszą i ciałem do piekła. Zrozumiałam, że P.Bóg chciał mi pokazać miejsce, które szatani zgotowali dla mnie, gdybym nie była zmieniła sposobu życia. Trwało to tylko chwilę, ale choćbym miała żyć jeszcze lat wiele,niepodobna by było zapomnieć tego. Żadne słowa nie zdołają dać wyobrażenia o tym, co tam wycierpiałam. Czułam w duszy swojej jakiś ogień, którego własności, opisać nie mogę dla braku wyrazów, a równocześnie ciało moje było pastwą boleś­ci nieznośnych. Srogie cierpienia znosiłam już w życiua swoim, ale wszystko to niczym, w porównaniu z boleściami, które czułam teraz.  a  co dopełniało ich miary, to pewność, że trwać będą  do  końca bez żadnej ulgi. Lecz te tortury ciała niczym jeszcze, są w porównaniu z konaniem duszy. Była to .trwoga, udręczenie, i uciśnianaie serca tak tkliwe, a zarazem stautek tak rozpaczliwy i gorzki, że napróżno siłiłam się,  aby go opisać. Nie nigdy nie znajdę sił od­powiednich, aby dać wyobrażenie o tym ogniu we­wnętrznym i o tej rozpaczy, które są jakoby dopełnieniem tylu cierpień i katuszy. Wszelka nadzieja pociechy znikła w straszliwym tym miejscu a oddycha się wonią  jakby morowego powietrza.  Wszystko się tam dusi, ani promyka słońca, tyl­ko nocy najczarniejsze, a jednakże  o straszna tajemnico choć najmniejsze nie zamigoce świa­tło, widać jednak wszystko, co może być najwstrętniejszego dla oczu. Nie spodobało się Panu, dać mi wtedy jeszcze dokładniejszego roz­poznania  piekła. Okazał mi jednakże później kary jeszcze straszliwsze, przeznaczone dla pewnych wykroczeń. Tyle powiedzieć mogę, że ­wszystko, co można słyszeć o piekle, niczym jest  w porównaniu z rzeczywistością: taka między nimi różnica, jak między martwym wizerunkiem a osobą  żyjącą. Blisko sześć lat upłynęło od tego widzenia, kończy św. Teresa, a jeszcze taki mnie strach przejmuje, kiedy to piszę, że krew ścina się w żyłach.

 

28  Sąd ostateczny.  Przegotuję się na dzień sądu.

Św, Elżbieta, księżna Turyngii, którą z powodu: jej wielkiej dobroczynności  nazywano "matką, ubogich" spotkała się raz z zapytaniem, dlaczego daje ubogim jałmużny. Odpowiedziała: ,"Przygotuj się na dzień sądu". Święta miała zu­pełną  słuszność. Chrystus bowiem zapowiedział  ,że na sądzie ostatecznym żądać będzie - uczynków " miłosierdzia. Kto chce zdawać maturę, czy inny egzamin, całymi miesiącami pilnie studiuje, gdyż od jego egzaminu zależy jego przyszła egzy­stencja. Tym gorliwiej, przeto powinniśmy, się przygotować na egzamin, jakiemu nas Bóg podda w dzień sądu. Od tej "matury", od tego egzaminu zależy nie doczesna, ale wieczna nasza dola.

 

29  Idź precz szatanie".

Kilku panów otrzymało pozwolenie zwiedzenia w celu naukowym domu obłąkanych w Hali w Ty­rolu. Podczas, zwiedzania spostrzegli ci panowie w jednej sali pannę czerstwo wyglądającą, pra­cującą nad haftowaniem kościelnej szaty. Zdzi­wili się wszyscy, że tak i inteligentna i zdro­wo wyglądająca panna jest w domu .wariatów. Zwrócili  się do niej z kilku pytaniami, ale nie otrzymali odpowiedzi. Przekonali się, że dziew­czyna ma rzeczywiście pomieszanie zmysłów. Na ich pytanie odpowiedział im dyrektor zakładu, co  mu było wiadomo o przyczynie jej obłąkania.

Mianowicie dziewczę to było zaręczone ze znakomitym panem. Kilka dni przed ślubem ze­szło "się dziewczę' ze swoim narzeczonym. Gdy aię zbliżyło do niego, rzekł do niej: "Idź precz ode mnie szatonie odemnie! Nie chcę o tobie  nic więcej wiedzieć".Te słowa odebrały dziewczynie rozum. Jeżeli słowa  "Idź precz odemnie" z ust narzeczonego pozbawiły, dziewczynę rozumu, jakąż boleścią, bojaźnią a strachem  napełnią duszę słowa Sędziego świata, kiedy rzecze na Sądzie Ostatecznym: "Odstąpcie ode Mnie".

 

30  Nadzieja. Napoleon I i cześnik.

Cesarz Napoleon I wstąpił raz ze swoim to­warzyszem Durac incognito /w przebraniu/  w pewnej kawiarni. Za spożyte śniadanie mieli zapłacić 14 frankow. spostrzegli jednak, że obaj nie "mają' przy sobie pieniędzy. Trudna to była sprawa, gdyż cesarz pod żadnym warunkiom nie chciał się dać poznać. Wtedy zwrucił się jogo towarzysz Durac do gospodyni kawiarni z prośbą o cierpliwość na jedną tylko godzinę, pieniądze zostaną natychmiast przesłane. Ale gospodyni starsza już kobieta, nie chciała się na to zgidzić i groziła policją, jeżeli natychmiast jej nie zapłacą.  Wtenczas ujął się za tymi dwoma panami  kelner i rzekł do gospodyni Ci dwaj panowie. robią ną mnie bardzo dobre. wrażenie, .to nie są źli ludzie. Za. sam zapłacę za nich te 14 fran­ków. Jeżeli jestem w błędzie, to ja stracę pieniądze a nie pani. A teraz niech pani da spo­kój tym ludziom". Kelner zapłacił i obaj panowie odeszli. Może za godzinę zjawił się towarzysz cesarza, przystąpił do gospodyni i rzekł: "Ile kosztuje kawiarnia pani? "Gospodyńi odpowiedziała " W każdym razie więcej, niż 14 franków". Ow gość za? rzekł?"Proszę naprawdę i spokojnie po­dać sumę. - "39.000 franków i ani grosza mniej. Natychmiast wyjął Durac mieszek i wypłacił poda­ną sumę, dodając: Z polecenia mego pana daro­wuję" tę kawiarnię kelnerowi pani na podziękowanie za to, że miał do nas zaufanie".  Ach proszę pana, a kto był ten pański - towarzysż? "zapytała zakłopotana gospodyni. Odpowiedź brzmiała 'Cesarz. Jeżeli cesarz tak wspaniale wyna­gradza okazane. mu zaufanie, o ile więcej Bóg,  Dlatego śpiewamy:  "Mamobrońcę Boga, nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga."

 

 

31  Ufność w Boga Św. Klemensa Dworzaka.

0 św. Klemensie Dworzaku, apostole miasta Wied­nia, opowiadają co następuje: Święty ten prosił już długo Boga o jakąś rzecz ważną, ale jej nie otrzymał. Pomimo to nie zaprzestał modlitwy, ale modlił się jeszcze goręcej. Przy tym mówił do Boga: "Panie Jezu, zobaczymy kto ustąpi, ja czy Ty, Ja. nie ustąpię". Te słowa dowodzą mocnej jak opoka ufności w Bogu,

 

32   Nakładanie worów, ze zbożem.

Pewien student przyszedł raz do pewnego księdza imieniem Mateusz Naschi i rzekł: "Nie mogę się.pozbyć moich grzechów. Proszę księdza o modlitwę, ażebym za .łaską Bożą stał się innym człowiekiem. Kapłan pocieszał go i przyobiecał wspomagać go modlitwą.Po dłuższym czasie młody ten. człowiek przychodzi znów do kapłana i mówi: "Modlitwa księdza nic nie pomogła,jestem ciągle jeszcze starym grzesznikiem. "Kapłan poznał zaraz gdzie błąd i prosił studenta, by poszedł z nim na podwó­rze i pomagał mu nakładać wory ze zbożem, student usłuchał. Gdy obydwaj dźwignęli cięż­ki wór, nagle ksiądz pofolgował.Młody czło­wiek nie był już teraz w stanie sam unieść ciężaru więc puścił go i upadł straciwszy równowagę. Dlaczego ksiądz nagle ustał?" ..Kapłan odpowiedział,. z usmieohem: "Widzi pan,  z panem  jest tak samo, Ja staram się  modlitwą swoją wspierać pana, ale pan nie pomaga dlatego pan upada w grzechy. Jeżeli moja modlitwa ma panu przynieść pożytek, to musisz pan wspólnie ze mną pra­cować, walcząc przeciwko grzechowi, Do tego grzesznika podobny jest  każdy czło­wiek , który wszystkiego od Boga oczekuje, sami jednak niczym się  nie stara "Osiągnąć pożądanego dobra.

Gdyby, jakaś armią całą ufność położyła, w Bogu, a sama z.rękami założonymi oczeki­wała zwycięstwa z pewneścią straciłby, ją, nie­przyjaciel. Słusznie mówi przysłowie: Poma­gaj sobie, a Bóg ci ''pomoże.

 

33 Przykłady do nauki  o przykazaniach Bożych. Miłość Boga.

Dzieciątko  Jezus, zjawia  się  przed św. Antonim  w  postaci żebraka. Gdy św. Antoni miał pięć lat i był  jeszcze  w domu rodziców,  zapukał ktoś jednego, dnia do drzwi. Mały Antoni usłyszał to pukanie, podbiegł do drzwi i otwdrzył je, Cóż zobaczył? Milutkie dziecko stało przed nim boso i w ubogich szatkach, na "plecach miało żebraczą  torbę. Mały  Antoni popatrzał  ciekawie do  torby, ale zamiast chleba, który spodziewał się ten zobaczyć ujrzał ze zdziwieniem same czerwone serca, świecące jak kosztowne rubiny. W tenczas zapytał. św.Antoni.Kto jesteś ? Czego, sobie życzysz?   Jestem synem królewskim, odpowiedziało Dzieciątko. Chodzę żebrać .serc i  ludzkich. Chcę także i twego serca, Antoni zapytał: Jak się nazywasz? Dziecię odpowie­działo: Nie potrzebuję ci mówić  mojego  imienia bo pobożna matka twoja już ci nieraz je mówiła:

Jestem Jezus. Po .tych słowach znikło Bziecię. Także w późniejszym życiu często ukazywało się Dzieciątko Jezus św. Antoniemu, dlatego też, przedstawiają go zwykłe z Dzieciątkiem. Bóg pożąda serc ludzkich, chce byśmy Go kochali dlatego  dał przykazanie, miłości.

 

34 Św. Brygida i poraniony Zbawiciel.

Św. Brygida /zm.1373/ miewała często zjawienia. Aniołów i świętych.Raz pojawił się jej Zbawiciel, Bzbroczony, krwią i całe ciało  było zsieczone razami. Św. Brygida zlękła się i zapytała: Ach. Panie! Któż ci zadał te rany? A Chrystus odpowie­dział: "Moja córko! Tak ranią Mnie ci, którzy gardzą Moją miłością, Boli więc Zbawiciela, jeżeli człowiek nie poznaje  wielkiej Jego ku nam mi­łości. Miłujmy Boga, albowiem On nas pierwej ukochał.

 

35  Zabawka dziecięca jako. ofiara dla.Dzięciątka Jezus.

Pewna matka zawołała jednego dnia przed Bożym Narodzeniem swoje dzieci i opowiadała im o miłości Ojca niebieskiego który swego pierworodnego oyna zesłał na świat dla na­szego zbawienia i o ubóstwie Dzieciątka Jezus. Potem wezwała dzieci, ażeby zebrały różne rzeczy, bez których  mogą  się obejść, jak sukienki, i te rzeczy darowały ubogim z miłości do Jezusa. Dzieci poznosiły ochotnie różne ulubione rzeczy.Nle pozostało w tyle i naj­młodsze, 4 letnie dziecko. To rzekło  do  matki: Oto przynoszę moje zabawki, ale tę kosteczkę gumową czy mogę sobie zostawić? Ja ją tak bardzo lubię. Na to rzekła matka: Ale kiedy Ojciec niebieski najbardziej tych kocha, któży mu to dają, co im najmilsze. Jeżeli  i .tego kotka, dasz, dopiero P.Bóg będzie się cieszył. Ciężka walka, powstała w duszy dziecka, przez cały dzień chodziło zamyślone. Chciało Bogu sprawić radość, ale nie mogło rozłączyć się z ukochaną zabawką, Nareszcie wieczorem przystąpiło do matki i rzekło: Oddaję już i kotka dla   Dzieciątka Jezus. Łzy potoczyły mu się po        twarzyczce, bo ciżka była mu rozłąka z ulubionym przedmiotem. I matka nie mogła łez powstrzymać, tak wzruszyła ją, ofiara dziecka. Szczęśliwy ten człowiek, który już w młodości uczy się rozłączać z ulubionymi rzeczami. Bóg bowiem żąda od nas w późniejszym życiu cięż­szych ofiar,   niżeli pozbycia się zabawek. Człowiek taki znosi potem o wiele łatwiej twardo cięgi losu i szkoły życia,

 

 

36  Miłość Boga nadewszystko.

Około roku 280 żyła w Kartaginie męcnonnica, św, Perpetua. Z chorym, dzieciątkiem przy piersiach wtrącono młodą matkę do ponurego więziania. Sędzia poganin zażądał od  niej pod grozą śmierci okrutnej, aby wyrzekła się Chrystusa Pana. W więzieniu odwiedził ją stary ojciec jeszcze poganin. Zgarbiony, posiwiały ze  zgryzoty, bła­gał ją nade wszystko, żeby przecież wyrzekła się wiary chrześcijańskiej, choćby tylko na wzgląd na małą dziecinę, która bez matki żyć nie będzie. Żal jej było biednego ojca, straszne przeżywała chwile. Próżno groził i namawiał sędzia.   Św. Perpetua ponad Ojca i dziecię kochała Pana Boga  dla  którego krew męczeńską  przelała.

 

37  0 miłości bliźniego.  Kazanie św, Jana Ewangelisty.

Kiedy św. Jan  ulubiony uczeń Pana był stary i słaby, nie mógł już chodzić do kościóła,  Ale to nie dało  mu spokoju w domu. Myślał sobie: Na wypoczynek będzie jeszcze czas na niebieskiej roli. Dlatego kazał się w niedzielę zanosić do kościoła aby nauczać wiemych. Możecme sobie wyobrazić, z ja­kim, natężeniem słuchali ludzie, gdy sędziwy biskup zaczął mówić. Sami byście chętnie posłuchali. Jakież było jego kazanie? Dziateczki moje mi­łujcie się wzajemnie".Ale i trzecim i czwartym razem znowu mówił tylko to samo. Tego już było lu­dziom za wiele i niektórzy pytali wprost, dla czego powtarza tylko jedno i to samo:Apostoł odpowiedział im: Ponieważ Pan mi to polecił. Wy starczy wam jeżeli będziecie się miłować wzajemnie. Jezus po­wiedział Uczonemu w Piśmie: Idź że i ty czyń tak samo, Dziateczki miłujcie się wzajemnie.

 

 

 

 

38    Przemyślana Miłość

Generał Francuski Anbert opowiada, następujące zdarzenie.

W roku 1838 musiałem z obowiązku służbowego udać się do szpitala. Chciałem odwiedzić jedego biedaka, który mnie  obsługiwał:. Zachował on ciężko i był bliskim śmierci. Ponieważ sztuka lekarska okazała się bezsilną, więc lekarze oceniali łoże. chorego, mając go za straconego. Był on bardzo samotny i zdaje się zupełnie opuszczonym na, ziomi. Zdało się nawet, że nikt nie zna jego imienia. Znano go tylko jako nr,23, bo taki numer wisiał na tabliczce nad jego głową, Kiedym stanął u jego łóżka, zdawał się Mile nie poznać. Zawołałem nań głośno, ale cn się nie ruszał. Nagle dał się słyszeć lekki szmer,Ten szmer, który ja ledwie dosłyszałon, wlał.życie w chorego. Była to siostra miłosier­dzia, która się zbliżała. Konający pierwszy ją spostrzegł. Poczciwa siostra przystąpił a do     jego łoża, otarła mu zimny pot z czoła, pechyliła się do jegę ueha i rzekła łagodniej "Józefie,  jak się masz? Dla wszystkich był tan żołnierz tylko "nr,23". dla mnie był zawsze kanonierzystą.  dla siostry miłosierdzia był Józefem. Gdy tak przez kilka chwil postała i z macierzyńską, miłoscią się przypatrywała, rozwinęła serwetkę, wyjęła z nie j kwiaty i porozkładała na łóżku Józefa.

Nagle chory zerwał się, oczy jego zabłysły. Z radością  chwytał rękami kwiaty i pieścił  nimi.  Siostra, obróciła się ku mnie i rzekła a Jczef był ogrodnikiem. Nim  wstąpił do wojska. Komuż by było  wpadło na myśl, aby temu. konającemu przynieść kwiaty? Żaden  filozof nie byłby odgadł, żaden uczony nie  byłby wpadł na podobną myśl. Ale Siostra miłosierdzia wiedziała o tyn dobrze,    Józef niedługo potem wyzdrowiał. Opowiadał mi, że  przez troskliwość, nocne czuwania, przez miłość  modlitwy, miłość kwiatów, mułość słów uprzejmych, miłość słów uprzejmych, miłość łez i nadziei. Siostra Marta rzycie mu wróciła., Pomoc sztuki lekarskiej była bezsilna. Chrześcijańska miłość siostry Miłosierdzia dokonała códu.

 

39   Nagrodzona miłość.

Edward B. miał 19 lat ni mieszkał w skromnym pokoiku wraz z matką, która po zbyt ciężkiej i bolesnej chorobie zupełnie bezsilna była. Powoli do sił powracała, bo mała pensyjka zaledwie na najpotrzebniejsze rzeczy starczała. Syn był wprawdzie subiektem u bogatego kupca, ale i jego pensja nie była zbyt wielka. Co dzień wychodząc, czule żegnał swoją matkę, której co miesiąc sumiennie całą swoją pasję wręczał i spieszył do sklepu mając zaledwie 10 centów w kieszeni na drógie śniadanie. Już w pierwszych dniach skoro został subiektem, spotykał na drodze starca, który w prawdzie sprzedawał zapałki, ale właściwie prosił o jałmużnę. Oblicze tego starca miało wyraz szlachetny i pański, ale za razem zdradzało tyle cierpień i niedostatku, że Edward wzruszony litością chętnie mu 3 centy ofiarował. Tak było co dzień. Między nim a starcem wywiązała się poufała zażyłość. Starzec opowiadał mu, że dawniej miał się dobrze, ale że nie miał szczęścia. Wstydziłem się, mówi, żebrać i dla tego wyrobiłem sobie pozwolenie sprzedawania zapałek. Ciężko mi i często cierpię głód. W skutek tej jałmużny miał Edward tylko 7 centów. Trwało to przez niejaki czas, aż razu pewnego rzekł starzec, że nie zarobił nic i dla tego nie będzie miał co jeść. Edward dał mu całe 10

Centów, myśląc sobie, że może poczekać, aż powróci do domu. Zaledwie uszedł kilka kroków, gdy oczom jego przedstawił się jeszcze boleśniejszy widok. Biała i wychudła kobieta wlokła się powoli niosąc na rękach dziecko wynędzniałe. I ta kobieta sprzedawała zapałki. Spojrzała na Edwarda wzrokiem błagalnym,  który bardziej niż słowa o litość żebrał. Mimowoii sięgnął Edward do kieszeni, ale była pusta.Bolesno mu byłe, że nadzieja biednej kobiety na niczym spełzła, ale wspomniał sobie. że ma w kieszeni kawałek chleba. Ten wyjął i dał go owej kobiecie, myśłąc sobie, że mu za to obiad będzie lepiej smakował.Przyszedłszy do sklepu zaczął Edward gorliwie pracować. Po kilku minutach zawezwał go szef do siebie. Edwaed bardzo się zdziwił, bo jego podrzędne stanowisko sprawiało, że nigdy pra­wie się z szefem nie stykał. Zdziwienie jogo było .jeszcze większo, gdy właściciel, który był, właśnie przy śniadaniu prosił by .zechciał z nim jeść śniadanie, oświadczył mu, że pensja jego będzie wynosiła teraz 1000 florenów, będzie miał wyższe stanowisko i że w przyszłości będzie o nim pa­miętał.

Co było przyczyną takiej odmiany? Oto szef kilka razy przypadkiem przypatrywał się rozmowie Edwarda z owym starcem, nie będąc spostrzeżonym. Gdy Edward wszedł do sklepu, przystąpił on do owego starca i dając mu jałmużnę, pytał o treść rozmowy z Edwardem i tak się ucieszył, tym,co starzec o nim opowiadał, że postanowił jego miłość i miłosierdzie wynagrodzić !

 

40 a   Każdy cowiek jest naszym bliźnim.

W czasie powstania węgierskiego w roku 1849 wtargnął generał austriacki do miasta Arad • i wydał rozkaz, żeby Żydzi tamtejsi, któ­rzy biali, udział .w powstaniu, za karę złożyli wielką sumę pieniędzy. Na to oświad­czyli chrześcijanie, że z Żydami żyli zaw­sze w zgodzie, i dlatego proszą, aby mogli dzielić los razem z nimi i sumę złtźye ©spoinie ku ulżeniu współmieszkańców.

 

40 b

Gdy Pius IX w roku 1847 jadąc ulicą ujrzał człcwieka zasłabłego, któremu nikt  nie spie­szył na ratunek, sam pobiegł czym prędzej, aby mu dopomóc. Powiedziano mu, że to Zyd tylko. Otarł się i sam pomagał wsadzić go do powozu, poczym zawiózł go do swego pałacu i czymprędzej zawezwał lekarza.

 

 

41 Żal okazany monetą.

W jednym towarzystwie żywo omawiano nieszczę­ście, jakie spotkało jedną rodzinę. Ogólnie  wyrażano współczucie dla biednej rodziny. Je­den tylko pan nie brał udziału w rozmowie i przysłuchiwał się. Po chwili wyjął portmonet­kę i położył banknot na stole mówiąc: Oto mo­je współczucie dla tej rodziny.

Potem zwrócił się  do sąsiadów przy stole ze słowami: „Jaką sumą okaże pan swoje ubolewanie? W ten sposób zebrała się wkrótce spora sumka na rzecz biednej rodziny.

Uczynki miłosierdzia zaiste więcej warte,  ani­żeli słowa.

 

42     Św. Marcin rozcina płaszcz.

Św.Marcin był początkowo oficerem. Raz w cza­sie ostrej zimy wyjechał konno poza bramy miasta. Spotkał go tam żebrak pół nagi i drżący na całym ciele od zimna. Nikt się nad nim nie ulitował. Św. Marcin jednak wzruszony litością wyciągnął miecz z pochwy, rozciął nim swój płaszcz na dwie części i jedną z nich dał żebrakowi. Następnej nocy miał piękny sen. Widział Jezusa otoczonego aniołami i okrytego połową jego płaszcza. Jezus rzekł do aniołów: Oto tym płaszczem. Odział Mnie Marcin.  Ten sen sprawił, że Marcin dał się wkrótce ochrzcić, i odtąd był jeszcze miłosierniejszym.  Później został biskupem w Tour i wiódł święty. żywot /zm.402 r./

 

 

 

43  Dwaj misjonarze przy rozbiciu okrętu.

Przed kilku laty rozbił się jeden okręt, przy Filipinach. Na tym okręcie znajdowało się rów­nież dwóch misjonarzy katolickich. Powstało ogól­ne zamieszanie, wszyscy podróżni szukali ratunku. Tylko ci dwaj misjonarze pozostali spokojni, sta­rając się pomagać drugim we wsiadaniu do łodzi ratunkowych. Gdy niebezpieczeństwo dosięgło szczytu, wołano i misjonarzy do łodzi ratunko­wych. Jeden z nih wsia, drugi oświadczył, że nie opuści okrętu, aż wszyscy będą uratowani. Wkrótce   zapadł się okręt w głębokości morskie, i Misjonarza widziano jeszcze gdy okręt tonął, klęczącego na pokładzie, zatopionego w modli­twie. Potem okręt zniknął wśród fal. Niektórym rozbitkom udało się jeszcze utrzymać na powierz­chni wody. Jeden z nich przypłynął ku tej łodzi ratunkowej na której znajdował, się misjonarz i chwyciwszy się jej, prosił, żeby go do łodzi przyjęto. Niestety nie mogli go przyjąć, gdyż łódź była już przepełniona. Tedy rzekł misjonarz: Ja odstępuję mu moje miejsce.  Skoczył w morze i zginął w falach. Rozbitka przyjęto na łódź. To zdarzenie stało się z rana 30 stycznia 1889 r. na hiszpańskim parowcu "Eemos". Jeden z misjo­narzy nazwał się paweł Raymond, i był Jezuitą, drugi był franciszkanin imieniem Br.Dorado.

 

 

44  Miłość nieprzyjaciół. Trzej synowie i diament.

Pewien, ojciec rozdzielił majątek między swoich trzech synów. W końcu został mu jeszcze diament. Wtedy rzekł do synow: ten szlachetny kamień ten z was otrzyma, ktcry spełni najszlachetniejszy czyn. Idźcie więc w świat i starajcie się taki czyn spełnić, synowie poszli, po trzech miesiącach powrócili. Najstarszy syn "'stanął przed, oj­cem i rzekł: Jakiś obcy człowiek powierzył mi, całe swoje mianie, a ja oddałem mu je w całości.

Ojciec rzekł: Spełniłeś tylko obowiązek. Drugi syn powiedział: Ja wyratowałem dziecko, które w moich oczach do wody wpadało. Ojciec rzekł; : Twój czyn jest pochwały godny, ale jeszcze nie

najszlachetniejszy.Wtedy przystąpił do ojca najmłodszy syn i rzekł: Ojcze, w mojej podróży uszedłem na górę, gdzie nad przepaścią spał mój nieprzyjaciel. Mogłem go strącić w prze­paść a jednak nie uczyniłem tego, tylko zbu­dziłem go i wybawiłem z niebezpieczeństwa. Teraz dopiero zawołał ojciec uradowany; Twój jest diament. Nie ma większej szlachetności. Nad to, jeżeli się nieprzyjacielowi dobrze czyni.

 

 

45  Heroiczna miłość  bliźniego.

Pewien murzyn, który dostał dobrym chrzęścijaninem, zasłużył sobie, u swego pana na wysokie zaufanie. Ten jednego razu wziął go na miejsce gdzie Sprzedawano niewolnikww, by mu pomógł ich wybierać. Tomasz, tak się nazywał niewolnik,  przedstawił mu między innymi starego,

osłabionego murzyna którego pan tylko na usilne prośby  Tomasza, jakoby dodatek do innych kupił. Skoro powrócili do plantacji, Tomasz osobliwszą czułością  i  troskliwością otoczył starego murzyna. Przyjął go do własnego miesz­kania i z nim dzielił się swoimi potrawami.

Ody starcowi było zimno, prowadził go tam, gdzie słońce grzało, gdy skarył się na upał, prowadził go w cień kokosowej palmy. Pan jego, który to już oawno zauważył, bardzo  się temu dziwił, i rzekł jedndgo dnia do Tomasza; Czy ten stary niewolnik, o którego tak się gorliwie starasz nie jest przypadkiem twoim ojcem? A może to jaki bliski twój krewny?

0 nie, mój panie  odrzekł Tomasz  on nie jest wcale moim  krewnym, ani nawet moim przyjacie lem, Czemu więc tak dobry jesteś dla człołwieka, który cię nic a nie nie obchodzi? Bo on jest moim nieprzyjacielem, odrzekł ura­dowany Tomasz. On mnie sprzedał białym na brze­gach Afryki - ale ja nie mogę, nie powinienem go nie na widzieć, bo czcigodny ojciec misjonarz rzekł do mnie: Jeśli twój nieprzyjaciel jest .głodny to daj mu jeść, a jeali spragniony, to daj mu pić. Ten murzyn niedawno nawrócony, czy nie jest najpięknieaszym przykładem miłości bliźniego dla Boga?

 

46  Bohaterska matka.

W mieście Bononii poróżniło, się dwóch młodzień­ców. Od słów przyszło do pojedynku, w którym jeden pa trupem. Spostrzegłszy, że źle uczy­nił i widząc się ściganym, schron się do pewnego domu i nie uważając, wpadł do mieszka­nia matki, której syna jedynaka zabił właśnie, prosząc ją o schronienie. Ta nie wiedząc jesz­cze o niczym ukryła go jak najlepiej. W tym wpadają żołnierze i żądają wydania zbójcy,  niewiasta nie chce wydać młodzieńca. Powiada­ją jej wtedy, że to zabójca jej syna. Zalewa się matka łzami, ale wspomniawszy na Pana Jezusa nie wydaje mordercy, wyprasza mu życie a nawet dla miłości Jezusowej  przyjmuje go za syna.

 

47  Św. Jan Gwalbert.

Św.Jan Gwalbert we Florencji, będąc jeszcze w stanie świeckim dowiedział się, że zamordo­wano mu jego brata. Postanowił wtedy wedle zwyczaju ówczesnego krwawo pomścić śmierć bra­ta. I rzyczywiscie udało mu się zaskoczyć morderceę w wąskiej uliczce. A było to w Wielki Piątek, Już Jan Gwalbert dobył miecza i chciał nim przebić wroga, kiedy tenże przerażony upadł na kolana i zawołał błagalnie: Odpuść mi dla miłości Jezusa Ukrzyżowanego. Jan Gwalbert po krótkim wahaniu, wzruszony tyni słowy i tknięty Łaską Bożą, upuszcza miecz a zasłaniając lewą ręką oczy, prawą w milczeniu wyciąga ku klęczącemu, podnosi go i daruje mu życie, po czem szybko zdąża do kościoła. Klęka przrd wizerunkiem Ukrzyżowanego i trwa na długiej niemej modlitwie. W tem Pan Jezus wiszący na kszyżu skłania po trzykroć ku niemu głowę, jakby dziękował za przebaczenie nieprzyjacielowi. 

 

 

Dziesięć Przykazań Bożych.

 

Pierwsze przykazanie.

48  Cześć Boga.

Matka małej Germany /czytaj Zermera/ -była ubogą, ale pobożną niewiastą. Zaledwie dziecko miało trzy lata, już nauczyła je modlić się i Boga po dziecięcemu kochać. Opowiadała mu o Panu.Bogu i o niebie, o Matce Boskiej i Aniele Stróżu. Wtedy stawało dziwczątko przed matką i patrząc jej serdecznie w cczy, słuchało poważnie każdego słowa, najchętniej słuchała maleńka o. gorzkiej męce i smierci Jezusa. Z miłości i współczucia przejjmowała ją boleść  w sercu, zaczynała gorzko płakać.  Gdy matka  była zajętą przy pracy, a Germana sama była w izbie, wtedy klękała przed obrazem Matki Boskiej i odmawiała różaniec albo inną jaką modlitwę. Największej jednak doznawała radoś­ci, gdy mogła.z matką pjść do kościoła. Tam modliła się tak pięknie i pobożnie, że wszyscy ludzie dziwili.się i mówili. Patrzcie na to dziecko! Wygląda jak anioł, A dziecku było w koś ciele tak miło, iż myślało sobie, że w niebie musi być tak samo.  Germana miała do­piero dziewięć lat, kiedy "umarła matka pozo­stawiając wszystkich w płaczu. Ale pobożne dziecko wzniosło oczy do nieba i modliło się w te słowa: "Maryjo, teraz Ty bądź matki moją", Także i ojciec rozchorował się i nie mógł już nic zarobić. Nastała taka nędza, że biedne dziecko musiało pójść na żebraninę.

Gorzkim jest chleb żebraczy. Często otrzymywało dobre siziecko od ludzi więcej gorzkich słów, niż prz jaznych podarunków. Ale Germana nie powiedziała o  tym ojcu ani słowa, nie chciała go bowiem za­smucać. Niebawem przyszły jeszcze gorsze czasy. Do domu przyszła nowa matka. Ta zaś nie znosiła, biednego dziewczęcia i dokuczała mu ustawicznie.  Jednakże mała męczennica nie uskarżała się nigdy, lecz znosiła wszystko cicho i cierpliwie z ma­łości do Jezusa.  Gdy dzieci wzrastają, słabnie "dość często ich; zapał do Boga.  Z Germaną było inaczej.  Poboźn e  je ' serce było jakby pączkiem, który się coraz piękniej rozwija i miłą dookoła woń rozlewa. Germana musiała teraz paść owce.  Przebywając na pastwisku, zawieszała-na drzewie . lub na krzaku medalik Matki Boskiej, który ; otrzymała od umierającej matki. Potem klękała .zaczynała się modlić. Jeżeli słyszała dzwonek z pobliskiego kościoła, wtykała w ziemię swoją pasterską laskę i napomniała owieczki, by się" razom trzymały, dopóki nie powróci. Potem spie­szyła na Mszę św.. i szczęśliwą się czuła, gdy    mogła przebywać przy  Jezusie, Niedziela cała  jednakże należała się Bogu. W dniu tym przystępowała zawsze do Komunii św. Bóg był dla niej najwyższą miłością, był jej Wszystkim. Dlatego  nigdy nie nudziła się, gdy przebywała w samot­ności.  Zawsze miała  Boga przed oczyma, a wszystko - kwiaty, zarośla i drzewa, wesołe ptasz­ki i brzęczące owady wołały do niej: "Miłuj Boga'"  A Bóg rwnież miłował to dziecko, bo w młodym wieku zabrał ją do Siebie.

 

49  Nadzieja w Bogu.

W chacie wiejskiej koło Krakowa umierała matka. Grono dzieci otoczyło jej łoże. Czemu tak rozpa­czacie? Czemu tak płaczecie?  Pocieszała je chora. Czy grzech jest umierać? Ciężko się napracowałam,  należy mi się odpoczynek. Wszak życia nie kończy się - na tym świecie, kończą się  tylko grzechy. Z ufnością idę  do Boga. Po przyjęciu ustatnich.Sakramentów św. umiera­jąc kazała śpiewać: O,której berła ląd i morze słucha - Jedyna moja po Bogu otucha.  A gdy dzieci łkając, ustalały w śpiewaniu, ona sama poddawała im słowa pieśni. Umarła święta.

 

50  Żal z mił ości  ku Bogu.

Jeden z pisarzy /Segur: Czy jest piekło? część 3, rozdz.8/, którego dla jego z pism pochwaliła Stolica Apostolska, opowiada wypadek z życia zakonnicy, żyjącej jeszcze wówczas, kiedy to pisał. Była ona z urodzenia żydówką, ale mając lat  20 mimo oporu matki została katoliczką. Matka wpadła w złość nie do opisania, a córka modliła się o nawrócenie matki. Widząc, że nie skutkują modlitwy Wstąpiła do zakonu, aby tą ofiarą uzyskać nawrócenie matki. Ale i to nie pomagało mimo umartwień jakie zadawała sobie na tę intencję. Wtem otrzymała list, że matka umarła nagle jako żydówka. W chwilowej rozpaczy pobiegła z tym listem do kaplicy i tam wobec Najśw. Sakramentu wymawiała Panu Jezusowi, że był głuchy na jej prośby. Wtem dochodzi ją od stro­ny ołtarza głos surowy: Cóż ty, wiesz o tym? Przelękniona stanęła jak wryta i usłyszała dal­sze słowa Zbawiciela: Wiedz o tym, ku zawsty­dzeniu a zarazem ku pocieszeniu swemu, że z twojej przyczyny dałem matce twej w chwili śmierci tak potężną łaskę oświecenia i skruchy,  iż ostatnie jej słowa były: Żałuję i umieram w wierze córki mojej. Matka twoja zbawiona, znajduje się w czyśćcu: nie przestawaj modlić się zą nią.

 

 

 

51  Grzechy przeciwko nadziei.

Wolter był zapalczywym nieprzyjacielem Boga. Pałał prawdziwie szatańską nienawiścią do wia­ry chrześcijańskiej do Kościoła. Raz popadł w niełaskę u króla, I oto co uczynił stary grzesznik, aby znowu zyskać względy. Było to właśnie w Wielkim Tygodniu.  Zaprosił sobie nowego zakonnika i przed nim się wyspowiadał. .W Wielką Niedzielę urządził sobie ze swą służbą  urpczyśty pochód do kościoła. W kościele zacho­wywał się bardzo budująco, okazywał wielką skruchę i przyjął Komunię sw. Po skończonym nabożeńsiwie powrócił znowu wystawnie do domu, Ale było to tylko udawanie. W następnym roku postąpił nędzny obłudnik jeszcze gorzej. Położył się do łóżka, udając chorego, kazał przywołać "do siebie księdza i rzekł do niego: Wielkanoc się zbliża, a ja  chciałbym spełnić mćj chrześcijański obowiązek. Niestety jestem chory, by pójść do kościoła, proszę, więc o wysłuchanie tutaj mojej spowiedzi. Ka­płan znał starego grzesznika i nie chciał wysłuchać jego prośby. Ale ten nie  przestawał nalegać, jak gdyby był w niebezpieczeństwie życia, i po kilku dniach rzeczywiście przyjął Komunię św. Ale skoro tylko ksiądz wyszedł od niego, wyskoczył z łóżka drwiąc z Najśw. Sakramentu i poszedł na przechadzkę do ogrodu. Ale Bóg nie pozwolił długo drwić z Siebie. Nie ominęła go kara. W dzie­więć lat później przyszła na złoczyńcę śmierć. Leżał on wtedy bez przytomności. Nagle-przebudził się. Opuszczony jestem od Boga i od łudzi, zawo­łał z rozpaczy. A do otaczających go rzekł: Precz ode mnie! Wyście temu winni, że tak umierać muszę! Potem w trwodze i boleści tarzał się na łożu, na­rzekając i bluźniąc, wyrzekł kilkakrętnie Imię Beże. Z przerażeniem usłyszel i przyjaciele,  jak głosem nav wpół stłumionym: Jezu Chryste! Jezu Chryste. I Jeden z nich wyszedł z pokoju mówiąc: Zaprawdę: to okropne, tego nie można znieść" »Stra­szliwe to widowisko trwało dalej. Umierający wił się na łożu, jak zgnieciony robak i szarpał się własnymi paznokciami. Wołał o księdza ale przyja­ciele pozostali twardzi jak kamień. Teraz zbliża­ła się ostatnie chwila. W rozpaczy. zawołał kona­jący: Czuję rękę, która mnie chwyta i wlecze na sąd Boży. Potem spojrzał dziko przed siebie wołając: Szatan jest tu, chce mnie pochwycić, widzę go. Widzę piekło, o zakryjcie je przede mną! Potem ostatni przeraźliwy krzyk, przewrócił się i skonał.

"Gdyby szatan mógł umierać, umierałby nie inaczej" tak mówili jego przyjaciele, którzy to wszystko widzieli i potem się sami nawrócili. /Podług Kreitena/. Grzechy przeciwko nadzlei zuchwalstwo, zwąt­pienie, rozpacz.

 

52  Cześć Boża. Należy czcić także Sługi Boże.

Jakub Sobieski, ojciec króla Jana III miał zwyczaj, że prosząc do stołu kapłana, pierw­sze przed wszystkimi gośćmi jemu dawał miejs­ce. Gniewało to pewnego wojewodę, że gdy goś­cił u Sobieskiego, tenże pierwsze miejsce przed nim dawał proboszczowi. To też gwałtow­nie spierał się z gospodarzem, a gdy go nie mógł o tym przekonać z gniewem odszedł. Ka­płan zaś, duchem Bożym natchniony rzekł de swego kolatora: "Ześ uczcił pomazańca Boskie­go,- będziesz go miał w domu swoim". Proroctw to spełniło się na, synu jego - Janie III, który również od samej młodości swej odzna­czał się niezwykłą czcią dla sług Bożych. Z życia jego opowiada ją następujące ciekawe  zdarzenie. W Akademii Krakowskiej jednym z nauczycieli był świątobliwy ks .Dąbrowski. Temu, razu pewnego upadł biret z katedry. Żaden z siedzących młodzieńców nie schylił się po niego, ale uczynił to z uszanowaniem młody Jan Sobieski. Kapłan rozczulony rzekł na to; "Ty mi dziś czapkę  a .kiedyś tobie na­ród koronę włoży na głowę".  Przepowiednia    się spełniła. Gdy w. r.1653 na wezwanie Ojca św, Sobieski szedł pod Wiedeń odwiedził źyjącego jeszcze nauczyciela swego. Sędziwy ka­płan rozrzewnił się na widok króla proszące­go go o błogosławieństwo na wyprawę wojenną. Pobłogosławiwszy go rzekł: "Idź królu z ufnośclą, w Boga i za pomocą Boga zwyciężysz. Ale ja ze zwycięstwa togo cie szyć się nie bnędę. W sam dzień bitwy życie zakończę. I ta druga przepowiednia Ks.Dąbrowskiego spełniła się w zupełności. Umarł on 12 września w sam dzień samego zwycięstwa.

 

53  Grzechy przeciw miłości.

Była raz pewna matka, która zbyt mało.troszczyła się o Pana Boga i o swą duszę „Jedynym jej dzie­ckiem był synalek.  Otóż zdarzyło się, że dziecko zachorowało. Co raz widoczniejszym się stawa­ło, że biednemu dziecku już nic nie pomoże, że musi umrzeć. Kiedy matka spostrzegła, że dziecku grozi śmierć, w rozpaczy odchodziła od zmysłów, no to dziecko było dla niej milsze niż cały świat, milsze nawet, od samego Pana Boga. Kiedy usłyszał o tym pewien kapłan, poszedł do domu matki, aby ją pocieszyć i napełnić otuchą. Ale wszystko było na próżno.  Wtedy chwycił się inne­go sposobu.Stanął przed łóżeczkiem śmiertelnie Chorego dziecka i modlił się głośno, więcej ze względu na matkę: "Panie, jeżeli Twoja wola, to wróć temu dziecku życie i zdrowie" ! Matka posłyszsła modlitwę i wrzasnęła dziko: "Nie, nie, .jeżeli wola Twoja nie chcę tego. .Jeżeli woja Twoja musi być wola Jego. On nie może zezwo­lić na śmierć mojego dziecięcia". "Kapłana przeraziły  te słowa i opuścił dom. Wbrew wszelkiemu oczekiwaniu i radości matki, dziecko wyzdro­wiało. 0 tak, urosło i stałe się wielkim co do ciała i co do  złości. Chłopiec sprawiał matce z roku na rok więcej przykrości, hańby i strasznej zgryzoty.      

 W końcu doczekała się biedna matka, że syn przez zbrodnię zasłużył sobie ma karę śmierci. Miał wówczas dopiero 20 lat, gdy wyprowadzano go za miasto, a dzwonek pogrzebowy jęczał żałośnie  prowadzono go na śmierć. Taki był smutny koniec tego dziecka, któremu matka gwałtem nie chciała pozwolić umrzeć.

 

 

O czci świętych.

 

54   Św. Teresa od Dziecitka Jezus.

Czcimy świętych bo przyjaciółmi Boga, przez nich możemy otrzymać wiele łask, wstawiają się za nami u Boga.

Jedną  z najbardziej znanych i czczonych świętych  jest św, Teresa od Dzieciątka Jezus. Umarła w 1897 r. a już w 1925 r. Ojciec iw. Pius XII ją kanonizował t.j.  ogłosił uroczyś­cie, że możemy, ją czcić jako świętą w niebie.  Sw. Teresa odznaczała się już jako dziecko szczególną pobożnością. Są dzieci, które się wprawdzie modlą uczęszczają do kościoła,  ale nie starają się  być coraz  to lepsze,  świętsze. Nie  tak  jak Tereska zwalczała ona z nadzwy­czajną starannością wszelkie swoje błędy i niedoskonałość. Razu pewnego ślubowała Panu Bogu, że niczego Mu nie odmówi, czegokolwiek od niej zażąda. To wcale nie łatwa rzecz dotrzymać wiernie takiego przyrzeczenia. Teresa dochowała ślubu a, do śmierci, naj­więcej dopomagała jej w tym Komunia św. Począwszy od pierwszej swej Komunii św. odczuwła jakoby wyraźny głód tego chleba z nie­bios. Z każdą Komunią św  rosła  jej  miłość do Pana Jezusa. Za przykładem swej patronki św. Teresy Wielkiej postanowiła zostać kar­melitanką. Zakon to bardzo surowy. Zakonnice te nigdy nie jedzą mięsa, sypiają na des­kach pokrytych tylko wełnianą derką, o pół­nocy wstają, aby w kościele  wspólnie odmó­wić swoje długie modlitwy. Dlaczego  to św. Teresa, dziewczynka licząca zaledwie 15 .lat, właśnie taki sobie surowy zakon wybrała? Myślała ona tak:  Kapłani i misjonarze potrzebują wiele łask Bożych, aby zdobywać dla Pana Boga dusze ludzkie. Muszę im pomóc i to nie tylko modlitwą, lecz tak­że ofiarą samej siebie.  Dzieci kochane, czyżby i. między wami nie było takich, któreby chciały przyjść z po­mocą kapłanom i misjonarzom? A więc niech wam nie będzie zbyt trudno wstać wcześnie, aby nawet gdyby miało być zimno pójść na Mszę  Św. Jeśli kiedy odczuwacie ból głowy, zębów, głód czy pragnienie - pomyślcie sobie: Panie Bpże, chętnie te cierpienie zniosę dla kpłanów i misjonarzy. 

Razu pewnego św. Teresa wyczytała w Piśmie św. Jeśli kto jest malutkim, niechaj przyjdzie do Mnie". Słowa te jakoś dziwnie przemówiły jej do serca. Pomyślała sobie; Chcę byś zawsze maluczka, abym mogła tylko przyjść do Pana Boga. Ale jak  mogła św. Tereska być maluczką, kiedy już prze­cież była dorosłą panienką? Św. Teresa tak to zrozumiała: Pan Bóg jest moim 0jcem, jak pragnę być Jego dobrym dzieckiem. Będę posłuszną, pełna miłości i dobroci jak dziecię i pogodne i wesołe, jak dziecko szczęśliwe. To pragnienie starała się także wzbudzić wśród swoich towarzyszek. Być jak dziecię, oto droga Pana Boga najpiękniejsza, najła­twiejsza i najpewniejsza". Teresa liczyła dopiero 24 lata gdy j ją Pan Bóg powołał do siebie do nie­ba, a jednak już tak wcześnie była wielką świętą, wielką przyjaciółką Bożą. Pan Bóg też jak najwy­raźniej okazuje jak wielce mu się podobało, że św. Teresa pragnęła być i pozostać dzieckiem Bo­żym pokornym, ufnym, posłusznym pogodnym. Oto  już przed śmiercią swą nasza święta obiecała, że  prosić będzie Pana" Boga,  aby zlewał na ludzi jak najobfitsze dobrodziejstwa. I Pan Bóg spełnia to życzenie św. Tereski. Za jej pośrednictwem dzieją się niezliczone cuda. Tak dużo ludzi modli się do św. Tereni, bo ona może nam  wyprosić wiele łask.

 

 

55  Św. Janie Nepomucenie ratuj moje dziecko.

Dyrektor  dóbr Strakonice /w południowych Czechach/ nazwiskiem Hedanele, odwiedził raz z żoną i córeczką 7-letnią Rozalią swego przyjaciela kapita­na. Było to w zapusty /22 lutego 1718r./ Gdy wie­czorem, o godz. dziewiątej wracali do domu, wpadła dziewczynka przez nieostrożność, do rzeki Wołtawy  dopływ Moltawy, lód się pod nią  załamał i 2 znikła pod lodem. W tej chwili krzyknęła matka: Św. Janie Nepomucenie ratuj moje dziecko i upadła zemdlona. Około 200 ludzi zbiegło się przeszukać całą rzekę, lecz daremnie. Tymcza­sem w sąsiednim młynie stanęło koło młyńskie.  Młynarz /nazwiskiem Antoni Marzena/ pobiegł do koła, żeby popatrzeć co się stało? Tu spostrzegł jakiś ciemny przedmiot, skoczył do wody i wy­ciągnął go. Była  to dziewczynka. Położono dziecko na łóżku. Wkrótce nadeszła i matka dziecka. Jakże zdziwioną była gdy dziecko otworzywszy oczy, opowie działo  ( co następuje: ."Gdym wpadła do wody przyszedł do mnie jakiś  mężczyzna, wziął mnie za rękę i rzekł? "Dziecko nie bój się, nie utoniesz" Wyglądał on tak jak. ten, co stoi na naszym moście. Dziecko rozumia­ło posąg św. Jana Nepomucena, który i dziś przy mostach się spotyka. Jasnym więc było, że Bóg zdziałał cud za wezwaniem tego świętego.

 

 

0 czci Najświętrzej Maryli Pannie.

 

56  Śmierć Najśw. Maryji Panny i Jej wniebowzięcie.

Pięknie opisuje śmierć i wniebowzięcie Maryji jasnowidząca Katarzyna Emmarich. Matka Boża żyła jeszcze długie.lata po Wniebowstąpieniu Chrystusa. Gdy się zbliżyła chwila Jej zaśnię­cia, zeszli się apostołowie z różnych krajów, gdzie opowiadali Ewangelię św. do łoża zgonu Matki Boskiej. Aniołowie dali im znać o zbliżającym się jej zaśnięciu. Gdy Matka Boża zeszła z tego świata, Apostołowie pochowali. Jej ciało i grób zamknęli. Wkrótce potem unio­sło się z grobu Maryj i ku niebu jakieś cudowne światło i słychać było niebiańskie śpiewy. Apostołowie zauważyli to. Już było po pogrze­bie, gdy nadszedł apostoł św .Tomasz. Na  jego pnośby zaprowadzili go apostołowie do grobu  i otworzyli  go. Jakże się zdziwili, gdy w grobie znaleźli całun.w największym porządku,

ale ciała Maryji już nie było. Teraz zrozumieli, co oznaczyło to jasne światło i śpiewy aniel­skie, po pogrzebie Maryi. Przekonani byli, że Chrystus ciało Swej Niepokalanej Matki wziął do nieba. Na tę pamiątkę obchodzi Kościł 15-go sierpnia święto Wniebowzięcia N.M.Panny. Uderzającym jest fakt, że nikt dotąd nie odważył się twierdzić,  że istnieją relikwie ciała Matki Bos­kiej. Według opowiadania Katarzyny Emmerich Maryja umarła w sierpniu  roku 48, w 64 roku życia.

 

57  Maryja jest ucieczką grzeszników.

Św. Alfons biskup opowiada następującą historię:  W mieście, gdzie żyła świątobliwa siostra Katarzyna od św .Angustyna żyła pewna kobieta, imieniem Maria, która prowadziła od młodości

grzeszne życie i za to w końcu z miasta została wypędzona. Po pewnym czasie znaleziono tę kobietę nieżywą w jakiejś jaskini poza miastem. Ale po 4 latach okazało się, że tak nie jest. Owa świątobliwa zakonnika Katarzyna, która często miewała zjawienia, miała jednego dnia. takie widzenie podczas modlitwy. Zbliżyła się do niej jakaś ciemna postać - była to dusza czyścowa       i rzekła: Siostro Katarzyno, jaka ja nieszczęśli­wa! Modlisz się tyle za umarłych tylko o mnie nie pamiętasz. Zakonnica zapytała: Kto jesteś? Dusza odpowiedziała: Jestem ową biedna Marią, która umarła w jaskini. Przez miłosierdzie Boże zosta­łam uratowana. Wtedy bowiem, kiedy cały świat     mnie odepchnął, wołałam z głębi serca do Matki Bożej: 0 Maryjo, Ucieczko grzesznych złituj się nade mną, Przybądź mi na pomoc! W duszy mej zrodziła się potem wielka skrucha za grzechy i tak uszłam piekła. Za to jednak muszę teraz bardzo cierpieć. Gdybyś tak z kilka Mszy św. za mnie ofiarowała, byłabym wnet wybawiona. Ustawicznie modliłabym się za tobą w niebie. Zakonnica po­starała się zaraz o to, że odprawiano za je j duszę kilka Mszy św. Potem pokazała się jej jeszcze  raz ta zmarła, ale już jaśniejsza, dziękujując za wybawienie z czyśćca.

 

58  Matka Boża ma klucze Miłosierdzia.

Pewien kaznodzieja opowiadał pewną anegdotę, ażeby swoim słuchaczom naocznie wyjaśnić, jak bardzo Maryja grzesznikom pomaga. Raz zażądał Chrystus od niebieskiego odźwiernego św.Piotra, wyjaśnienia, dlaczego tę lub ową duszę do nieba wpuścił. Piotr Św. uniewinniał się. że on za nie odpowiada, bo nie on tylko Maryja te du­sze do nieba wpuściła. I te  rzekł słowa do Chrystusa: ja otrzymałem  wprawdzie od Ciebie klucze sprawiedliwości, ale za to Swej Matce dałeś klucze miłosierdzia. Ona więc wpuszcza do nieba wielu, których ja bym nie przyjął. To opowiadanie jest wprawdzie tylko przypowia­stką, ale zawiera głęboką myśl: Maryja bowiem Swoim wstawiennictwem ratuje wielu grzeszników.

 

59   Nić ratunku.

W roku 594 przed Chrystusem zajął Kylen zamek Akropolis w Atenach. Większa część Atenczykdw znajdowała się na olimpijskich igrzyskach. Ky­len więc spodziewał się z łatwością opanować miasto. Ale najstarsi w mieście, tak zwani archenci przystąpili zaraz do oblężenia zamku. Wkrótce zamknięci w zamku, głodem zmuszeni, prosili o wypuszczenie z miasta. Przystano na to Ale buntownicy nie ufali archenentom i dla  tego użyli podstępu. Mianowicie na posągu po­gańskiej bogini Pallas Ateny, który stał w zamku przytwierdzili nić i trzymali ją w ręku schodząc. W ten sposób zapewnili sobie życie, gdyż złoczyńca, który.dotknął się posągu bogi­ni nie śmiał być zabity Buntownicy doszli już na plac targowy, gdy nagle urwała się nitka, łącząca ich z posągiem bogini. W tejże chwili zostali pozabijani.

Dla grzeszników tą nicią  ratunkową jest część dla Matki Bożej. Jeśli jednak urwie się grzesz­nikowi ta nić, czyli jeżeli grzesznik przesta­nie się modlić do Matki Bożej, to wątpliwym jest zbawienie jego duszy.

 

60  Maryja jest uzdrowieniem chorych. Uzdrowienie Lassera wodą z Lourdes.

Henryk Lassere, adwokat w Paryżu jaaniemógł cięż­ko na   oczy i ociemniał /1852r/ Dwaj wybitni le­karze w Paryżu leczyli go, ale nie mogli mu nic  pomóc.  Przyjaciel jego młodości a do tego protestant  późniejszy francraski minister Freycinet/ poradził mu użyć wody z Lourdes  Lasare nie usłuchał rady, gdyż obawiał się że w razie cu­downego uzdrowienia, będzie musiał prowadzić pobożne życie. Jednakże po dalszych namowach przyjaciela, prosił proboszcza o sprowadzenie wody z Lourdes i dnia 10 października 1862r.  po modlitwie do Matki Bożej obmył sobie tą wo­dą czoło i oczy. W tej samej chwili, gdy woda dotknęła oczu - przejrzał. Wziął natychmiast książkę do ręki i to książkę budującą - .było to pismo o zjawieniach Matki Boskiej "w Lourdes - czytał kilka godzin, więcej niż 100 stronic, nie czując najmniejszego zmęczenia w oczach. Zdrowy wzrok pozostał mu, pomimo wielu prac zawodowych aż do śmierci 1900r.  Lassere oka­zał się wdzięcznym Matce Bożej, objeżdżał bo­wiem te osoby, które w Lourdes uzdrowione zostały i po dokładnym zbadaniu, spisał te cudo­wne uzdrowienia i ogłosił w książce p.t. "Lassere, Najśw. Panna w Lourdes". /1868/. Książkę tę rozpowszechniono.wkrótce po całym świecie. Pewien bogaty Francuz, którego sios­trzenica przez lekarzy już opuszczona w roku 1870 w Lourdes cudownie uzdrowioną została, płożył 15.000 franków u M.Turget w Paryżu. Rue Hanovere 6, dla tej osoby, która udo­wodni, że przynajmniej jeden przez Lessera powiedziany cud, jest nieprawdziwym, albo  da się wytłumaczyć w naturalny sposób.  Tej sumy jednak nikt nie zdobył.

 

61  Bitwa morska pod Lepanto 1571/

Sułtan turecki Selim II, chciał całą Europę podbić pod jarzmo tureckie. Najpierw napadł na wyspę Cypr, należącą do Wenecji. Papież Pius V poznał niebezpieczeństwo grożące chrześcijańskiej Europie i starał się pobudzić książąt europejskich do wspólnej akcji, przeciw Turkom jednak tylko Hiszpanie i Wenecjanie pod wodzą księcia Jana /Don Juana/, syna Karola V stanę­li naprzeciw tureckiej floty. Pod Lepanto po­szło do bitwy. Tureckie okręty, liczbą przewyższające okręty chrześcijańskie, ustawiły, się jak zwykle w półkolu i rozpoczęły ogień armatni na flotę ohrześcijańską. Wiatr sprzy­jał im. Lecz nagle odwrócił się i niósł ogień i dym chrześcijańskich dział na okręty tureckie, tak, że Turcy nie widzieli okrętów chrzę­ścijańskiej  floty. To dopomogło chrześcijanom do zwycięstwa w tej bitwie, która trwała  od 6-tej rano do wieczora. 20 tysięcy chrześcijan uwolniono z niewoli, flota turecka została zu­pełnie, rozbita.  Zastanawia fakt. , że zwycięstwo to przypadło w uroczystość Różańca Św.7.10. 1571r. W tym dniu, członkowie Bractwa Różańco­wego założonego przez św.Dominika, obchodzili uroczyste nabożeństwa. W całym świecie chrześ­cijańskim odmawiano różaniec dla uproszenia szczęśliwego wyniku wojny. Ogólnie więc przy­pisywano to zwycięstwo, odniesiono w samą uro­czystość Różańca św. wstawieniu się Matki  Boskiej. Mówiono, że nie tyle kule chrześci­jańskiego wojska, Ile kule różańca św. pobiły nieprzyjaciół. Na rozkaz papieża przyjęto wtenczas do litanii loretańskiej wezwanie: "Wspomożenie wiernych módl się za nami", a pierwsza niedziela października, czyli uroczystość Różańca, nazwana została "Niedzielą Maryi Zwycięskiej" /Maria de Victoria/.

 

62   Cześc obrazów. Obrazek cesarski na monecie.

Przed konsylium w Nicei w r«787,  na którym  Kościół bronił czci obrazów, spalono i świętych Pańskich.  Wielu cesarzy greckich, między innymi  także Konstansy .Koproninus  stali po stronie ohrazobórców. Konstansy wezwał do siebie  św. .Szczepana opata i zapytał go o jego zapatrywania w sprawie czci obrazów. Święty opat chciał cesarzowi dobitnie okazać, że znieważenie obrazów nie podoba się Panu Bogu. Wziął! monetę do ręki i zapytał obecnych: czyj to  jest obraz i czyj napis? odpowiedzia­no i Cesarza. On zaś pytał dalej. Czy podlegam karze, jeżeli ten obraz podepcę nogami? Odpowiedź brzmiała Tak, .przez to bowiem dopuścisz się obrazy majestatu i winnym będziesz śmierci.  Wtenczas rzekł św.opat. 0 jacy wy zaślepieni! Tego, ktćry znieważy obraz ziemskiego króla uważacie winnym śmierci. Jeżeli zniszczycie i znieważycie obraz Chrystusa, Króla króIow, to chcecie być niewinnymi? Zamiast uznać błąd swój, kazał cesarz w okrutny sposób świętego opata stracić. Tak cześć jak i zniewaga, obrazu świętego odnosi się do osoby, którą ten obraz-przedstawia.

 

63  Maria Egipcjanka w kościele św. Krzyża.

Przed obrazami świętych doznaje się często wpływu łaski. Św. Maria Egipcjanka /ur.431/ opuściła, w 12 roku życia dom ojcowski i udała  się, do wielkiego miasta Aleksandrii /w Egipcie/  gdzie  przez 17 lat prowadziła grzeszne życie. Pewnego dnia spostrzegła, że wiele ludzi spieszy do okrętów, Ludzie ci jechali do Jerozolimy na uroczystość Podniesienia Krzyża. W tym dniu w kościele św.Krzyża wystawiony, był Krzyż Zbawiciela na widok publiczny i ku czci wiernych. Z ciekawości pojechała Maria Egipcjanka, z nimi do Jerozolimy.

Przybywszy tu chciała z innymi  wejść  do kościoła ale jakaś niewidzialna siła wstrzymywa­ła ją przy drzwiach.  Przerażona skryła się do kącika przedsionka i rozmyślała rad przyczyną  tego zdarzenia. I oto wpadł jej w oczy na ścianie wiszący obraz Matki Boskiej. Nagle przypomniała sobie te modlitwy, które jeszcze jako niewinna dziewczynka w domu rodzicielskim, odmawiała przed obrazem Matki Bożej „ Po  raz prerwszy odmówiła znowu modlitwę do Matki Boskiej i błagała Ją o pomoc. Teraz obudziło  się w niej  sumienie i czyniło  jej  wyrzuty z powodu jej rozpustnego życia  Żałowała mocno za  swoje grzechy i postanowiła skryć się w pustyni, ażeby prowadzić  życie pokutnicze.  Potem  próbowała znów wejść do kościoła i tym razem udało się jej.   Zaraz na drugi dzień wyspowia­dała się  z całego życia i żyła następnie 50  lat jako pokutnica w pustyni. 'Widok obrazu Matki Najświętszej obudził w niej pobożne  uczu­cia.

 

    64   Protestant w ogrodzie klasztornym i wspaniały obraz Chrystusa.

Pewien protestant nazwiskiem  Schubart opcwiadał następujący wypadek ze swego życia. Raz wszedł do ogrodu Franciszkanów i ujrzał tam mnicha, modlącego się przed wspaniałym obrazem Chrystusa.  Gdy zakonnik ujrzał zbliżającego  się nieznajomego, zakończył modlitwę i powstał. Tymczasem protestant zbliżył się i rzekł:  "Księże Dobrodzieju, to jest wspaniały obraz" Mnich odpowiedział: "Jeszcze wspanialszym jest oryginał. Nieznajomy zaś odparł: "Dlaczegóż nie zwracasz się do oryginału, tylko do obrazu? Zakonnik odparł: Obraz sprawia, że łatwiej mogę sobie Zbawiciela przedstawić. Mój duch jest nie przy malowanym, tylko przy rzeczywistym Chrystusie. Nieznajomy musiał przyznać rację. Zakonnik zaś puówił dalej: Lepiej jest, jeżeli zrobi obraz artysta, a więc mistrz w sztuce malarskiej, aniżeli gdy ja w swej słabej wyobraźni sam go sobie wymaluję.

 

 

65  Cześ Relikwi Świętych.

Pan Bóg cudami czcił i czci relikwie świętych, dlatego i my winniśmy je czcić za przykładem pierwszych chrześcijan. Bóg wszechmocny i litościwy z miłości ku Świętym czynił i czyni cuda za pośrednictwem relikwii św. o czym świadczy historia Kościoła wszystkich czasów. Dotychczas zachowują się w całości niezepsute zwłoki rożnych świętych np, św.Franciszka Ksawerego /ur.1552/ w Goa w Indiach, św.Katarzy­ny Boleńskiej /ur.1467/ w Bolonii, św.Marii Magdaleny de Pazzis /16O7/ we Florencji, język św. Antoniego /ur.l231/w Padwie, prawa ręka św.Stefana króla węgierskiego /1038/ A wiedzieć trzeba, że zwłoki te nie są wcale bal­samowane, że wiele z nich spoczywało dłuższy czas w ziemi, zanim przeniesiono je, do grobow­ców, że żadne z nich nie wydają cuchnącej woni owszem, niektóre szerzą woń miłą.

Język Św. Jana Nepomucena. /ur. 1383/

Pan Bóg dotychczas cudownie zachował od zepsucia w katedrze w Pradze. Tak Pan Bóg uczcił męczennika tajemnicy spowiedzi. Św.Relikwię tę wystawia się co rok przez 8 dni do czci publicznej w relikwiarzu ozdobio­nym 1200 diamentami.

W katedrze w Neapolu przechowywa się w dwóch buteleczkach krew św.Januarego, biskupa męczennika /ur.305/ Krew ta oczywiście zaschła, Gdy jeanak w dzień św.Januarego /19 września/ a poza tym jeszcze dwa razy w roku przybliża się ją do czaszki świętego, krew poczyna się burzyć i nabierać świeżego powietrza, czerwo­nego koloru. Za przyczyn tego cudu, powta­rzającego się co rok, dzieją się bardzo liczne nawrócenia. Gdy w roku 1707 nastąpił niezwykle groźny  wybuch Wezuwiusza i lękano się poważnie o Neapol, wyniesiono naprzeciw .straszliwej,. ognistej lawie, relikwie św.Januarego, a wybuch natychmiast ustał. Szczególnie święte są dla nas pamiątki po Panu Jezusie.

 

a/  Krzyż Św.

Znalezienie jego zawdzięczamy cesarzowej św. Helenie /ur 326 / Pamiątkę tego wielkiego wydarzenia obchodzimy 3 maja. Trzy wieki później, ,zabrali go Persowie, ale go oddali/w roku / 628/, poczym wniesiono go w triumfie do Jero­zolimy i na tę pamiątkę ustanowiono na 14 września święto Podwyższenia św. Krzyża. Zarazem podzielono Krzyż św. na części i rozesła­no je po różnyeh miejscowościach. Znaczną część Krzyża św.  przechowuje się w Rzymie.

 

 

b/ Korona cierniowa.

Koronę cierniową po jej  znalezieniu cesarzowa św. Helena przesłała synowi do Konstantynopola.  Później przeszła ona w ręce św. Ludwika króla francuskiego, który ją złożył w kościele Notre Dame w Paryżu, lecz już bez kolców, bo z biegiem czasu  podarowano różnym ko­ściołom ./np. w Trewirze i Kolonii/

 

c/ Włucznia.

Włócznię, którą żołnierz Longin przebił bok Panu Jezusowi odnaleziono podczas wojen krzyżowych w Antiochii. Święta ta relikwia wlała nową odwagę w wynędzniałe i osłabione wojska chrześcijańskie, które odniosły nad Turkami święte zwycięstwo. Przechowuje się ją w Rzymie.

 

d/ Suknia Pana Jezusa.

Suknię Pana  Jezusa  całodzianą, o którą żołnierze pod krzyżem rzucali los,.św. Helena podarowała biskupowi w Trewirze. W tamtejszej katedrze przechowuje się ją po dziś dzień, a co kilkadziesiąt, lat wystawiona bywa ku pu­blicznemu uczczeniu. Z okazji jej ostatniego uczczenia w roku 1891 stwierdzono 11 wielkich cudów nagłego nawrócenia za dotknięciem się świętej szaty. W uroczystości wzięło udział  około 2 miliony ludzi.

 

e/ Chusta św.Weroniki - przechowuje się w kościele św. Piotra w Rzymie.

 

 

Drugie przykazanie Boskie.

 

66  Cześ Imienia Boskiego.

Sławny astronom Newton / Anglik, jeden z najznakomltszych uczonych świata/ na samo wspom­nienie Imienia Bożego zwykł był odkrywać głowę.

Św. Franciszek z Asyżu mawiał codziennie bardzo często o Panu Bogu, nieraz przy tym popadał w zachwycenie. Bóg mój i wszystko moje. Braciom swoim zakonnym rozkazał podnosić w dro­dze każdy kawałek papieru, na którym wypisano  było imię Boże, ażeby go  kto nie deptał noga­mi. Do togo przykładu warto dodać zachętę, aby dzieci nie poniewierały pism religijnych.

 

67    Z Panem Bogiem, Panu Bogu oddaję.

Zona pewnego strażnika kolejowego miała  ten piękny zwyczaj, że za każdym razem, gdy mąż wychodził zobaczyć odcinek kolei, który obsłu­giwał, na odchodnym mówiła za nim: „tZ Panem Bogiem". Pewnego zimowego wieczoru  mąż jeszcze nie wrócił, gdy w domu strażnika usłyszano nad­chodzący pociąg pospieszny.  Zatrwożyła się żona strażnika. Przyszło jej na myśl, jeżeli nie po­ciągnę dźwigni sygnału, to mąż mój będzie kara­ny. Pobiegła tedy, aby dać przepisany sygnał, ale w rozdrażnieniu  pociąlgnęła, fałszywie dając mimowoli znak, na zatrzymanie pociągu. Pociąg natychmiast stanął. Prowadzący pociąg zeskoczył z latarnią pospieszył do domku strażnika, zapy­tać co się stało. Po drodze spostrzegł już w świetle latarni, przywiązanego strażnika na po­przek szyny, usta miał zakneblowane, Szybko go uwolniono i pociąg ruszył dalej. Nieprzyjacie­le na padli go niedaleko domu, związali i rzuci­li pod pociąg, Ale Bóg nie dozwolił, aby go pociąg zmiażdżył. Zona, która po niezliczone razy życzyła mu z "Panem Bogiem", była mimowoli jego zbawczym aniołem stróżem. Oczywiście jeszcze tego samego wieczoru schwytano owych  łotrów i uwięziono ich.  /Wypadek ten zdarzył się na linii Hamburg - Paryż, w pobliżu stacji Veule/.

Imię Boże wymawiane przy pozdrowieniu sprowa­dza błogosławieństwo Boże

 

68   Lekkomyślne wymawianie Imienia Bożego.

Pewien pan wziął do swego domu swoją teściową, ta miała złą nawyczkę, przy każdej drobnostce wołała: "Ach Jezusie" i Zięć  upominał ją częs­to, aby odzwyczaiła się tego, ale daremnie. Starowina (odpowiadała mu zawszes "Ja przecież nie myślę przy tym nic złego". Raz dał jej zięć doasdną nauczkę. Teściowa siedziała sobie, w ogrodzie przy jakiejś robocie. Nadszedł zięć i począł oczyszczać kapustę z gąsienic. Jak zwykle  znalazł gąsienicę, zaraz wołał:  "Teś­ciowo, gąsienica! Z początku cieszyło ją to, Ale gdy na nią co chwilę wołał, rozgniewała się i rzekła, że nie da ze siebie drwić. Ale zięć odparł: "Ja przecież nie myślę przy tym nic złego". I zaraz po tem znów zawołał?  Teściowo, znów mam gąsienicę". Wtedy kobiecina wstała i z gniewem odaszła. Zięć jednak poszedł  za nią i mówił:  Jesteś tylko śmiertelnym stwo­rzeniem, a gniewasz się za to, że bez powodu że za często cię wołam. Myślisz więc, że Pan Bóg nic snobie z tego nie robi,  jeżeli całymi latami dzień w dzień, po niezliczone razy niepotrzeb­nie wymawiasz Jego Imię? Na te słowa zmieniła się nagle staruszka. Początkowo czasem jeszcze wymówiła lekkomyślnie Imię Boże,  ale   wystar­czyło powiedzieć "teściowo", ażeby ją w kłopot wprowadzić  i ostrożną uczynić. Powoli odzwy­czaiła się lekkomyślnego wymawiania Imienia Bożego.

 

 

69     Przeklinanie.

Pewien porucznik miał wiele pięknych, przymio­tów, ale jeden miał zły zwyczaj - lubił kląć. Gdy raz ciężko zachorował na życzenie  jego, sprowadzono do pielęgnowania go siostrę miłosierdzia.  Ta słysząc jego straszne przekleństwa  przeraziła się i prosiła go usilnie, aby tego zaprzestał.  Porucznik oświadczył, że już tak do tego przywykł, że nie może się odzwyczaić. Zakonnica odpowiedziała. Znam pewien środok, który pana z pewnością od przeklinania odzwyczaji. Oficer, chciał wiedzieć co to za środek, ale zakonnica rzekła:  „Powiem panu do­piero wtedy jeżali pan zobowiąże się słowem honoru, że pan rzeczywiście tak się zastosuje.  Po pewnym namyśle oficer podał jej rękę i rzekł: "A więc - słowo honoru". Wtedy rzekła zakonnica, Masz pan odtąd za każde przekleń­stwo dać jeden złoty na biednych chorych w tym szpitalu." Porucznik usłyszawszy to na­rzekał, że w ten sposób zejdzie na żebraka. Zakonnica rzekła: jeżeli pan nie będziesz klnął, nieda pan mi grosza. Niestety, zaklął. Natychmiast przystąpiła doń zakonnica z wycią­gniętą ręką, mówiąc: "Słowo honoru". Porucznik chąc nie chcąc zapłacił pierwszego złotego.  I tak tego dnia zapłacił 5 zł. na drugi dzień tylko 3, trzeciego dnia już tylko 1 zł. Odtąd  już ani jednego. Przekleństwo już mu się z ust nie wymknęło.

Gdyby za grzechy karano pieniędzmi, to wiele ludzi stałoby się wkrótce doskonałymi.

 

70   Gwoli włosów przestał kląć.

Pewien młody człowiek skarżył się przy konfesjonale,  że bardzo często klnie. Gdy go kapłan zapytał, jak często klął, odpowiedział grzesz­NIK:  "Kląłem przjnajmniej tyle razy, ile mam włosów na głowie  Roztropny spowiednik dał mu więc taką pokutę, żeby za każdym przekleńtswem wyrwał jeden włos z głowy. Młody człowiek po­słuchał. Rzeczywiście, ile razy zaklął, tyle razy   wyrwał sobie włos. z głowy. Ale wkrótce, spostrzegł,  że wnet wyłysieje, jeżeli tak da­lej potrwa.  Zaczął więc na dobre walkę ze swą wadą i w krótkim czasie ją  pokonał. W póź­niejszym życiu mawiał nieraz: "Dla moich wło­sów na głowie przezwyciężyłem się, ze względu na najwyższe dobro, na zbawienie wieczne du­szy mojej, nie chciałem tego uczynić. Co za hańba dla mnie.

 

71 Slub. Św. Franciszek Salezy przestrzega pewną panią, od składania ślubów.

Pewna pobożna pani słyszała, że św. Franciszek Salezy, biskup Genewski /ur.1622/, zobowiązał się ślubem, co dzień aż do śmierci odmawiać różaniec. Pani ta chciała taki sam ślub zło­żyć, przedtem jednak zwierzyła ten zamiar św. Biskupowi i prosiła go o radę. Św. Franciszek powiedział jej zarazs "Nie czyń pani tego" Kobieta zdziwiła się na te słowa i pytała, dlaczego jej odradza. Święty biskup odpowie­dział: Ja ślubowałem w młodości, kiedy, tej sprawy nie rozumiałem tak jak ją  dziś pojmu­ję. Dziś mam juz więcej doświadczenia i wiem jakie, kłopoty i trudności miałem nieraz z tym ślubem. Czasami nosiłem się nawet z myś­lą starania się o zwolnienie od togo ślubu. Składając bowiem ślub, obowiązujemy się pod grzechem i kto więc ślubu nie dotrzyma obraża Boga, a to nie drobnostka, dlatego radzę pani zrobić tylko silne postanowienie, odmawiać  co dzień różaniec, w ten sposób nie zmówiwszy kiedy różańca, nie naraża się pani na obrazę Boga.

 

72   Krzywoprzysięstwo.

. Bardzo uczciwym urzędnikiem był jeden sędzia miejski w Monachium.  Nigdy nie zapomniał przypomnieć przysięgającemu świętości przysięgi. Pewnego razu stanął przed sądem za haniebny występek jakiś 70-letni starzec. Zeznawało najpierw wielu świadków. Wszyscy złożyli przy­sięgę: "Przysięgam Panu Bogu wszystko wiedzą­cemu, że powiem całą prawdę i nic nie zamilczę, tak mi Boże dopomóż i święta Jego Ewangelia.     Zeznania były tak jasne, i obciążające, że wina oskarżonego była już prawie udowodniona, nie było już prawie wątpliwości, że jest winny. Zwrócił się tedy sędzia do niego  z  zapytaniem:  "czy przyznaje się do winy? Ten odrzekł, że go­tów jest przysięgać, że jest niewinny. Sędzia przestrzegał go:  Rozważcie dobrze, co chcecie uczynić. Przysięga jest świętą rzeczą. Wzywa się w niej samego Boga na świadka. Pomyślcie o wiecznych karach Bożych. Jeżeli poczuwacie się do winy, w takim razie zaniechajcie przysięgi. Sumienie moje,   zapewniał oskarżony wolne jest od winy. Chcę przysięgać. Dorze więc - rzekł sędzia - oto jest wizerunek ukrzyżowanego. Proszę podnieść w górę trzy palce prawej ręki i powtarzać za mną:  Przysięgam. Bez wahania powtórzył  starzec tę słowa. Przysięgam, Tu zawahał się sędzia i rzekł ponownie: Napo­minam was, abyście mówili prawdę. Stoicie nie tylko przed ziemskim sędzią, ale i przed Bożym obliczem. Pomyślcie o strasznych następstwach krzywoprzysięstwa. Jeszcze czas, możecie się otwarcie przyznać do winy.  Ale. oskarżony dalej trwał przy swoim, że jest niewinny i znowu podniusł prawą rękę do przysięgi mówiąc jej słowa: przysięgam. Jeszcze raz przerwał sędzia i rzekł: Jesteście już staruszkiem siedemdziesięcioletnim. Pomyślcie o swoich siwych włosach, a nogą już stoicie w grobie, dni wasze będą wnet policzone. Stanieciecie potem na sądzie Bożym.

Mówcie więc prawdę. Ale i teraz upierał się oskarżony o swojej niewinności. Po raz trzeci począł więc sędzia mówić:  „Przysięgam”  W tejże chwili spada z krzyża prawa ręka ukrzyżowanego Pana Jezusa. Starzec zbladł i drżąc z przeraże­nia opuścił rękę i powiedział: "nie,  nie będę przysięgał i z żalem wyznał swoją winę.

 

 

Trzecie, przykazanie Boskie.

 

73  Szewc bogaty i ubogi.

W tym czasie, kiedy św.Jan Jałmużnik był patriarchą Aleksandrii,  zdarzyło się w tym wielkim mieście następujące zdarzenie; Na jednej ulicy mieszkali obok siebie dwaj szewcy, jeden z nich miał bardzo liczną rodzinę, mimo tego wzbogacał się z dnia na dzień, inny, który tylko miał o sobie staranie i nawet w niedzielę i święta pracował, ledwie mógł wyżyć. Raz,  ten biedny szewc skarżył się bogatemu na swą nędzę i pytał, dlaczego jemu tak dobrze się powodzi. Ten odpowiedział:  mam ukryty skarb, z którego co niedziela i święto coś zaczerpnę. Wtedy prosił go ubogi,  aby mu ten skarb wyjawił. Zamożny szewc zaprowadził go w najbliższą niedzielę na Mszę św. Gdy wracali z kościoła rzekł zamożny szewc:  Patrząj przyjacielu, tu w kościele jest mój skarb, tym skarbem jest błogosławieństwo Boskie, na które sobie zasłu­guję, biorąc udział we Mszy św. Zabieraj so­bie i ty swoją część w niedzielę i święta. Wierz mi, Dawca ma dosyć dla nas obydwdch.

 

74  Żebrak, który swemu dobroczyńcy zabiera i siudmego złotego.

Pewien wieśniak pracował w niedzielę na polu, podczas gdy jego sąsiad   przechodził obok niego spiesząc do kościoła. Pracujący wieśniak pozwo­lił sobie zadrwić z jego pobożności. Ale sąsiad odrzekł: Kochany przyjacielu, cobyś ty o mnie powiedział, gdybym  ja, mając tylko siedem złotych, dał z nich 6 przechodzącemu żebrako­wi? Wieśniak roześmiał się i rzekł: Powiedział­bym, że.jesteś bardzo szczodrym człowiekiem. Wtedy sąsiad mówił dalej.  Ale cóżbyś powiedział,  gdyby ten żebrak zamiast okaza się wdzięcznym, chciał mi zabrać jeszcze tego. siódmego? Powiedziałbym, że jest gałganem, który chyba na to zasługuje, aby go powiesić.   Wtedy roześmiał się pytający i rzekł:  A więc sam na siebie wy­dałeś wyrok.  Albowiem siedmiu dni tygodnia darowuje ci Pan Bóg sześć do pracy, tylko siód­my dzień pozostawia dla siebie, ten dzień masz więc Jemu poświęcić, a ty zabierasz Mu i ten siódmy dzień.

 

75   Pan  przejechałeś coś.

Pisarz ludowy Wetrel opowiada następujący wypa­dek z własnego doświadczenia. Jednej niedzieli kiedy ludzie szli do kościoła jechał pwwien wieśniak gościńcem z wielkim wozem ciężarowym. Nagle, jakiś staruszek zawołał na woźnicę. Za­trzymajcie się, zatrzymajcie się. Przejechaliś­cie coś! Woźnica wstrzymał konie, popatrzył i zapytał w końcu: Com przejechał? Staruszek odpowiedział: Przejechaliście trzecie przykaza­nie. Uważajcie tylko, aby i was nie przejecha­ło. Ten wieśniak rostał rzeczywiście później  przejechany. Podczas jednej wycieczki spłoszy­ły mu się konie, spadł z kozła i dostał się pod koła wozu. Ciężko rannego przywieziono do domu, gdzie wkrótce umarł. Przed śmiercią przypomniał robie słowa staruszka. Ażeby błąd bodaj w częś­ci naprawić zawołał przed zgonem dzieci i rzekł do nich: "Nie pracujcie nigdy w niedzielę, ale chodźcie do kościoła.

 

 

Czwarte przykazanie Boże.

 

76  Rodzicom nalerzy się cześć.

Przykład uszanowania rodziców dał Papierz Benedykt XI syn biednego pasterza we Włoszech. Gdy został Papierzem matka jego jeszcze żyjąca chciała go zobaczyć i przybyła do Rzymu. Przybyła ubrana jako wieśniaczka. Panie Rzymskie najpierw ją ubrały bogato, a potem zaprowadziły do Papierza. Papierz udał z początku że ją nie poznaje. To nie może być moja matka, rzekł. Matka moja była biedną wieśniaczką, a ta, jest jakąś panią. Cofnęła się wtedy matka i ubrała swój zwykły ubiur. Poczem zaledwie weszła, Papierz jako syn przyjął ją z uszanowaniem wskazując zgromadzonym: mPatrzcie, to jest matka moja.

 

77  Przez co okazujemy rodzicom miłość.

            Pewien młody chłopczyna, który po raz pierwszy przystępywał do Pierwszej Komunii świętej,  smucił się bardzo że, jego rodzice nie przystępują do Sakramentów św.  ani nie , chodzą do kościoła. Daremnie prosił ich, wreszcie sprawę, ich na­wrócenia postanowił oddać Panu Jezusowi i w tym celu dwa razy tygodniowo chodził na ich intencję na Mszę św. Matka .spostrzegłszy jak chłopiec zrywał się o świcie i z domu wybie­gał, poszła za nim ukradkiem aż do kościoła, a gdy chłopiec po nabożnie, wysłuchanej Mszy św. łzami jeszcze, zalany do domu powracał spy­tała zdziwiona: Co robisz synku tak często w kościele? Matko – odrzek, nieśmiało chłopiec - modliłem się dziś za ciebie a wczoraj za cjca. Wzruszona matka i okryła pocałunkami dobrego   . synka, a w następną  niedzielę wszyscy byli na nabożeństwie.

 

78   posłuszeństwo.

Błogosławiony Klemens  Dworzak wywierał wielki wpływ na  serca młodzieńcze. Raz powiedział on do pewnego chłopca, imieniem Karol, syna wysokiego urzędnika: Karolku, należy pilnie przestrzegać przykazania kościelne, dlatego  nie można w piątki jeść mięsa. Trzeba ponieść małą ofiarę dla naszego Pana i Zbawiciela Je­zusa Chrystusa, który w piątek ofiarował się za nas na krzyżu. Karol poszedł do domu, a kiedy znowu w piątek podano mu na stół mięso, rzekł stanowczo:   "Kochany ojcze, dzisiaj nie będę jadł mięsa". Dlaczego? zapytał ojciec. Ponieważ dzisiaj jest piątek, a Kościół św, zakazał jedzenia mięsa w ten dzień, w którym nasz Zbawiciel umarł za nas na krzyżu. Ojciec rozkazał mu jeść, ale chłopiec prosił go usil­nie, aby pozwolił mu w tym dniu wstrzymać się od jedzenia mięsa. Prośba ta wprawiła ojca w taki gniew, że suro­wo odpędził chłopca od stołu mówiąc: "Wynoś mi się precz z moich oczu, nie wolno ci dzisiaj jeść przez cały dzień. Karol odszedł i opowiedział matce, co się sta­ło. Dobrze - przygotuję ci więc mączną potrawę - rzekła matka,  której żał było chłopca. Karoi jednak nie chciał przyjąć i tej potrawy mówiąc:  Nie, mamo, ojciec powiedział mi nie wolno ci jeść dzisiaj przez cały dzień, a ja muszę mu być posłusznym, ponieważ ksiądz Dworzak mówił: Dzieci, słuchajcie waszych rodziców.  Wytrzy­mam i bez jedzenia.  Z płaczem pobiegła matka do męża: poczęła mu tłumaczyć: Co ty robisz, czy chcesz, żeby Karol przez cały dzień cierpiał głód i potem jeszcze się rozchorował? Mięsa nie je, a potrawy mącznej  także nie chce, bo mu powiedziałeś, ażeby przez cały dzień nic nie jadł. To posłuszeń­stwo spodobało się ojcu tak dalece,  że przywo­łał Karolka, i rzekł do niego: Odtąd już nigdy nie dostaniesz w piątek mięsa do jedzenia, ale teraz zjedzże mączną potrawę. Od tego dnia  żaden postny dzień nie pojawiło się mięso na stole. A w ojcu wzbudźił  się tak wielki szacu­nek względem Bożego sługi, że sam później przyprowadzał do kościoła swojego syna, aże­by służył do Mszy św. Ks.Dworżakowi.

 

                        79 Ofiarna córka u dentysty

W maju I887 r. donosiły gazety wiedyńskie o następującym zdarzeniu; W Gempendorf koło Wiednia żyło podeszłe wiekiem małżeństwo, utrzymywane przez jedyną córkę. Była ona za­jęta, jako księgowa w handlu papierem. Naraz interes zwinięto a owa panna dłuższy czas nie mogła znaleźć odpowiedniej posady. Ponieważ nie miała za c'o utrzymać rodziców, więc sprze­dała fryzjerowi swoje piękne'długie włosy. Gdy i te pieniądze się rozeszły, rozmyślała nad innymi środkami utrzymania rodziców. Wtenczas powiedział jej ktoś, że jakiś sław­ny dentysta w Wiedniu płaci po 30 zł. za każdy zdrowy. ząb* przedni /siekacz/, który sam wy­ciągnie. Ponieważ dziewczyna miała śliczne zęby, poszła więc do dentysty. Ten zapytał ją, dlaczego chce sobie dać wyjąć zęby. A gdy usłyszał powód, wzruszony do łez, darował jej 100 zł, pozostawiając jej zęby. Następnie odwiedził jej rodziców i prosił o. rękę ich córki, tego klejnotu ofiarnej miłości. Wkrótce potem odbył się ślub,

 

  80 Kara za złe dzieci

W pewnym szpitalu leżał człowiek. Poniżej ko­lana powstał mu na prawej nodze jakiś wrzód i nie chciał się zagoić, rozszerzał się coraz bardziej. Lekarz zawyrokował odcięcie nogi. Chory nie wzbraniał się, oświadczył nawet, żeby operacji dokonano bez znieczulenia. Po bohatersku zniósł okropne boleści, nie Sły­szano żadnej skargi z jego ust. Gdy wreszcie operacji dokonano szczęśliwie, uchwycił ucię­tą nogę i rzekł: Pan Bóg .jest sprawiedliwy. On to karze dzieci za grzechy ich wobec ro­dziców. Przed 21 laty wyrzuciłem mojego cjca z domu a w dodatku kopnąłem, go tą nogą,którą mi co dopiero odjęto. Ufam, że jako tako odpo­kutowałem za straszną zniewagę ojcu wyrządzoną. Nogę moją już teraz złożę gdzieś do grobu, pewnie nie zadługo i ja za nią pójdę. Przebacz Boże za moje grzechy i .bądź dla mnie sędzią milrosiernym.

 

81  Obowiązki rodziców

Franciszek.Karpiński /1741-1825/, który napisał prześliczną kolędę, "Bóg się rodzi, moc - 'truchleje' i .przez was tylekroc śpiewane pros­te a rzewne-modlitwy "Kiedy ranne wstają zorze" I- Wszystkie nasze dzienne sprawy" - za młodu wziął, parobkowi ojca jakąś drobnostkę.-. Gdy się to wydało,, ojciec przywołał syna i parobka, i nakazał parobkowi , aby syna jego ukarał surowo. Następnie sam mu jeszcze 20 rózg dołożył. Obecni oburzali się na ojca,że wstyd synowi Czyni, ale syn sam, gdy dorósł, opisał to z wdzięczności ku ojcu, który tym sposobem powstrzymał, go od złej drogi, na którą wstąpiłby może, gdyby go ojciec nie kazał ukarać. "0 święta ręka mojego ojca, chociaż cię już nie ma od tak dawnego czasu /pamięt­niki swe pisał Karpiński w 81 roku swego życia/, jeszcze ja cię i teraz w myśli całuję.u

 

82 Przykład wdzięczności dla nauczyciela

Na cmentarzu w Monachium odbył się swego czasu pogrzeb, zacnego nauczyciela. Ksiądz skończył ostatnie modlitwy, złożono wieńce na świeżym grobie, goście zabierają się do odejścia. W tym oto pobliżu grobu rozległa się poważna pieśń pogrzebowa. To ' ozfcere j trę bar." cze młodzi, przystojnie ubrani ślą zmarłemu swoje ostatnie pożegnanie „ Cóz to za jedni? Otóż jeden z nich przed laty kilkunastu chodził był do szkoły zmarłego nauczyciela, i teraz usłyszał od swego wychowawcy surowe słowa napomnienia, nie odbyło się przy tym j:  trzca^nki. A jednak, jak głęboką dla niego

zachował wdzięczność. Zycie rozdzieliło ich obu.  Przypadek jednak zrządził, że wyczytał w.gazecie ogłoszenie pośmiertne, wspomniał dobrego swego nauczyciela, poprosił trzech swoich kolegów, ażeby razem z nimi u grobu drogiego zmarłego w tak niezwykły sposób go uczcić. Z pewnością sprawił radość "duszy zac­nego męża już na tamtym świecie” a i Panu Bogu. Wdzięczność to piękna rzecz.

 

83 Cześć dla sędziwego wieku

Z pomiędzy ludów starożytnych przede wszyst­kim Spartanie, najdzielniejszy naród starożytnej Grecji znani byli z wielkiego szacunku dla starszego wieku. Żaden młody Spartańczyk nie odważył się usiąść w obecności stojącego starca. Zdarzyło się, iż raz na igrzyskach olimpijskich w których brały udział wszyscy grecy, pewien starzec szukał miejsca, aby usiąść.. Długi czas obchodził, dookoła, ale nikt nie ustąpił mu miejsca. Kiedy jednak zwrócił się w stronę, gdzie siedzieli Spar­tanie, powstało natychmiast kilku młodzień­ców z szacunkiem i poprosili starca, by usiadł. Wówczas zawołał starzec: Wszyscy Grecy znają cnotę, ale wykonuj ą ją tyIko Spartanie.

 

                        84 Miłość do wiary i Ojczyzny

Kiedy król angielski Henryk VIII zaczął prze­śladować katolików, wielu z nich wyszło z ojczyzny. Między nimi przybył także pewien Anglik imieniem Robert Penham do Rzymu,gdzie wkrótce umarł. Na nagrobku jego, w przedsion­ku kościoła St.Gregcrio widnieją wzruszające słowa: "Tu spoczywa Robert Pecham, Anglik, Katolik, który po zerwaniu Anglii z Kościcłem opuścił swą ojczyznę, gdyż nie mógł tam życ bez swej wiary, a przybywszy do Rzymu zmarł, ponieważ nie mógł tu żyć bez swej ojczyzny".

 

         

     Piąte przykazanie Boże

 

          85  Zdrowie bogactwem danym nam przez Boga

Pewien wędrowny czeladnik szedł sobie drogą. Strapiony był,bardzo, gdyż w wielu już miejs­cach prosił o pracę a nie dostał jej. Wtem na drodze zobaczył zbliżający się powóz, w którym siedział elegancko ubrany pan. Był to oficer. W tej chwili pomyślał sobie czeladnik: Jaka to nierówność panuje w świecie, ja jestem taki ubogi, a ten taki bogaty. Ja muszę iść pieszo, a on paraduje sobie ponozem. Potem wstąpił czeladnik do restauracji przy drodze. Niebawem i powóz tam się zatrzymał. Wtedy ze zdziwieniem zauważył młody wędrowiec, że ofi­cer nie może wysiąść z powozu, bo nie ma nóg. Zmienił teraz czeladnik swój sąd,i pomyślał sopie: 0, nie chciałbym zamienić, się z tym panem, wszak ja mam zdrowe członki i dlatego naprawdę bogatszy jestem od niego.

 

86 Szlachetnie postępuje kto przebacza nieprzyjacielowi

Jerzy Washington, słynny oswobodziciel północno-amerykańskich Stanów Zjednoczonych, przy­szedł raz jako 20-letni oficer do sprzeczki z jakimś innym oficerem i wpadł, wbrew swemu zwyczajowi w ogromny gniew. Wówczas uderzył go tamten tak silnie, iż Washington upadł na ziemię. Wszyscy sądzili, że Washington wyda oficerowi pojedynek. Lecz Washington tego nie uczynił, wiedział bowiem, że on pierwszy ofi­cera obraził. Ten też nazajutrz przyszedł do niego i rzekł: "Błądzić to rzecz ludzka. Wy­rządziłem panu wczoraj krzywdę, lecz pan jużeś sobie sprawił satysfakcję. Jeżeli ona panu wystarcza, bądźmy nadal przyjaciółmi. Podaję rękę". Oficer podał również rękę i odtąd zaw­rze żyli w przyjaźni.

 

87 Nie dręczyc zwierząt

Niegdyś w pogańskich, jeszcze Atenach chłopiec wykłuł oczy ptaszkowi. Ateńczycy skazali młodocianego przestępcę na karę śmierci w przeko­naniu że jeśli już dziecko takie okrutne jest dla zwierząt, podobnie, gdy dorośnie i wobec, ludzi się zachowa.

 

a/ Osioł zawstydza dwóch starych dręczycieli zwierząt

W Paryżu dwóch chłopców spostrzegło na ulicy ropuchę. Rzekł tedy jeden z nich: popatrz się na to obrzydliwe stworzenie.  My ją tu zaraz zabijemy. Wnet przyskoczyli z kamieniami w ręku, aby zgładzic ropuchę. Tymczasem nadjechał wóz, który ciągnął osioł. Już chciał osioł stąpić nogą w owo miejsce, gdzie siedziała ropucha, skoro ją jednak spostrzegł, postawił nogę, na bok,, aby nie skaleczyć żaby. Zauważyli to chłopcy i przypomnieli sobie na­uki, które słyszeli w szkole. Rzekł tedy je­den .do drugiego: "Widzisz ten osioł poczciwszy jest niż my." Zawstydzili się obaj chłopcy i odeszli nie uczyniwszy nic ropusze.

 

b/ Żołnierz i osioł z workami pełnymi pieniędzy

Za czasów Aleksanda Wielkiego, króla macedoń­skiego zdarzył się następujący wypadek. Pewien żołnierz miał zaprowadzić do królewskiego na­miotu, osła objuczonego pełnymi workami pie­niędzy. Żołnierz widząc, że ów ciężar jest za wielki dla zwierzęcia, poruszony litością zdjął z osła kilką worków i niósł je na swym grzbiecie. Król Aleksander Wielki patrzył na żołnierza ze swego namiotu. Kiedy więc żołnierz przybył z osłem i zdjął worki z pieniędzmi, przyszedł do niego król i tak się -odezwał. "Jesteś dzielnym żołnierzem. Worki, któreś z litości zdjął i sam niósł, należą teraz razem z pieniędzmi do ciebie, .zasługujesz na to, żebyś je posiadał.

Kto ma uczucie  dla zwierząt, doznaje szacunku od szlachetnych ludzi.

 

 

               Szóste przykazanie Boskie

 

  88 Cnota czystości – Św. Alojzy

Alojzy urodził się w l569 roku na ziarnku Castiglione we Włoszech. Kilka miesięcy później tegoż roku umarł św, Stanisław Kostka. Ojcem jego był markiz Ferdynand Gonzaga. Jeszcze Alojzy był dzieckiem, a już służba nazywała go aniołkiem, tak oczywistych, prawdziwie anielskich był obyczajów. Przy ubieraniu się pomagał mu służący, jak to było zwyczajem w książęcych rodzinach, To jednak mu się nie podobało po­nieważ nie chciał, aby ktokolwiek widział go nieubranym. Jako młody chłopiec lubił przeby­wać między żołnierzami, przy czym nieraz sły­szał złe mowy. W dziecięcej naiwności malec powtarzał je nawet, ale później raz tylko pouczony przez swego wychowawcę, gorzko tego żałował jako największych grzechów swojego życia. Odtąd modli się ze szczególniejszą żarliwością. W czasie swojego pobytu we Florencji, mając 9 lat, czyni ślub dozgonnej czystości ku uczczeniu Najśw.Maryji Panny, dla której, wielkie żywił nabożeństwo. Przyjąwszy z rąk św.Karola Boromeusza I Komunię Św., przystępował odtąd do Stołu Pańskiego co tydzień. Oddał się przy tym pilnej nauce a gorliwość jego w modlitwie i umartwieniu nie znała granic. Otoczony książęcym bogac­twem i wygodami, już w najpierwszej młodości ciału swojemu bynajmniej nie dogadza, lecz ujarzmia je niezwykłą  surowścia: trzy razy w tygodniu pości o chlebie i wodzie, biczuje się jakoby wielki pokutnik i odmawia sobie co smaczniejszych potraw oraz przeróżnych godziwych przyjemności, całymi godzinami klęczy przed tabernakulum.

Oddany jako paź nadwór królewski w Madrycie, otoczony tysiącami ponęt i pokus, strzeże pilnie oczu swoich, unika widowisk oraz zabaw tanecznych, pali książkę, gdy zauważył treść nieodpowiednią. Razu pewnego, gdy w jego obecności pewien, starzec odważył się na nieprzywoite rozmowy zapalony świętym gniewem przerwał mu mowę: "Nie przystoi szlachcicowi mówic wobec młodzieży o takich rzeczach". Po długich i usilnych; staraniach i wytrwałej modlitwie uzyskał wre­szcie od ojca pozwolenie wstąpienia do zako­nu Jezuitów. Jak żył czysto i niewinnie, tak umarł w Rzymie, licząc zaledwie 23 lata. Obok św .Stanisława Kostki jaśnieje po wszyst­kie wieki, jako doskonały wzór życia czyste­go prawdziwie świętego.

 

89  Św. Agnieszka

Św.Agnieszka urodziła się w Rzymie z rodziny patrycjuszowskiej. Od dzieciństwa wychowana bogobojnie już w dziesiątym roku życia zło­żyła ślub dozgonnej czystości. Ponieważ była panienką prawdziwej piękności, wielu młodzień­ców z najznakomitszych rodów ubiegało się o jej rękę, a między nimi syn prefekta rzymskie­go Symfroniusza. Gdy   panienka wówczas trzy­nastoletnia odrzuciła jego starania, powołu­jąc się na ślub uczyniony Chrystusowi Panu, Symfroniusz podczas ostatniego prześladowania za cesarza Dioklecjana kazał ją uwięzic w domu ludzi bezwstydnych i groził jej pohańbieniem, lecz Pan Bóg jej nie opuścił. Pan Bóg tak cudownie otoczył ją jasnością,że nikt ze złych ludzi nie śmiał się do niej zbliżyć. Syn Symfroniusża, który poważył się jej dotknąć na miejscu padł trupem, ale na rozpaczliwe proźby Ojca św .Agnieszka modli­twą przywróciła mu życie. Mimo oczywisteg o cudu rozwściekleni poganie, skazali ją na spa­lenie, a gdy ogień na stosie jej nie zaszkodził, ścięto ją mieczem.Gdy rodzice niepocieszeni opłakiwali św.Agnie­szki śmierć męczeńską, zrządzeniem Bożym ukaza­ła się zmarła córka, oblana przedziwną jasnoś­cią w otoczeniu licznych dziewic, z białym ja­gniątkiem u boku. Pocieszając rodziców, tak do nich rzekła: Nie płaczcie, raczej radujcie się ze mną, znalazłam bowiem Oblubieńca mej duszy, Jezusa Chrystusa.

W jej święto 21.1. w Rzymie, na grobie jej pod­czas Mszy Św. na.Agnus Dei święci się dwoje białych jagniąt, a z wełny ich wyrabia się pa­liusze. Stąd białe jagnięta na obrazach św. Agnieszki, często widzimy na nich także miecz i palmę.

 

90 Św.Stanisław Kostka.

Czego mamy unikać, co zaś czynić, aby zachować niewinność tego niech nas nauczy jeden z największych Świętych Kościoła Św.Stanisław Kostka.

Św. Stanisław Kostka urodził się w Rostkowie na Mazowszu w 165O r. Ojciec jego kasztelan zakroczyński był spowinowacony z domu kniaziów Wiś­niowieckich, a matka jego pochodziła z rodziny Odrowążów, która w XIII wieku dała Polsce kil­ku świętych /Bł.Iwo Odrowąż, św,Jacek, bł.Cze­sław,bł .Bronisława/.

Św.Stanisław odznaczał się już jako młode pa­cholątko nadzwyczajnymi cnotami. Nie tylko dla rodziców,, ale dla rodzeństwa i służby na­wet był nad wyraz miły i grzeczny. Nigdy nie widziano dziecka, coby tak układnie klęczało, tak pobożnie składało raczki, tak długo i gorąco modliło się, jak Stasio. Uważano w nim nad wszelki wyraz cnotę czystości anielskiej, to Kiedy który z gości wymówił przy stole ja­kie nieprzyzwoite słowo, Staś bladł, tracił przytomność i omdlały padał na ziemię. Dlatego nazywano go w domu aniołkiem. W 15 roku życia oddali go rodzice do szkół do Wiednia, ze starszym bratem Pawłem, który był kekkim lubiał stroić się i bawić i pragnął wszelkimi siłami pociągnąc za sobą św.Staniaława. Ten jednak zawsze się wymawiał powtarzając to piękne zdanies: „Do wyższych rzeczy jestem stworzony". Jedyna, droga jaką znał w Wiedniu wiodła do szkoły i do kościoła. Wszyscy w do­mu o tym wiedzieli a kiedy któremu ze sług polecono poagukac młodego pana, spieszył napewno do kościoła. Pawła gniewała ta stałość brata, więc go prześladował a nawet bił nielitościwie. Jego pociechą w tym prześladowa­niu było gorące nabożeństwo do Najswiętszej Maryi Panny. O Jej cnotach i chwale najchętniej rozmyślał, w so­boty, pościł w Jej święta do Komunii św. przystępował. Kiedy razu pewnego śmiertelnie zachorował, Najświętsza Maryja Panna nawiedzając go, Dzie­ciątko Jezus na jego rękach złożyła i zdro­wie cudownie mu wracając do Zakonu Towarzysttwa Jezusowego wstąpić poleciła. Św.Stanisław, nie będąc przyjętym w Wiedniu, wybrał się pieszo do Rzymu, gdzie też został przyjęty przez św.Franciszka Borgiasza. W za­konie nasz Święty regularnie co tydzień uczęszczał do spowiedzi św. Szczególny miłoś­nik Najśw.Sakramentu, nie mógł się wstrzymać, żeby przynajmniej każdej niedzieli nie przy­stępować do Stołu Pańskiego. Po dziesięciu miesiącach zakonnego życia pod­czas którego na jenotliwszy ch i na jwytworniejszych ojców cnotami swymi w podziw wprawiał, w dzień Wniebowzięcia N.M.Panny 1568 r.,któ­ry, przepowiedział, po nagrodę do nieba po­szedł, aby tam być potężnym orędownikiem na­szej ojczyzny.

 

91 Biała krawatka

W pewnym gimnazjum, w którym uczniowie nie tylko uczyli się razem, lecz i mieszkali, znajdował się pewien uczeń z dobrej rodziny, bardzo utalentowany i pilny. Był zawsze pierw­szym, uczniem klasy a, odznaczał się przede wszystkim anielska niewinnośćią . J eszcze nie był do I Komunii św..To też cieszył się niew­wymownie, gdy nareszcie doczekał się tego dnia szczęśliwego. A było zwyczajem w owym zakła­dzie, że każdy uczeń, przystępujący do pierw­szej Komunii św. swoje postanowienie pisał na kartce papieru i oddawał dyrektorowi.

Nasz chłopiec napisał tylko jedno przyrzecze­nie: Obiecuję nie odłożyć nigdy, mej białej kra­watki, którą założę w dzień I Komunii św. jak tylko gdybym splamił się kiedy grzechem śmiertelnym. Zdziwił się dyrektor niezwykłym tym przyrzeczeniem. Rozmówiwszy się matką ucznia zgodził się na nie, nie wymagając innego. Mniejwięcej 4 dni z rzędu nie składał chłopiec białej krawatki. Zauważyli to koledzy, poczęli więc robić złośliwe uwagi. Wreszcie najlepszy jego przyjaciel spytał się go, dlaczego jeszcze nosi krawatkę białą z dnia I Komunii św. Dobry chłopczyna wytłumaczył mu przyczynę. Nazajutrz już wszyscy koledzy znali tajemnicę białej krawatki. Odtąd przestali drwić i naśmie­wać się nawet z pewną czcią spoglądali na swe­go towarzysza.

Minęło lat niespełna dziesięć. Wybuchła wojna francusko-pruska. Po jednej z bitew kapelan wojskowy udał się jak zwykle na pobojowisko, aby nieść pomoc duchową rannym i konajacym. Zbliżył się też do młodziutkiego żołnierza, a widząc, że jest śmiertelnie ranny i wnet życie zakończy, chciał wysłuchać jego Spowiedzi św. Lecz żołnierz uśmiechnął się wdzięcznie i już słabym głosem rzekł: Przed dwoma dniami dopie­ro spowiadałem się i nic mi sumienie nie wy­rzuca. Proszę położyć mnie tylko nieco wyżej i udzielić mi Komunii św i Ostatniego Namaszczenia. A potem jeszcze jedną mam prośbę. Gdy skonam proszę zdjąc mi z szyi białą krawatkę spod munduru i posłać ją mateczce mej drogiej z tym zapewnieniem, że nie splamiłem jej ni­czym, jak chyba tylko- ale Bogu niech bę­dzie chwała za to- własną krwią moją w obro­nie Ojczyzny.

 

    92 Ojcze Nasz w wagonie kolej owym

Nie powinno się tolerować nieprzyzwoitych mów. W wagonie kolejowym jechał między innymi także pewien mnich franciszkański. Aby mu do­kuczyć rozpoczęło kilku kawalerów nieprzyzwoittą rozmowę. Mnich, zwrócił im uwagę, że nie przystoi się tak wyrażać. Lecz Oni' odrzekli: Mówimy co nam się podoba. A na to rzekł duchowny: "Czy i ja mogę mówić co mi się podoba"? Odrzekli mu: "Rozumie się". Uczynił tedy zakonnik znak krzyża św. I począł głośno od­mawiać "Ojcze nasz". W jednej chwili umilkły, nieprzyzwoite słowa.

 

      

        Siódme przykazanie Boskie

 

 93 Cudzą rzecz należy zwrócic

Mniej więcej przed 50 laty poszedł do spowie­dzi pewien bogaty urzędnik w Ameryce. Człowiek ten był milionerem. Prawie cały swój ma­jątek osiągnął drogą kradzieży przez naduży­cia w pracy. Nikt nawet tego nie przypuszczał i wszyscy go bardzo szanowali. Grzesznik jed­nak nie miał ani chwili spokoju. Skradzione pieniądze paliły jego duszę jak ogień pie­kielny. W końcu postanowił, naprawić to wszystko i poszedł do spowiedzi św. Sumienie nie daje mi spokoju - rzekł do spowiednika -chciałbym się pozbyć grzechów i odzyskać spokój duszy."-Na-to rzekł kapłan: "Synu mój, idź najpierw do domu, zbadaj i oblicz dokład­nie ile posiadasz niesprawiedliwie nabytego majątku, potem przyjdź znowu do mnie. Dopóki bowiem nie zostanie zwrócony każdy niespra­wiedliwie zabrany grosz, dopóty nie może być mowy o przebaczeniu u Boga, ani w tym, ani w przyszłym życiu". Z ciężkim sercem od­szedł ów człowiek do domu i począł rachowac. Zajęło mu to kilka dni czasu. Nareszcie do­szedł do końca. Zaraz na drugi dzień udał się znowu do kapłana i wyznał z serdecznym żalem całą swoją winę. Chciał jednak z głębi serca się poprawic, dlatego oddał w ręce spo­wiednika wszystkie skradzione pieniądze, w ol­brzymiej sumie 5 i 1/2 miliona dolarów, "Ojcze, duchowny - rzekł grzesznik - proszę zabrać te pieniądze, to wszystko cudza własność. Ukrad­łem je z kasy państwowej, proszę oddac spowrotem do skarbu, ażeby mogły byż zużyte dla do­bra kraju." Kapłan przyjął pieniądze i postąpflł z nimi według zlecenia spowiadającego się ten sposób zeszedł ów bogacz prawie, do rzędu żebraka. Za to jednak otrzymał to, co warte więcej niż wszystkie pieniądze- mianowicie odpuszczenie grzechów i pokój Boży w serciu.

 

94 Nie przywłaszczaj cudzej rzeczy

Przed kilku laty żył w Brukseli piewien bogaty człowiek, który znajdował osobliwą przyjemność w tym, że badał uczciwość ludzi. Przez dłuższy czas jeździł autobusem i siadał zawsze przy konduktorze. Pomagał konduktorowi w płaceniu „ i wydawaniu pieniędzy. Kiedy   konduktor mu­siał wydawać ludziom pieniądze, wtedy ów bo­gacz dorzucał ze swej kieszeni bardzo zręcznie i niespostrzeżenie pieniądze, poczem obserwo­wał bacznie ludzi. Wszyscy przeliczali spokoj­nie pieniądze, a kiedy spostrzegli, że otrzy­mali wiecej, chowali szybko do kieszeni. Pasa­żerowie sądzili, że się konduktor pomylił. A chociaż wiedzieli, że konduktor ma małą pen­sję, jednak w tym względzie. nikt nie czuł litości nie zwracał mu pieniędzy. Aż raz zddrzyło się, że jakaś młoda panienka przeliczając .pieniądze, zawołała na konduktora, że wydał nej za dużo i oddała zbywające pieniądze. Tak dalece uradowała bogacza uczciwość tej panien­ki, że natychmiast zasięgnął o niej wiadomoś­ci i uczynił ją w testamencie spadkobierczy­nią. Po jego śmierci otrzymała wielki majątek. Była to biedna szwaczka.

 

96  Koszyk pełen ziemi i wdowa

Pewien skąpiec wydarł ubogiej wdowie w nieucz­ciwy sposób jej rolę. Razu jednego, gdy ską­piec był na polu przyszła do niego wdowa i  prosiła go, aby jej pozwolił wziąć sobie peł­ny koszyk ziemi. Bogacz pozwolił jej, śmie­jąc się przy tym drwiąco. Wdowa napełniła koszyk ziemią, lecz nie mogła go podnieść,bo był za ciężki. Prosiła więc bogacza, aby jej jeszcze pomógł koszyk podnieść. Bogacz przy­szedł na pomoc, lecz koszyk był tak ciężki, że nawet on nie mógł go podnieść. Wtedy rze­kła wdowa: Jeżeli ten koszyk pełny ziemi, te­raz już ci taki ciężki, to jakże ciężka ci będzie kiedyś w wieczności cała rola. Te poważne słowa tak wstrząsnęły skąpcem, że wrócił wdowie rolę.

 

 

                                    Ósme przykazanie boskie

 

98 Szanuj dobre imię bliźniego

W starym klasztorze Ottobeuren żył zakonnik pewien, imieniem Maynus.Ludzie zwali go pocz­ciwym ojcem Maynem. Był to dobry i uprzejmy człowiek, jednego tylko nie mógł spokojnie znosić - złych języków. Miał też swój sposób, którym ludzi o złych językach raz na zawsze umiał oduczyć brzydkiej przywary. Jednego dnia wybrał się ojciec z Ottobeuren do para­fialnej wioski odległej o dwie godziny drogi, aby tam odwiedzić chorego proboszcza. Po drodze przyłączyła się do niego pewna kobie­ta i pytała, czy może z nim isć razem, bo też idzie do tej wioski. Zaledwie wyszli z miasta, poznał zakonnik w jakim celu chciała mu gadatliwa kobieta towarzyszyć. Co jej le­żało na sercu i chciała się z tym wygadać. Wkrótce też odezwała się: Ach wielebny ojcze, nie uwierzycie nawet - jaka ta moja sąsiad­ka niegodziwa kobieta. Tak? - iprzerwał jej natychmiast ojciec - to zmówmy za nią różaniec, żeby się poprawiła, w Imię Ojca i Syna... i tak zmówił z plotkarka cały różaniec razem, z piętnastu tajemnicami. Skończyli nareszcie, kobieta uradowała się, że nareszcie będzie mogła mówić: Ach wielebny ojcze, z moją są­siadka nie można wytrzymać. Tak? odparł spiesznie ojciec Many, więc zmówmy jeszcze raz róża­niec o cierpliwość dla pani. I tak znowu"musia­ła biedna kobieta odmawiać cały różaniec. Już uszli dwie trzecie drogi, gdy pomyślała sobie gadatliwa kobieta - przecież muszę swoje wypo­wiedzieć. I tak jeszcze raz spróbowała szczęścia: Nie macie ojcze wyobrażenia, ile ten biedny człowiek, nasz sąsiad, musi znosić od swej żony. Lecz poczciwy ojciec znów zaraz przerwał jej m wiąc: A więc, żeby pani wiedziała, że temu wierzę, zmówmy jeszcze raz taki pomocny róża­niec za tego nieszczęśliwego sąsiada, by cier­pliwie krzyż swój znosił. Przy ostatnim Amen -byli już u końca drogi. Ojciec.Many dodał je­szcze parę słów nauki i rzekł. Jeśli pani znów kiedy pójdzie w. tę stronę, sprawi mi to wielką przyjemność. Dziś modliła się pani bardzo pil­nie. To pomogło - kobieta wyleczyła się ze swej-wady raz na zawsze.

 

99  Wielki miłośnik prawdy

Św. Jan Kanty żył za panowania pierwszych Jaggielonów /+ 1473/. Przez wiele lat pracował w Akademii Krakowskiej, której był profesorem. Pouczał on słuchaczy swoich nie tylko pięknym słowem ale i wzniosłym przykładem własnego ży­cia. Był gorącym czcicielem Najśw.Sakramentu. Z prawdziwie dziecięcą miłością odnosił się do Matki Najśw. Znane też jest jogo wielkie miłosierdzie dla ubogich, którym odstępował, gdzie tylko miał sposobność własny swój posiłek, ubranie, czy obuwie, a sam wracał do domu boso i głodny, ale pełen niebiańskiej radości w sercu. Znamiennym rysem tej duszy było szczególne umiłowanie prawdy.

Razu pewnego św.Jan Kanty, odbywając podróż pieszo z tłumoczkiem na plecach, został napadnięty przez rozbójników. Ograbili oni świętego i pilnie przetrząsnąwszy ubranie jego, pytali czy już nic kosztownego nie ma ze sobą. A gdy nasz pielgrzym oświadczył, że nie – pozwolono mu iść w dalszą drogę.

 Zaledwie uszedł parę kroków, przypomniał sobie że jeszcze kilka pieniędzy ma zaszytych w płaszczu i zaraz więc pobiegł za rozbujnikani.; i oddając im owe pieniądze oświadczył, że mimowolinie  nie powiedział im prawdy. Rozbójników wzruszyła ta prawdomównośc świętego męża, iż nie przyjęli ofiarowanych pieniędzy, oddali mu, co przedtem zabrali, a nawet przepraszali.

 

95  Dziewczynka płacząca na ulicy

Pewien człowiek zobaczył na ulicy bardzo pła­czącą dziewczynkę. Przystąpił do dziecka i zapytał czego płacze. Dziewczynka rzekła: Szłam kupić rodzicom chleba i zgubiłam pięć złotych. Na to odezwał się człowiek: To źle, ale czemu nie uważałaś? Prawda. Odrzekła dziewczynka - chętnie przyjmuję za to zasłużoną karę, lecz żal mi rodziców, którzy muszą ciężko pracować. Uradowało owego człowieka szlachetne uczucie dziecka i dał dziewczynce pięć złotych, aby kupiła chleba. Człowiek ten poszedł dalej. Po chwili, biegnie za nim dziewczynka. Oddaje mu z podziękowaniem otrzymane 5i mówi, że znalazła swoje pie­niądze. Mężczyzna nie przyjął pieniędzy, lecz dołożył jej drugie tyle. Dziewczynka nie chciała przyjąć tych pieniędzy mówiąc: Wszak nie uczyniłam nic więcej nadto co uczciwość nakazuje. Na to rzekł starszy Człowiek z uśmiechem: Właśnie dlatego, że uczyniłaś to, co uczciwość nakazuje, zasługujesz na nagrodę

 

 

 

97  Uczciwośc u Szwajcarów

Od najmłodszych lat Szwajcarzy uczą dziecko, że nie wolno mu przywłaszczać sobie cudzych rzeczy: ani kamyka, ani żadnego drobiazgu. Stąd pochodzi, że każdy Szwajcar ma głęboko zakorzenione w duszy poszanowanie cudzej własności. Jeden z naszych polskich powieściopisarzy- Bolesław Prus, bawiąc niegdyś w Szwajcarii, chciał wypróbować uczciwość Szwajcarów i położył na słupku na. rynku złoty pieniądz. Mijały dnie za dniami, starsi, dzie­ci - przypatrywali się monecie, brali ją do ręki, ale nikomu nie przyszło do głowy wsunąć ją do kieszeni. Po tygodniu przyszedł do na­szego powieściotpisarza policjant, prosząc, aby zabrał swój pieniądz, gdyż dowiedział się że jest jego własnością.

 

100  Nie mów źle o nieobecnych

Św.Augustyn wielki Doktor Kościoła /+ 430/ nie chciał, żeby ludzie, zasiadający u niego do stołu, prowadzili rozmowy, uwłaszczające czci bliźniego. W tym celu kazał umieścić na stole napis:

„Niech nie zasiada do stołu tego,

Kto lubi szarpać sławę bliźniego"

 

                        101 „Nieobecni są tutaj”

Pewien paryski poeta Wiktor Eugo /+ 1885/ ilekroć miał przyjaciół i znajomych w gości-nie u siebie zwykł był stawiać w pokoju krzesło z poręczą, na którym umieszczony był napis: "Nieobecni są tutaj". Na tym krześle nie wolno było nikomu usiąść . Początkowo sądzili przyjaciele poety, że to jakiś zabobonny zwyczaj, później dowiedzieli się, jakie jest przeznaczenie tego krzesła. Poeta przez ten napis chciał wstrzymać zaproszonych gości od złośliwych obmów i oczerniania. Chciał przez topowiedzieć: Bądzcie w rozmowach o bliźnich tak ostrożni, jak gdyby oni sami tu byli obecni. Wiadome, że ludzie strzegą się wówczas złej mowy o bliźnich, kiedy ci są obecni.

 

102 Wesoły mnich na łożu śmierci

Mówi Chrystus: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Kto zatem bliźniego z miłością sądzi, może się spodziewac,' że i Bóg nie będzie dlań surowym sędzią. Tak postępował pewien zakonnik który chociaż leżał na łożu śmiertelnym, jed­nak był wesoły. Dziwił się temu opat i rzekł: "Prawdopodobnie wnet staniesz przed trybunałem Boga i jeszcze pozwalasz sobie na wesołość". Zakonnik odparł. "Mój Ojcze, kiedy miałem coś wycierpieć ze strony mych braci, nigdy nie tłumaczyłem źle ich słów lub czynów. Ponieważ o nikim źle nie mówiłem, nikogo surowo nie sądziłem, więc też spodziewam się znaleźć łaskę u Niebieskiego Sędziego. Moją radością w godzinę śmierci są słowa Chrystusa: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni,"

 

                        103  Oszczerstwo

Pewnej niewiaście szerzącej mowy oszczercze, nakazał w spowiedzi św.Franciszek Salezy worek pierza z dachu rozsypać, a następnie pozbierać. Skoro niewiasta owa tłumaczyła się, że pierza wiatrem rozwianego przenigdy nie zdoła wyzbierać rzekł jej: "A jednak łatwiej to zrobić, niż odwołać i naprawić potwarze i obmowy, przez ludzi coraz dalej szerzone.

a/ Odwołanie oszczerstwa

Niegdyś w Polsce oszczerca musiał wejść pod ławę i naśladować głos psa, odszczekać oszczer­stwo. Tak między innymi rycerz Gniewosz, który rzucił oszczerstwo na cnotliwą Królowę Jadwigę, pozwany został o to na sejm do Wiślicy. Gdy nie mógł dowieść tego, co mówił, z dekretu królewskiego pod ławą to odwołać musiał ku wiecznej hańbie„ Wlazłszy pod ławę,zawołał: "Zełgałem jak pies" i po trzykroć szczeknięcie psa udał.

 

 

Dziewiąte i dziesiąte przykazanie Boskie

 

104   Walka z pożądliwościami

W dawnych czasach chrzęścijaństwa było wielu pustelników. Zdala od zgiełku świata, służyli oni Bogu modlitwą i pokutą. Otóż był jeden pustelnik który miał ucznia. Dobry to był i po­bożny młodzieniaszek, pragnął gorąco zostać świętym, miał jednak wiele do zwalczania.. W ser­cu jego wrzało i burzyło się często jak na dzi­kim .rozhukanym morzu. Fantazja nasuwała mu nie­czyste obrazy. To znowu szatan przedstawiał mu: Wróć do świata, uczynię cię bogatym, będziesz miał wsz ystko, czego tylko twe serce zapragnie. W takiej rozterce udał się uczeń do mis­trza i prosił o radę, co ma czynić, by  serce zachować czyste i nieskalane. Sędziwy pustelnik nie mówił wiele. Poszedł z uczniem do bliskiego lasu, wskazał mu cztery drzewa i rzekł: Widzisz te cztery cyprysy? Przyłóż się i wyrwij je z ziemi. Niemało zdziwił się młodzieniec, że ta­kie polecenie otrzymuje, posłuszny jednak zaraz zabrał się do roboty, zaczął od najmniejszego drzewka. Zatrząsł nim, pociągnął i wydarł. Drugie drzewko było już nieco większe. Młodzieniec objął je oburącz i również wyrwał. Przy trzecim -jeszcze większym cyprysie musiał się wiele natrudzić, nim zdołał go wyrwać. Przystąpił z kolei do czwartego cyprysu, ale na sam widok, stracił chłopiec odwagę gdyż było to silne wy­sokie drzewo. Wytężył wszystkie siły, aż krople potu wystąpiły na czoło, jednak drzewo ani ste drgnęło. Wszelki wysiłek był daremny. Nareszcie naprzestał młodzieniec daremnej pracy i rzekł: „Nie podołam". A pustelnik, który cały czas przyglądał się spokojnie i w milczeniu trudzą­cemu się uczniowi, odezwał się teraz do niego: "Słuchaj mój synu, tak samo jest z namiętnościami, pożądliwością. Jeśli się jeszcze debrze nie zakorzeni, jeśli dopiero niedawno stoi w ogrodzie serca, łatwo i prędko ją wydrzesz. Dlatego też nie zaniedbuj stosownej pory i wyrywaj pręd­ko drzewo grzechu.

 

105  Uciekł przed pokusą

Pewien chłopczyk będąc sierotą utrzymywał się z żebraniny. Razu pewnego przenocowano go w izbie, gdzie wisiał zegarek. Chłopiec zauwa­żył go już za dnia i miał chęć na niego. Kiedy w nocy się obudził i usłyszał, jego tykanie, żądza posiadania zegarka wzrosła w nim jeszcze więcej. Wtedy przypomniał sobie słowa matki upominającej go, aby nigdy nie ukradł niczego. Ponieważ jednak pokusa trapiła go ciągle, chłopiec aby jej się oprzeć otworzył okno i uciekł, a dopiero za dnia wrócił i powiedział otwarcie, dlaczego uciekł w nocy.

 

 

Pierwsze przykazanie kościelne

  

106  Dzień Pański czcij jako święty.

Za czasów Napoleona żył w mieście Dijon /Diżą/ bardzo pobożny katolik nazwiskiem Capuce /Kapis/. Miłując życie skromne i ukry­te, trzymał się zdałaod zgiełku światowego, oddany wyrabianiu sztucznych kwiatów. Był to człowiek zamożny, a kwiaty wyrabiał raczej z zamiłowania i dlatego, że pragnął uniknąć próżnowania. W roku 1814 gotowało się miasto Dijon na uroczyste przyjęcie cesarza austriac­kiego Franciszka I. Ponieważ Capuce udał się znakomicie bukiet ze sztucznych kwiatów, przeto postanowiono go wręczyć cesarzowi. Cesarz okazał wielkie zadowolenie z tego daru a dzię­kując powiedział do ofiarodawcy: Takich kwiatów my w Wiedniu nie mamy. Jeśli ty mój przyja­cielu, miałbyś ochotę przenieść się kiedyś do Wiednia, to z chęcią pozwolę ci na to zajęcie, proszę się tylko wtedy zwrócić do hr.W. Niedługo potem zachorowała pani Capuce, a le­karze doradzili jej zmianę klimatu. Wtedy Capuce przeniósł się do Wiednia.

Po kilku tygodniach tak się urządził, że mógł przyjmować zamówienia na kwiaty. Jedno z pierw­szych zamówień było z dworu cesarskiego. Pewnej soboty zjawił się lokaj dworski i z polecenia cesarzowej Karoliny zażądał, aby wykonano gar­nitur balowy' z kwiatów. Robota miała być odda­na w poniedziałek rano. Jakież było zdziwienie lokaja, gdy p.Capuce oświadczył, że roboty nie przyjmie, ponieważ byłby zmuszony pracować w niedzielę, a tego uczynić nie może. Oburzony lokaj począł tłumaczyć, że cesarzowej odmawiać nie można, że to byłoby obrazą majestatu kró­lewskiego i zasługiwałoby na karę:, ale p.Ca­puce powiedział, że woli obrazić cesarzową, ale nie obrazi Pana Boga, bo więcej się boi Boga niż ludzi i słuchać trzeba Boga na pierw­szym miejscu. Lokaj przyniósł cesarzowej odpo­wiedź odmowną i powtórzył słowa p.Capuce. Cesarzowa nie tylko się o to nie pogniewała, ile powiedziała spokojnie: To musi być jakiś zacny człowiek. Tego samego wieczora odpowie­działa cesarzowa o tym kilku damom dworskim. Skutek był taki, że w następnych dniach zajeż­dżało wiele pojazdów dworskich i książęcych przed wystawę kwiatową p.Capuce a damy dworu, artystki zamawiały różnego rodzaju wyroby. Wnet trzeba było powiększyć sklep i mieszka­nie a farma Capuce stała się głośną w całym Wiedniu. Tak wynagrodził Bóg święcenie niedzieli.    

 

Drugie przykazanie kościelne

 

107   Przez rzekę w bród do kościoła

Msza św. jest środkiem i centrum wszystkich nabożeństw katolickich, słońcem z którego pa­dają promienie do serc ludzkich. Kto o tym pa­mięta i zna wartość Mszy Św. ten spieszy do kościoła co niedzielę i święto mimo słoty błota, mimo rożnych przeszkód. Przed kilku laty jechał bogaty pan w Irlandii na niedzielną Mszę Św. do kościoła. Blisko mostu zobaczył niewiastę spieszącą do rzeki. W pierwszej chwili sądził, że kobieta ma jakieś złe zamiary, zwłaszcza, że ciągnęła za sobą dwoje dzieci. Kazał więc woźnicy stanąć i cze­kał, co się stanie. Kobieta zostawiła "jedno dziecko na   brzegu, a drugie wzięła na ramię i przeszła z nim, brodząc z trudem przez wodę. Przeniósłszy jedno dziecko, powróciła po drugie wreszcie wszyscy troje weszli znowu na drogę i szli dalej. Pan nie mógł sobie wytłumaczyć, dlaczego matka nie szła przez most, lecz w bród przez rzekę. Kiedy więc konie dopędziły kobietę, zapytał się o przyczynę dlaczego po­minęła drogę zwykłą przez most. Nie mam czasu długo się tłumaczyć - rzekła kobieta- - bo nam się spieszy na Mszę św. Na moście żądają pieniędzy za przechodzenie, a ja uboga, nie mam na takie wydatki grosza. Oto cała przyczyna. Co powiedzieć o tych, którym nie chce się' iść na Mszę św. chociaż mają blisko do ko­ścioła, a drogę wygodną i równą. .

 

108  |Dzieci murzyńskie spieszą na Mszę Św.

Było to w Afryce. W jednej wiosce Akork cztery murzyńskie siostrzyczki przystąpiły do I Ko­munii Św. Do kościoła musiały iść aż 5 dni, tak miały daleko. Gdy odchodziły misjonarz powiedział im, żeby przyszły za trzy tygodnie, bo to będzie wielkie święto-  pamiątka Zmartwywychwstania Pana Jezusa. Dziewczynki przyrze­kły, że przyjdą. W wielkanoc raniutko już były. Ksiądz przeląkł się, gdy je zobaczył. Na twa­rzy i plecach były znaki czerwone od biczów, okrywały je krwawe rany. Na zapytanie misjo­narza opowiedziały co się stało. Ojciec po­ganin gdy się dowiedział, że chcą iść do kato­lickiego kościoła powiedział im, że dostaną po 50 batów, jeżeli odważą się to uczynić. Bały się bardzo, ale wieczorem puściły się w drogę. Chwycono je, a ojciec dotrzymał słowa i dał im po 50 batów. Potem ich już nie pil­nował, bo myślał, że im się odechce nabożeństwa. One jednak tak tęskniły za Panem Jezu­sem, i mimo cierpień po raz drugi puściły się w drogę, Kapłan ze łzami w oczach rzekł do nich: Dzieci kochane, mogłyście zostać w domu, naraziłyście się na tak straszne katusze. Na   to rzekła najmłodsza: A co zrobiłby ojciec gdyby był na naszym miejscu a musiał wybierać między batami a Panem Jezusem? Ksiądz skłonił, głowę' i rzekł cicho: Moje bie­dactwa, co będzie, gdy wrócicie do domu? Na to jedna z sióstr rzekła, choć dreszcze prze­rażenia nią wstrząsnęły. Po powrocie.. ach, Pan Bóg dopomoże. Bił minie, a Jezus pozostanie.

 

 

Trzecie przykazanie kościelne

 

109  Ramadan

Pewien podróżny opowiada: W Ziemi Świętej za­poznałem się z jakimś bardzo miłym i usłużnym Turkiem. Chcąc się odwzajemnić za jego uprzejmość, ofiarowałem mu paczkę papierosów. Przy­jął papierosy, lecz nie napoczął pudełeczka. Wtedy poczęstowałem go osobnym jeszcze papierosem i podał em mu ogi eń, aby zapalił. Lecz muzułmanin odskoczył jak oparzony i zawołał tylko: Ramadani! Ramadan! Wówczas jeszcze nie wie dz iałem co by to miało znaczyć, dopiero później wytłumaczono mi, że muzułmanie w mie­siącu Ramadan za dnia zupełnie nic nie jedzą ani piją, ani nawet nie zapalą papierosa. Zdumiony powiedziałem sobie: Muzułmanie nie posiadają przecież prawdziwej, wiary a jednak poszczą tak sumiennie, a chrześcijanie ?

 

                       Czwarte przykazanie kościelne

 

110  Poźniej się wyspowiadam

Proboszcz z B...mógłby się uważać"za naj­szczęśliwszego z ludzi, gdyż w wigilię każdego święta konfesjonał jego był oblężony, nie tylko od kobiet ile i od mężczyzn. A jednak

ksiądz proboszcz nie zupełnie był zadowolony, gdyż zawsze brakowało tam jednej owieczkl.Tą nieposłuszną owieczką był krawiec, namiętny przyjaciel flaszki. Cały tydzień pracował su­miennie, a w niedzielę szedł, by wszystko przepić, a gdy wracał w poniedziałek, bił żonę i dzieci.

Żona często żaliła się przed księdzem probo­szczem i mówiła, że gdyby mąż przystępował do Sakramentów Św., wtedy miałby siłę oprzeć się pokusie. Pewnego dnia ks. proboszcz zaczął z krawcem rozmowę: Jaka szkoda, jesteś pan takim pilnym, dobrym krawcem i nie złym człowiekiem, a zasmucasz Boga nie przystępując do spowiedzi wielkanocnej. Krawiec poskrobał się za uszami i mówi: Ma ks.proboszcz rację, ale że jestem stary grzesznik, to lepiej będzie, gdy ze spowiedzią poczekam do Wielkanocy. Daję księdzu słowo, że tym razem przystąpię do spowiedzi wielkanocnej. Minęła Wielkanoc,ale krawiec nie przyszedł.

Duszpasterz znowu poszedł do krawca. Prawda -mówił krawiec - źlem zrobił, ale już jest po Wielkanocy. Zaczekam na drugi rok. I w ten sposób jeszcze kilka lat minęło. Pan M. co sobotę szedł do karczmy, a po powrocie bił żonę. To musi przecież raz ustać- myślał zasmucony proboszcz. Muszę się wziąć na sposób. Z końcem grudnia poszedł do krawca i prosił, aby z dobrego, drogiego materiału uszył mu sutannę. Krawiec się ucieszył, że na tej robocie dość dobrze zarobi.

Przy odbiorze sutanny ks. proboszcz powiedział że narazie nie ma pieniędzy, i za sutannę zapłaci po Wielkanocy.  

Przyszła Wielkanoc a proboszcz pieniędzy za sutannę nie posłał. Czeka krawiec, wreszcie idzie do ks. proboszcza po pieniądze, które miał dać na Wielkanoc. Proboszcz wysłuchał co on mówi, ale zaznacza że szkoda, że nie przyszedł wcześniej, bo to już jest po Wielkanocy, to będzie musiał zaczekac do następnej Wielkanocy. Krawiec osłupiał. Któżby mógł pomyśleć, że ks. proboszcz tak doń mówić będzie. Wytrzeszczył oczy i nie chciał własnym uszom wierzyć. Muszę panu powtórzyć, że już po Wielkanocy i że mamy jeszcze cały rok czasu.

Ale -rzekł krawiec- obietnica zawsze obiet­nicą, czy Wielkanoc minęła czy nie, zawsze jest czas, aby obowiązek swój spełnić.

Tak!Teraz pan wielką prawdę powiedział - mó­wi proboszcz. Już podczas chrztu św. chrzest­ni rodzice w imieniu pańskim obiecali speł­niać chrześcijańskie i kościelne obowiązki, a czyś pan tej obietnicy uroczyście przy Ko­munii I nie; odnowił? A jakżeś pan tej obietnicy dotrzymał? Czyś mnie pan tyle lat nie zwodził wymówką, że już po Wiełkanocy? Dlaczego pan żądasz, abym ja względem pana był akuratniejszy i sumienniejszy, niż pan jest wzglądem Pana Boga? Bardzo mi przykro, ale na muszę trzymać się tej praktyki co pan, bo mi się najwygodniej wydaje. Pan M. wiedział, że ks.proboszcz ani za grosz go nie skrzywdzi, i dlatego dobrze nauczkę tę zrozumiał.

Minęło siedem lat.Wśród radców kościoła zgromadzonych u ks .proboszcza zasiadał i krawiec, który obecnie był jedną z najlepszych owieczek Chrystusowych.    

 

111  Łaska uświęcająca

Przez Łaskę uświęcającą jesteśmy dziećmi Bożymi. Córka kólla francuskiego Ludwika XV miała bardzo pobożną służącą. Nieraz jednak obcho­dziła się z nią bardzo szorstko i niegrzecznie. Razu pewnego służąca jak najpokorniej zwróciła swej pani uwagę, że niesłusznie jej wyrządza przykrość. Dumna królewna rzekła jej wtedy opryskliwie: Czy wiesz, że jestem córką króla? Służąca zaś na to: A ja jestem dzic kiem Pana Boga. Królewna opanowała się i zamilkła,. Zastanowiła się nad słowami pobożnej służącej i zrozumiała, że ponad przemijające dostojeń­stwa tego świata jest jednak coś bez porównannia większego. Wstąpiła do klasztoru i zosta­ła karmelitanką.

 

112    Niebezpiecznym jest sprzeciwiać się łasce Bożej.

W jakimś miasteczku odbywała się misja para­fialna. Był tam pewien już nie młody człowiek, który od wielu lat nie uczęszczał do kościoła. Proboszcz prosił go, aby wziął udział w rekolekcjach, ale on odpowiedział: Ja tam misji ani księży nie potrzebuję.

A oto drugiego dnia rekolekcji zdarzyło mu się nieszczęście przy pracy w lesie.  Drzewo przywaliło go całym swoim ciężarem i zgniotło mu piersi. Ponieważ jeszcze żył, więc natychmiast jeden z księży misjonarzy poszedł do niego. Ale nieszczęsny oświadczył, że dzisiaj spowiadać się nie może, ale gotów uczynić to jutro. Niestety nie doczekał się jutra. Jesz­cze te j nocy umarł. Iluż to grzesznikom, zwłaszcza nałogowym idzie podobnie

 

 

 

113  Modlitwa

Czym oddychanie jest dla ciała, tym modlitwa dla duszy.

Św.JanVianney, proboszcz z Ars mówił: "Kto się nie modli, ten jako te ptaki domowe, co nie umieją wznieść się w powietrze. Choć i latają cokolwiek, n iedługo spadają na ziemię, grzebią w ziemi i w ziemi mają wszystką swą radość. Natomiast dobry chrześcijanin  jest jako orzeł nieustraszony, wzbija się wysoko w przestworza podniebne, jakby chciał zbliżyć się do słońca. Skrzydłami jego- modlitwa.

 

114 Muzułmanin zawstydza oficera

Pewien oficer francuski był w niewoli u muzułmanina, który stale nazywał go psem.Razu pewnego rzekł oficer, że choć jest jego niewolnikiem, ale tak samo jak i on jest człowiekiem, dlaczego więc go nazywa psem. Na to odrzekł muzułmanin: Tyś człowiek? tyś pies, bo już sześć miesięcy jesteś u mnie, a jeszcze ani razu nie widziałem cię modlącego się do Pana Boga.

 

115  Rozkosze raju

Franciszek Salezy, biskup Genewy, objaśniał raz dzieciom rozkosze, jakich doznawali pierwsi rodzicr w raju i rzekł między innymi tak: Największą rozkoszą pierwszych rodziców było, że mogli obcowac z Bogiem i z Nim rozmawiać. Na to rzekło rzekło jedno dziecko: Jaka szkoda, że już nie ma raju. Biskup odrzekł: Raju już nie ma ale Pan Bóg jest i możemy w każdej chwili z Nim rozmawiać - mianowicie-podczas modlitwy.

 

 

116  Młynki modlitewne w Indiach

Kto Objeżdżał Indie ten zapewne zauważył tzw. młynki modlitewne. Są to wałki na których na­pisane są modlitwy, a właściwie formułki, czyli wezwania zaklinające. Takie wałki obraca się ręką lub też umieszcza się je pod potokiem, albo nawet w powietrzu, tak iż porusza je wo­da lub wiatr. Poganie utrzymują, że obracanie tych modlitw ma taką samą wartość jak gdyby się je odmawiało. Każdy rozdądny człowiek mu­si się śmiać z takiej głupoty. Takich młynków /maszyn/ modlitewnych nie brak niestety i po­między chrześcijanami. Kto bezdusznie, bez­myślnie odmawia modlitwy, jest także takim młynem modlitewnym.

 

117  Należy się modlić do Boga sercem czystym.

Pewien młodzieniec, ugrzązł w życiu grzesznym, mimo to jednak codziennie odmawiał modlitwę do Matki Boskiej. Raz miał dziwny sen, mianowicie śniło mu się, że jest w drodze i ginie z głodu. Wtem zjawia mu się Najśw. Panna w or­szaku aniołów i podaje mu potrawę, ale na brzydkiej misie. Lecz on rzekł: Nie.będę jadł, nie mogę, bo misa szpetna. Na to Matka Boska: Otóż tak właśnie jest z twoją modlitwą. Mo­dlitwa jest dobra, ale serce twoje jest nieczyste i wstrętne. Dlatego Pan Bóg nie ma upo­dobania w twej modlitwie. W tej chwili obudził się młodzieniec. Jak długo żył, nie za­pomniał o tym śnie i zawsze starał się uni­kać wszelkiego grzechu.

118  Mamy się modlić z poddaniem się woli Bożej

Mamy prosić Boga by nie nasza, lecz Jego wo­la się działa. Papież Juliusz II /+1513/ kazał raz budow­niczemu /imieniem Bramante/ wykonać plan budowy nowego kościoła. Gdy budowniczy był gotów z robotą, posłał plan przez swego synka do papieża. Papież uznał plan za bardzo udany. Z radości zaprowadził synka do skrzyni z du­katami i rzekł: Nabierz sobie ile ręką obejmiesz. Dziecko popatrzyło na papieża i rzekło: Ojcze św. nabież Ty, Twoja ręka jest większa. Tak mamy czynić względem Boga, Nie mamy prosić, by się nasza wola spełniła, lecz raczej mówić mamy: Panie, bądź wola Two­ja. Bóg bowiem potrafi jeszcze lepiej wszyst­ko urządzić, niż my zdołamy obmyśleć.

119  Ciężko chore dziecko pokornej matki zdrowieje

Jedna matka nadmiernie kochała swoje dziecko. Nagle dziecko ciężko zachorowało. Bez prze­stanku modliła się o jego zdrowie. Gdy wszys­tkie modlitwy nie pomagały, poszła do ks. proboszcza i z żalem powiedziała mu swą boleść. Proboszcz poradził jej raczej o to się modlić, by się stała wola Boża. Lecz matka z. oburzeniem'krzyknęła: Nie, nie chcę tego, moja musi się stać wola. Rzeczywiście stało się po jej woli. Dziecko wyzdrowiało, a gdy dorosło, wiodło życie występne i zginęło jako zbrodniarz na szubienicy. Jakież szczęście byłoby dla owego człowieka i dla matki, gdyby był umarł za młodu.

 

120  Żebrak w królewskiej Sali jadalnej

Jeden pobożny król /Alfons Aragoński +1458/, modlił się zawsze przed jedzeniem, lecz dwo­rzanie jego siadali zawsze do stołu bez modli­twy. Dowiedział się o tym król i zaprosił ich raz do siebie na obiad. Kiedy zasiedli do sto­łu - tak było umówione - wchodzi do sali kró­lewskiej żebrak, nikomu się nie kłania, tylko zaraz, oczywiście bez modlitwy, siada sobie na wolnym miejscu do stołu i zabiera się do jedzenia. Brał śmiało z półmiska, a gdy najadł się do syta, odszedł również bez modlitwy ani też nikomu za posiłek nie dziękował. Dworzanie osłupieli na taką gburowatość, a jeszcze wię­cej zdumieni byli cierpliwością króla, który ani jednego słowa nie powiedział na to. Nare­szcie nie mogli strumic swego oburzenia i za­częli dosadnymi słowami, piętnować owego gbura. Wtedy powstał król i rzekł spokojnie: Nie uno­ście się panowie na tego człowieka. Wszak nie lepiej postępujecie. Siadacie do stołu i wsta­jecie od niego bez podziękowania dla Dawcy wszystkich darów. Czy myślicie, że Bóg mniej się gniewa na was, niż wy gniewaliście się na owego żebraka? Te dosadne słowa nie chybi­ły skutku, od tego bowiem czasu dworzanie je­go modlili się przed i po jedzeniu.

121  Ojcze nasz

Pewien wieśniak stracił przez pożar całe swo­je mienie. Nie mając żadnego zaopatrzenia,stał się żebrakiem. Pewnego dnia za radą żony wybrał się do pobliskiego zamku pewnego księcia, który był znany ze swej szczodrobliwości dla ubogich. Chciał opisać na wstępie swoją biedę i prosić o pomoc. Gdy był blisko zamku opadła go wielka bojaźń. Nie wiedział mianowicie, jak ma tytułować księcia. Przychodziły mu do głowy różne tytuły. Jaśnie Wielmożny, Wasza Ekscelencja, Jaśnie Oświecony itp., a on nie wiedział który z nich będzie odpowiedni. Ponieważ bał się obrazić księcia fałszywym tytułem, zawrócił przed samym zamkiem i szedł do domu z niczym, po drodze przechodził obok kościoła. Wstąpił więc do niego i odmówił po­bożniej Ojcze nasz, prosząc Boga o pomoc. Przy tym nasunęła mu się taka myśl. Jakże to prosty ten tytuł, który dajemy Bogu, Z Panem Bogiem rozmawiamy bez żadnego zakłopotania. Idąc do domu odmówił jeszcze kilka razy „Ojcze nasz". Gdy wszedł do domu usłyszał z radością, że Bóg zesłał im pomoc. Przyniesio­no, bowiem sporą sumę pieniędzy, zebraną przez składkę. Znajdował się tam również piękny dar od wspomnianego księcia. Wszyscy mamy za co nazywać Boga naszym Ojcem.

 

 

 

 

 

                                               Zdrowaś Maryjo

 

122   Spokojna śmierć wskutek 50 Zdrowaś dziennie

Francuski biskup Dupanloup opowiada następują­ce zdarzenie. Pewna młoda i bogata pani - ma­jąca dopiero 20 lat - zachorowała śmiertelnie i przyjęła na łożu śmierci św. Sakrament, a Ka­płan chciał pocieszać chorą kobietę, która tak młodo musiała ten świat opuszczać. Ona jednak okazywała zadziwiający spokój duszy i wyglądała tak, jakgdyby wcale nie potrzebowała pociechy. Kiedy kapłan podziwiał ten jej spo­kój, a zapytał ją o przyczynę tego odpowie­działa: przez cztery lata odmawiałam codziennie jedną część różańca św. Przez cały więc ten czas po 50 razy dziennie zwracałam się do Maryji, błagając J ą o śmierć szczęśliwą. To

też niemożliwym jest, aby Maryja nie przyszła do mnie w chwili śmierci. Jestem przekonana,że przyjdzie mi na pomoc i zaprowadzi mnie do nieba. Wkrótce potem umarła ta pani spokojnie i radośnie.

 

                        123  Maryja wysłucha i nie opuści

Hrabia Segur opowiada następujący wypadek, który zaszedł w jednym z południowych miast Francji. Pewnego proboszcza wezwano przez posłańca do chorej kobiety. Ksiądz zapytał się o nazwisko, ulicę i numer domu,, poczem udał się z Najśw. Sakramentem do owego domu. Tu jednak nikt nie znał kobiety o takim nazwisku, atoli dowiedział się ksiądz, że na drugim piętrze w tej kamieni­cy jest jakaś kobieta ciężko chora, natychmiast więc udał się do jej mieszkania. Zaledwie jed­nak otworzył drzwi, gdy skoczył do niego jakiś Mężcżyzna i krzyknął gniewnie na kapłana, aby się natychmiast wyniósł z mieszkania. W kącie pokoju Stało łoże chorej. Skoro tylko ta ujrzała księdza, zawołała natychmiast: księże pro­boszczu nie opuszczajcie mnie. Ja nie chcę umierac bez spowiedzi Świętej. Gwałtowny mąż chciał wyrzucic proboszcza za drzwi ale ten nie ruszył się z miejsca i rzekł z całą powagą: W Imię Boga Wszechmogącego, Pana naszego, który nas obu bę­dzie sądził, wzywam pana, abyś się nie sprzeciwiał żądaniu umierającej. Te słowa kapłana onie­śmielimy bezbożnego człowieka, usunął się też zaraz do innego pokoju. Teraz kapłan spokojnie udzielił chorej ostatnich Sakramentów Św. Gdy zabierał się do odejścia, rzekła jeszcze ko­bieta do niego: od 10-ciu lat nie puszczał mnie mąż do św. spowiedzi. Dlatego bardzo często odmawiałam "Zdrowaś Maryjo” na tę intencję, aby mi Pan Bóg. przynajmniej umrzeć nie pozwolił bez Sakramentów Sw. I teraz raczył Bóg łaskawie wysłuchać moją modlitwę. Proboszcz rzekł: Dziwi mnie bardzo, że się pani przecież udało wysłać do mnie posłańca. Kobieta odparła. Nie posyłam wcale posłańca. Mój mąż przecież nikogo do mnie nia dopuszcza, a ona także z pewnością nikogo nie posłała. Teraz wyszło już na jaw, że nr 30 domu prze­czytał proboszcz jako 50 iw ten sposób za­szedł do innego domu. Teraz dopiero poszedł, do tej chorej, do której go wołano.

 

124  Przy dzwonieniu na Anioł Pański

Pewien młynarz człowiek bardzo pobożny, miał zwyczaj, że gdy dzwoniono na Anioł Pański, za­trzymywał natychmiast koło młyńskie, aby w spokoju odmówić Anioł Pański. Pewnego wieczoru szło sobie dwoje dzieci koło młynówki zrywając kwiaty. Przy tym jedno z nich, trzyletni chłop­czyk poślizgnął się i wpadł do wody. W jednej chwili rzuciła go woda na koło młyńskie. Tu byłby został napewno zmiażdżony, gdyby w tej chwili nie zadzwoniono na Anioł Pański. Zaledwie usłyszał młynarz dzwonienie, natychmiast zatrzymał koło młyńskie. W ten sposób dziecko uszło pewnej śmierci. Młynarczyk, który, stał na dworze i zauważył to wszystko, zawiadomił młynarza o wypadku. Szybko wyratowano chłop­czyka. Było to własne dziecko młynarza. Przez pobożny swój zwyczaj zatrzymywania prac na Anioł Pański, uratował, własne dziecko.

 

Sakramenty  Święte

 

Chrzest święty

 

125   Dwa listy i dziecko dłużnika

Dobroduszny jeden książę wziął do swego zamku dziecko zmarłego swego dłużnika i kazał je starannie wychowywać. Jednego dnia kazał przy­prowadzić do siebie chłopca i pokazał mu dwa listy. Jeden z nich miał brzega żałobne i czar­ną pieczęć, drugi miał czerwone brzegi i czer­woną pieczę. Najpierw podał książę biednemu list czarno zapieczętowany i kazał mu go otwo­rzyć. Chłopiec otworzył go i znalazł w nim spis wszystkich długów, jakie ojciec jego po­zostawił, oprócz tego policzone były i kosz­ta wychowania. Chłopiec przeraził się ujrzawszy jaką ogromna sume winien jest księciu on sam i jego ojciec. Zdjął go strach. Ale ksią­żę spostrzegłszy to jego przerażenie, roze­śmiał się i rozdarł ten spis długów. Poczym dał chłopcu list z czerwoną pieczęcią. W liście tym było napisane, że książę przyjmuje chłopca za własne dziecko i ustanawia go swoim spadkobiercą. Niewymowna była radość chłopca, teraz bowiem nie tylko był wolnym od długów, ale był nawet dzieckiem bogatego i szlachetne­go pana. Zupełnie tak samo dzieje się z nami przy Chrzcie Św. Wtedy bowiem w niwecz idzie spis długów naszych i naszych rodziców, a otrzymujemy pismo łaski, przez które stajemy się dziećmi Bożymi i dziedzicami nieba.

 

126  Dziki indianin

Szczęśliwi ci, którzy są wierni obietnicom, ja­kie na chrzcie św. Bogu uczynili. Takim był gorliwy neofita, o którym opowiada pewien mi­sjonarz. Przebiegając okolice Nowego Świata,aby ułowić dusze dla P.Jezusa, spotkał dzikiego człowieka z najlepszymi skłonnościami. Gdy do­kładnie wyuczył go głównych tajemnic naszej wiary i ochrzcił go i dał mu Komunię Św., któ­rą przyjął z największym uczuciem wdzięczności i miłości, misjonarz poszedł apostołować dalej. A za rok powrócił na to samo miejsce, gdzie mieszkał ten Indianin. Gdy tylko on dowiedział się o przybyciu misjonarza, przybiegł do niego i błagał o udzielenie mu Komunii św. Dobrze mój synu - odpowiedział- ale trzeba abyś pierw wyspowiadał się z grzechów śmiertelnych, które może popełniłeś. Nie lękaj się, dopomogę ci do wyznania ich.

Jakto mój ojcze,odpowiedział Indianin z za­dziwieniem- -czyż są tak niewdzięczni chrzęścijanie, którzy po Chrzcie Św. i po. Przyjęciu Ciała Jezusa Chrystusa obrażają Boga grzechem śmiertelnym? Z łaski Bożej, zdaje mi się, że nie popełniłem takiego grzechu. Zalewał się łzami, wyznając najlżejsze winy. Misjonarz zachwycony taką cnotą wielbił Boga, widząc wierność z jaką mu służył ten biedny, dziki człowiek.

127  Woda i chleb Boży

Jedno z moich drogich dzieci - powiada kardy­nał Lavigerie /Lawiżri/ arcybiskup Kartaginy, który się zawsze rozumem nad wiek swój /miało10 lat/ wyróżniało, ciężko zachorowało. Poło­żono je w łóżeczku, a w krótce chłopczynę tak rany pokryły, że zdawał się być tylko jedną wielką raną. Siostry św.Jozefa, które go pie­lęgnowały, podziwiały jego łagodność. Pewne­go dnia, gdym według zwyczaju chorych odwiedzał, zwróciły moją uwagę na niego. Przystą­piłem więc do jego łóżka. Wtedy, wziął mnie za rękę, pociągnął ku sobie, bo głos jego był bardzo słaby. Ojcze- rzekł domnie, kładąc rękę do piersi. Tu wewnątrz jestem czarny. Co chcesz przez to powiedzieć moje dziecko? Że moje serce jest czarne, bo jeszcze nie jestem dzieckiem Bożym, a chcę, abyś mi dał tę wodę. Wodę chrztu, która czyni duszę białą przed Panem Bogiem, aby mogła pójść do nieba. To mówiąc spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, i pocałował mnie w rękę.

Kiedy chcesz - rzekłem - to tu przyślę kapłana który cię jeszcze lepiej pouczy i ochrzci. I rzeczywiście wkrótce potem przyjął chrzest św., z taką pobożnością, jaką tylko ten mieć może, kto jest pewny swego zbawienia.

Gdym kilka dni potem znowu doń  przyszedł i zapytał, czy już już ochrzczony, odrzekł: Tak ojcze, ale teraz pragnę przyjąć Chleb Boży.  On pragnie Komunii św.- zauważyła sio­stra. Kapłan mówił o tym, a on teraz co chwilę pragnie Komunii św. Cóż to jest Chleb Boży?zapytałem go.Ojcze.. to Pan Jezus.

W kilka dni potem, ponieważ coraz słabszym się s ta wał, przyniósł mu kapłan, który go ochrzcił Komunię Św. W tej chwili coś tak nadzwyczajne­go zaszyło w tym dziecku, że wszyscy, którzy byli świadkami tego z podziwem o tym mówili .Na widok ów Hostii zajaśniało oblicze tego małego Araba, jakby niebieskim blaskiem. Było to jakby światło, co wychodząc z duszy, rysy jego rozpromieniało. Wyciągnął swe wychudłe ręce do Boskiego Gościa, który Go nawiedzał, a przyjąwszy Ko­munię św., leżał jakby w zachwyceniu. Wszyscy obecni płakali patrząc na to niebiańskie widowisko. Ja przyszedłem kilka minut później. Za­ledwie dzieci pogańskie mnie ujrzały rzuciły się do mnie. My wszyscy pragniemy chrztu św. Jak Hieronim. To bowiem imię dano Arabowi na Chrzcie św. Zbliżyłem się do chłopczyka, oblicze jego całkiem było przemienione. Idę do nie­ba, aby zobaczyć Pana Jezusa - rzekł do mnie. W kilka chwil potem oddał ducha swego.

 

128  Murzynka wskrzeszona

Chrzest św. jest niezbędnie potrzebnym do zba­wienia. Około 1640 r. św.Piotr Klawer, apostoł murzynów z Kartaginy w Ameryce wezwany został do chorej. Była to murzynka z Angola, niewolnica Don Wincentego Willalobos, majora Kartaginy. Umarła zanim św.Piotr przybył i już jej pan wy­dał rozkazy na pogrzeb. Święty wszedłszy w tej chwili wstrzymał tę ceremonię, a zbliżywszy się do .zwłok zawołał murzynkę po imieniu, ale nie dała znaku życia. Wtedy zaczął się przy niej modlić, a po kilku minutach,poruszyła się podniosła, wyrzuciła wiele krwi ustami,poczym zawołała wyraźnym głosem: Ach Jezu, jaże wra­cam zmęczona. Skąd i czym zapytał święty. Szłam wiła do ślicznego ogrodu, a gdy już miałam don dojść, dziecię zachwycającej pięk­ności stanęło przede mną, zabroniło mi wejść i kazało mi wrucic się napowrót mówiąc mi, że nie mogę jeszcze wejść do cudnego miejsca jakie widzę przed sobą. Wróciłam więc tutaj, lecz nie wiem, któredy, ani jakie z tego po­chodzi nadzwyczajne zmęczenie jakie czuję. Święty kazał odejść wszystkim, aby ją wyspowiadać, lecz w tejże chwili przy wszystkich obecnych zamiast spowiedzi prosiła o Chrzest św. błagagając usilnie świętego, aby natychmiast udzielił jej tego sakr amen tu. Pani domu, która od 20 lat widywała ją przystępującą do Sakramentów sw. stawiała Opór temu, ale musiała uledz powadze św. kapłana, który zapewniał, że istotnie, ta niewolnica nigdy nie była ochrzczona. Udzielił jej zarazem Chrztu sw., a zaledwie go otrzymała, Bogu ducha oddała. W zeznaniach do kanonizacji Ojca Klawera Don Wincenty Willabolos, stwierdza ten cud pod przysięgą.

 

 

 

 

 

Sakrament Bierzmowania

 

129  Paź cesarza Juliana

Bierzmowanie czyni nas rycerzami Chrystusowymi, odważnymi do wyznawania wiary. Cesarz Julian, chcąc uroczyście obchodzić swoje odstępstwo od wiary, kazał przygotować w świątyni wielką ofiarę bożkom.W chwili rozpoczęcia cere­monii ogień zgasł nagłe na ołtarzu, noże nie chciały krajać ofiar i ofiarnik przerażony zawołał: Jest tu jakiś Galileczyk,który albo niedawno był obmyty wodą albo też namaszczony balsamem. Chciał przez to wyrazić, że albo ochrzczony ,albo bierzmowany. Wtedy młody paź, chrześcijanin, który dopiero co był przyjął Sakrament Bierzmowania, za­wołał , to ja uczyniłem znak krzyża św. i wezwałem imię Jezus, aby zawstydzić wasze bałwany. Cesarz,który był przedtem chrześcijaninem i wie­dział dobrze o potędze P.Jezusa, przejęty został trwogą. Lękał się skutków zemsty Bożej i zawsty­dzony wyszedł ze świątyni, nie wymówiwszy ani jed­nego słowa.

 Odważny żołnierz Jezusa Chrystusa oznajmił chrześcijanom o tym, co się stało i poznali, jak straszni są dla szatana ci, w których mieszka moc Ducha św. I jak jest ważnym przy­jęcie Sakramentu bierzmowania w świętym uspo­sobieniu.

 

130  Mężny wyznawca wiary

Nie ma nic szlachetniejszego jakpogarda względu ludzkiego. Ona wznosi człowieka nad tych, którym się wydaje, że poniżą go, szydząc z niego. Najpyszniejsża pobożność zmuszona jest cześć mu oddać.Będzie temu dwadzieścia lat /obecnie już 5o/ pisze M. Bouniol - nierozsądny wzgląd ludzki despotycznie panował we Francji między młodzieżą szkoły politechnicznej. Trzeba było odwagi, prawie heroicznej, aby cię ośmielić przy danej sposobności otwarcie wyznać wiarę swoją. Jeden z uczniów miał jednakże tę odwagę i to w okolicznościach podnoszących jego zasługę. Raz w czasie wolnej godziny, gdy więk­sza część młodzieży z powodu niepogody zebrała się w sali szkolnej, jeden z uczniów wybiega z dziwną wesołością i wstąpiwszy na krzesło daje znak milczenia. Otaczają go pilnie i przy­słuchują co bęcjzie mówił.

Panowie- rzekł - znalazłem rzecz, ale rzecz dziwną, niesłychaną i taką, że ręczę sto,ty­siąc i dziesięć tysięcy razy, iż nie zgadniecie co to jest, chyba zgadnie ten,który tę rzecz zgubił jeżeli tu jest, chociaż nie jest potrzebnym, aby to był nasz kolega, z naszej szkoły. A więc zgadnijcie co, znalazłem na korytarzu? I wtedy wymieniają rzeczy najdziwaczniejsze, sadzą się na dowcipy i szyderstwa.

 Panowie - z pewnością nie zgadniecie. Oto co znalazłem - podnosi rękę- i pokazuje różaniec. Różaniec - wołają wszyscy – różaniec. Któż u licha śmie nosic przy sobie ten zabobon, takich kolegów, my nie mamy. Wszak nie ma tu starej dewotki, któraby upuściła różaniec. Założę się, że różaniec nie znajdzie swego właściciela. Ten, do którego należy, nie będzie taki głupi, aby upomnieć się o niego. Jeden z uczniów, stojący przy stole, pokrytym rysunkami i książkami od kilku chwil podniosł głowę i z założonymi rękami patrzał spokojnie i z uśmiechem na tę dziwną scenę. W szlachetnych jego rysach na wyniosłym czole w blasku jego śmiałego, jasnego wzroku jaśniała bystrość umysłu. Między celującymi uczniami Henryk był jednym z pierwszych. Dodajmy do tego, że miły jego cha­rakter zjednał mu przyjaźń większej ich liczby, a gruntowna nauka szacunek wszystkich i widocznie różaniec do nikogo nie należy -I zawołał znowu uczeń  udający woźnegc. No powtarzam: raz..dwa..trzy..

W tej chwili Henryk przeszedł między ciekawymi- wyciągnął rękę i spokojnym tonem poważnym, bez zarumienienia się, ani zawstydzeniea, wprawiając wszystkich w podziwienie rzekł: To jest mój różaniec, proszę' mi go oddać. Twój, twó.j? - Jego różaniec to nie może być. Doskonale umie żartować. 

Nie żartuję, szczególnie w takich rzeczach- rzekł Henryk nie tracąc odwagi, choc widział złośliwe uśmiechy – tak moi panowie,ten różaniec do mnie należy i upominam się o niego. Dostałem go od umierającej matki, której obiecałem że go zawsze nosic będę, zachowując zasady mej wiary. Panowie, przed chwilą słyszałem mówiących z drwinkami o rzeczach świę tych, co przypisywać można głębopiej ciemnocie, tak pospolitej nieste­ty w tych sprawach,których wcale nie rozumieją,a których nie chcą się uczyć.Słyszałem, że pytano szydzącym tonem, czy który z nas na Mszę Św. cho­dzi. Nie wiem, jak czynią inni, co do mnie niech Bóg broni, abym Mszę św. opuścił, w niedzielę najpierw idę do kościóła.Tak moi panowie, jes­tem religijny za przykładem Turennea Cordeusza Villersa- tych ludzi walecznych za przykładem Penelona, Passata i tylu innych sławnych ludzi.

Jestem zdaje się w dobrym i zaszczytnym to­warzystwie, przynoszącym mi honor, a nie zaś hańbę.To poważne objaśnienie zasad gruntow­nie utwierdzonych, uczyniło wrażenie. Niektó­rzy wachali się, nie wiedząc, czy mieli przy­znać rację, czy wyśmiewać, inni zaczynający już drwinki, cofnęli się przed tym poważnym młodzieńcem. Większa część uczniów rozumnych i szlachetnych, podziwiając odwagę Henryka, przyklasnęła i podała rękę na znak szacunku walecznemu bohaterowi.

 

131  Przygnębienie biskupa

Święci cenili wysoko Sakrament Bierzmowania. Św. Mauryliusz, biskup z Anyers /+517/ współczesny Św. Marcina proszony był razu jed­nego przez pewną panią, ażeby przyszedł do jśej chorego dziecka i udzielił mu Sakra­mentu Bierzmowania. Biskup obiecał przyjść, ale przedtem chciał załatwić się z inną, nie tak nagłą pracą. Gdy później przyszedł do owego domu, zastał dziecko nieżywe. To wziął sobie biskup tak do serca, że złożył urząd biskupa i udał się potajemnie do Anglii, gdzie jako ogrodnik pracował u jed­nego księcia, w ten sposób chciał ten świę­ty mąż odpokutować za swe zaniedbania. Ale jego przyjaciołom udało się go odszu­kać i nakłonić do powrotu. Z tego przygnę­bienia biskupa, który dopuścił umrzeć dziecku bez bierzmowania widzimy, jak wielką wartość przykładał on do tego Sakramentu, i gdyby to wszyscy chrześcijanie ten Sakra­ment tak wysoko cenili.

 

                             Najświętszy sakrament ołtarza

 

132  Ponawiasz pan Synowie Bożemu kłamstwo

Założycielka zakonu św.Joanna Franciszka de Chantal /+1641/ już zieckiem okazywała wielką pobożność. Jako 12-letnia dziewczynka słyszała, że w ich domu mieszka pewien pan, niewie­rzący w obecność Chrystusa w Sakramencie Ołtarza. Raz spotkawszy go, rzekła do niego w obecności, swej wychowawczyni: Mój panie, więc pan nie wierzy, że w Hostii św. jest obecny sam Pan Jezus. Pomyśl pan, że przez to pomawiasz Syna Bożego o kłamstwo,jeśli nie chcesz wierzyć w to, co On powiedział podczas Ostatniej Wieczerzy. Mój ojciec, prezydent królewski, wydałby surowy wyrok na pana, gdy­byś pan twierdził, że król skłamał, a pąn śmiesz Syna Bożego mianować kłamcą? Pan zdumiał się ,na takie niespodziewane słowa dzięcka i obdarzył dziewczynkę cukierkami, które właśnie niósł w pudełku do domu. Ale ona rzuciła cukierki na ziemię, mówiąc:Tak Bóg postąpi z niedowiarkami.

Już śwoAugustyn wołał: Skoro Chrystus zapew­nia nas, że to jest Ciało Jego, któżby miał, odwagę o tym wątpić? a dalej -"Byłoby bluźnierstwem mniemać, że Pan nasz, który jest sam prawdą, skłamał choćby w jednym tylko wypadku."

 

133  Dziecko protestanckiego kaznodziei chce iśc do kościoła, gdzie jest Jezus

Pewien protestancki kaznodzieja w Londynie po­kazywał swojej 5-letniej córce różne osobliwości okolicy. Między innymi zaprowadził ją także do kościoła katolickiego. Tutaj rozglą­dała się dookoła. Naraz spostrzegła wieczną lampkę przed wielkim ołtarzem. Rzekła więc do ojca: Ojcze dlaczego w jasny dzień świeci się ta lampa? Ojciec powiedział: Moje dziec­ko, to ma znaczyć, że w tym kościele obecny jest Jezus, znajduje się On tam, na ołtarzu za tymi złoconymi drzwiczkami. Dziecię rzekło: Ojcze, chciałabym zobaczyc Jezusa. Ojciec odparł: Dziecko nie można Go zobaczyć, bo drzwi są zamknięte. A gdyby drzwi były otwarte nie mogłabyś widzieć Jezusa, bo ukryty jest za zasłoną. Niezawodnie rozumiał pastor to, że Jezus ukryty jest pod postacią Chleba. Potem wyszli z kościoła, a pastor zaprowadził dziec­ko do protestanckiego domu modlitwy. Tutaj nie zauważyło dziecko wiecznej lampki, więc rzekło do ojca: Ojcze, dlaczego tutaj nie ma światła? Pastor odpowiedział: bo tutaj nie ma Jezusa. Dziewczynka popatrzyła na ojca zdziwionymi oczyma i rzekła: To wyjdźmy stąd, skoro tu nie ma Jezusa. Od tej chwili nie chciało dziecko iść do żadnego innego kościoła, tylko do ka­tolickiego i opierało się gdy je prowadzono do protestanckiego. Mówiło przytym: Chcę iść tam, gdzie jest Jezus.

Te słowa dziecka zrobiły na ojcu wielkie wra­żenie. Zatapiał się w zadumę coraz więcej,aż w końcu przeszedł na łono Kościoła Katolickie­go. I on widocznie także myślał sobie: Tam tylko może być prawdziwy Kościół, gdzie jest Jezus. Człowiek ten przez przejście na katolicyzm stracił świetną pensję. Żona jego przeszła także na łono Kościoła Katolickiego i mówiła do swej córeczki: My wszyscy chcemy być tam, gdzie jest Jezus.

 

134  Porównanie pewnego oficera

 Ubrany po cywilnemu poszedł pewien oficer na przechadzkę. Wtem nadszedł kapłan z N.Sakra­mentem spieszący do chorego. Oficer ukląkł. Wieczorem, gdy się zeszli oficerowie w res­tauracji, wiedzieli już wszyscy o jego postęp­ku. Jeden z nich rzekł: Nie odpowiada to oficersklej godności klęknąć na ulicy. Oficer ów bronił się w njstępujący sposób: Pozwól mi pan postawić tylko jedno pytanie: Gdybyś pan spotkał cesarza skromnie ubranego, czy byś pan mu czci należnej nie oddał? Zapytany odrzekł: Zapewne, że tak, cesarz bowiem zostanie cesarzem w jakiejkolwiek będzie odzieży. Wówczas ów oficer rzekł znowu: A więc dobrze. Zupełnie to samo było i w tym wypadku. Spotkałem Boga, utajonego pod postacią chleba, wiedziałem, że to On jest. Byłbym nędznym tchurzem, gdybym z bojaźni przed szyderstwem, nie oddał Mu czci należnej. Na to nie mógł nikt dać odpowiedzi.

 

135  W kościele katolickim zawsze Jezus przebywa

Pewien misjonarz pracujący w północnych Niem­czech gdzie od czasów Lutra bardzo mało pozo­stało katolików takie opowiada prawdziwe zda­rzenie. Zwiedzał on pewną wyspę Nordstrand na morzu północnym, a .właśnie szalała straszna burza. Deszcz rzęsisty padał całymi strumie­niami. Potężne bałwany uderzały w brzegi wys­py. Poprzedniej nocy fale wyrządziły wielkie szkody a teraz zagrażały przerwaniem tamy ochronnej. A były w wiosce piękne kościoły -jeden luteranski i drugi również był błędnowierczy - oba niegdyś katolickie - i trzeci ubożuchny kościółek z wieżyczką grożącą ru­nięciem, z mocno uszkodzonym dachem. Misjonarz bał się, że szalony orkan obali kościółek. Gdy burza ucichła ksiądz udał się natychmiast do kościółka,aby zobaczyć, czy nie powstały nowe szkody. Na szczęście kościółek stał nie­naruszony. Zdziwił się jednak misjonarz, za­stawszy bramę kościoła uchyloną. Wszedł więc do wnętrza, a otóż w prezbiterium u stopnia wielkiego ołtarza ujrzał starca na klęczkach, zatopionego w modlitwie, od razu można było poznać, że jakąś ważną do Pana Boga zanosił prośbę. Po dość długiej chwili wreszcie pow­stał z klęczek i bez ponownego uklęknięcia opuścił prezbiterium, kierując się ku wyjściu. Wtem zauważył stary rybak księdza - wielce zmieszany   przystąpił do niego i rzekł: Przepraszam księdza proboszcza, ja nie jestem katolikiem. Dwóch moich synów zaskoczyła ta okropna burza na morzu. Udałem się wpierw do naszego kościoła protestanckiego, ale, tam jakoś nie mogłem się modlić. My tam też mamy oł tarz taki sam, ale nasz ołtarz jest pusty. I znowu powtórzył smutno: Tak, pusty jest nasz ołtarz.

Miał słuszność spracowany starzec. Coś go niejako wołało do kościoła katolickiego, bo

czuł, że tam był ołtarz zamieszkały, że tam czuwa Boski nasz Zbawiciel, że nie opuscił ołtarza. Zrozumiał to, nawet niewierzący protestant. Nie dopuśćmy, aby P.Oezus w tabernakulum był przez nas opuszczony.

 

136  Chrystus stwierdził obecność swą w Najśw. Sakramencie licznymi cudami

Często zdarzają się wypadki, że w miejsce "Hostii ukazuje" się Dzieciątko Jezus. Oto wy­padek, który zdarzył się w Hiszpanii 20.tv. 1905r. wobec wielkiego tłumu ludzi. W Manzenedzie odbywały się misje pod kierownictwem 00.Redemptorystów. W dniu wyżej wspomsianym urządzili Redemptoryści nabożeństwo ekspijacyjne. Na ołtarzu wystawiono Najśw. Sakrament, poczem kapłan wyszedł na kazal­nicę i odnawiał modlitwy o przebaczenie grzechów. Kościół był przepełniony wiernymi. Podczas gdy kapłan /imieniem Neriscal/ odma­wiał modlitwy na ambonie zauważono, że wie­lu modlących się powstało ze swych miesjc i patrzyli ku ołtarzowi. Spostrzegłszy to kapłan, prosił ludzi, aby przy modlitwie, nie wstawali, tylko klęczeli. Niebawem krzyknę­ła 7-letnia dziewczynka /Eudoksja Vega z Eskonrida/ "Ja chcę zobaczyć Dzieciątko". Cóż to się stało, że wierni powstali? Oto ludzie a z nimi także i proboszcz Piotr Rodringer klęczący na stppniach ołtarza zauważyli, że na ołtarzu w miejscu gdzie stała monstrancja, znajduje się Dzieciątko niezwykłej piękności, w lśniącej białej szacie, wielkości jakoby 7-8 letnie. Dziecię to wyciągało rączki ku zgromadzonemu ludowi", jak gdyby chciało objąć wszystkich w swe ramiona. Na piersiach Dzieciątka Jezus widzlano wielką ranę. Jezus trzymał ranę prawą ręką, jakoby chcąc powstrzymać krew, tryskającą z rany. Następstwem tego zjawiska było to, że lud tłumnie rzucał się do spowiedzi i Komunii i św. Całe 3 godziny od 6 do 9 rano. Na pamiąt­kę tego zdarzenia umieszozcno na krzyżu misyj­nym obraz Dzieciątka Jezus.

 

137  Boże Ciało

Najwięcej czci w Najsw.Sakramencie Pan Jezus doznaje w Boże Ciało. Uroczystość tę pierwszą zaprowadził w swej diecezji w roku 1247 ks. biskup z Leodium w Belgii za pobudką św. Julianny zakonnicy tamtejszego klasztoru i swego archidiakona, który potem został papieżem pod imieniem Urbana IV.

Za jego rządów około 1363r. cud- nadzwyczajny, którego relikwie możemy oglądać dziś jeszcze, dał początek do rozszerzenia tej uroczystości na cały Kościół.

Gdy w mieście Bolsena niedaleko Rzymu,pe­wien ksiądz /w którym czart przeklęty wzbudził wątpliwości, jakoby P.Jezus był obecny w N. Sakramencie/ podczas Mszy św. podniósł Najśw. Hostię, zaczęła z niej krew spływać. Ksiądz zląkłszy się, nie wiedział co począć, stał chwilę z podniesioną Hostią przypatrując, się cudowi. Wtedy też wierni ujrzeli cud i w trwodze zaczęli krzyczeć i modlić się. Te pomieszane krzyki wiernych przywiodły kapłana do przytomności i opuścił wtedy Hostię św. i chciał ją złożyć na korporale, ale spostrzegł że całe płótno tak było krwią zmoczone, iż zaledwie małe miejsce znalazł na złożenie Hostii św. Po dokończeniu Mszy   św. chciał ukryć korporał, ale wierni prosili go o pokazanie, co gdy uczynił, wzywali miłosierdz ia Bożego. Korporał św. z Bolseny przechowują dotąd w katedrze Orvietto, a w Bolsenie kamień ołtarzowy, na którym wówczas Mszę Św. Ksiądz odprawiał.

Jeden z najsławniejszych malarzy -Rafael' uwiecznił ten cud na obrazie - znajdującym się dziś w Watykanie. Papież Urban IV, dowiedziaw­szy się o cudzie, wezwał księdza z owym korporałem do Rzymu, gdzie tenże opowiedział wszystko. Wtedy Urban IV w roku 1264 ustanowił uro­czystość Bożego Ciała, dla całego Kościoła i kazał św. Tomaszowi z Akwinu ułożyć dla niej formularz Mszy św. Jednak śmierć tego papieża sprawiła, że na cały Kościół rozszerzył tę uroczystość dopiero papież Klemens V na soborze powszechnym w Vienne w 1311 r.,gdy dwa la­ta przedtem zaszedł drugi cud podobny w parafii limbuskiej w Belgii.

 

 

138  Ludwik i N. Sakrament Ołtarza

Czytamy w żywocie św.Ludwika, króla francuskiego, że w jednym z kościołów P.Jezus ukazał się w Hostii jako Dzieciątko. Dano znać o tym Królowi, myśląc, że natychmiast pobieże ten cud.oglądać. Ale król pełen wiary odrzekł: Niech idą oglądać ci, co nie wierzą. Ja bowiem tak mocno wierzę w obecność P.Jezusa w Najśw. Sakramencie, jakbym Go widział na własne oczy.

 

139  Przygotowanie do Komunii.^św. '

Św. Maria Małgorzata Alacoaue widziała raz jak P.Jezus w Komunii św. do jednych wstępował z radoscią, do drugich obojętnie, do trzecich ze wstrętem.  Pan Jezus objaśnił jej, że z radością wstępował do tych, którzy przygotowali się należycie, obojętnie do tych, co przyjmowali go bez grzechu ciężkiego, ale tez bez należytego przygotowania, ze wstrętem zaś do tych, którzy Go przyjmowali w grzechu śmiertelnym, świętokradzko. Św. Alojzy przyjmował Komunię Św. zwykle w niedzielę, a przygotowywał się do niej zawsze przez trzy dni bardzo sumiennie.

 

140  Dziękczynienie po Komunii Św.

Gdy św.Filip Nereusz zobaczył raz człowieka, który po Komunii św. wyszedł zaraz z Kościoła, posłał za nim dwóch ministrantów z zapalonymi świecami, aby mu towarzyszyli. Ten zdziwiony zapytał ich, co to ma znaczyć. odpowiedzieli, że posłał ich ksiądz . Wrócił wtedy i prosił o wyjaśnienie. A Filip mu odrzekł: Mój synu, gdy kapłan idzie z Panem Jezusem towarzyszy mu ministrant z światłem. Tyś wyszedł zaraz po przyjęciu Komunii św. W tobie jest jeszcze Pan Jezus, więc posłałem chłopców ze świecami. Poznał wtedy ów człowiek swój błąd, ukląkł natychmiast przed ołtarzem i z nabóżeństwem wielkim odprawił modlitwę dziękczynną. Czyżby tak nie należało zrobić niejednemu co z kościoła ucieka zaraz po Komunii Św., wcale Panu Jezusowi nie podziękowawszy za to, że raczył wstąpić do jego serca?  

 

                        141  Komunia duchowna

 Komunia św. duchowa jest P.Jezusowi Wielce mił.ą i daje obfite łaski, dlatego Kościół św. zaleca ją gorąco.

Pobożnej zakonnicy z Neapolu /paulinie Madesco/, która często komunikowała rzeczywiście, a częściej jeszcze duchowo, ukazał się raz Pan Jezus z dwoma naczyniami - złotym i srebrnym, oświadczając, że w złotym naczyniu prze­chowuje Komunie św. rzeczywiste, a w srebrnym duchowe. Gdy św .Julianna Falconieri umierając nie mogła dla ciągłych, wymiotów przyjąc Komunii św. a pragnęła jej wielce,  prosiła, aby kapłan przyniósł Ją przynajmniej. Skoro to się stało, Hostia.Najśw, wysunęła się z ręki. kapłana i zanikła bez śladu, a Julianna skonała z twarzą promieniejącą niebiańskim weselem. Po śmierci na jej ciele w bliskości serca spostrzeżono ślad Hostii z wizerunkiem ukrzyżowanego Zbawiciela. Gdy św. Stanisław Kostka będąc w szkołach w Wiedniu zachorował ciężko i gorąco pragnął, przyjąć Komunię św., ale nie mógł uzyskać Jej od ludzi, Pan Jezus podał mu Ją cudownie przez Anioła.

 

142  Helima

W grudniu 1868 roku przyprowadzono do domu sierot zostającego pod opieką św.Eugeniusza w Algerii ośmioletnią dziewczynkę ze szczepu Kabylów. Ojciec jej mułzumamin, zostawszy wdo­wcem, wskutek głodu panującego, wyrzucił ją z domu. Błąkała się wtedy w ostatniej nędzy, aż ją znaleziono. Wskutek złego obchodzenia się jakiego doznawała i sposobu życia jakie prowadziła, złe jej skłonności jeszcze bardziej się rozwinęły. Kradła, była gwałtowna i uparta, a przez to stała się przyczyną wie­lu kłopotów, jakie sprawiała siostrom zakonnym, które się jej wychowaniem zajmowały. W jedną niedzielę, kiedy prawie wszystkie zakonne siostry były w kościele, zakradła się Helima do kuchni, porwała z garnka mięso i skryła się. Schwytana i ukarana przez kil­ka dni, ani słówka nie mówiła, była ponura i zagniewana i na wszelkie uprzejme słowa była obojętna. Przełożona rozdzielała figi między sieroty i wszystkie biegły, do niej z radością, tylko mała Helima stała z daleka i wzięła owoc obojętnie bez żadnego słowa podzięki. Wzięła ją wtedy przełożona na bok, położyła jej rękę poufnie na ramieniu i z głębi serca miłującego udzieliła jej kilka, upomnień macierzyńskich, jakie tylko jej żywa wiara poddać mogła. Opuszczone dziecko spostrzegło po raz pierwszy w życiu, że ją jeszcze ktoś miłuje i zupełnie się zmieniła. Stała się posłuszną i łagodną. Jeżeli taki mały błąd popełniła, mawiała jej nauczycielka: Idź do drzwi kaplicy,klę­knij i proś Zbawiciela w Hostii utajonego, aby Ci pokazał co masz czynić.

Natychmiast poszła i wkrótce wróciła mówiąc: Siostro, Pan Jezus powiedział, mi: Ty masz być moją,a jednak znów byłaś niedobrą, teraz nie mogę wejść do serca twego, patrz jak ono jest brzydkie. Czyń pierwej pokutę, to ci potem przebaczę. I zaraz, nadała sobie po­kutę, a dopiero potem, gdy ją wypełniła, zno­wu była wesoła i zadowolona. Gdyby wolno by­ło mawiała nieraz 'jej nauczycielka, toby trzeba sobie życzyć, aby Helima jaki błąd popełniła, jedynie w tym celu, aby go przez szczerą pokutę i skruchę naprawić. Wśród tak szczerego starania się o poprawę życia minął dla Helimy czas przygotowania co Chrztu. Św., którego z wielką tęsknotą pragnęła, a który 25 stycznia otrzymała.Maria, Zafia,Albina były jej chrzestne imiona. Chcę zostać świę­- mawiała potem często. Aby zaś swój za­miar tym łatwiej wykonać, prosiła, aby przełożona zabrała ją ze sobą do domu sierot we Francji.

Dobra matko – prosiła- weź mnie ze sobą do Marsylii, abym się tam nauczyła być świętą. Byłaś tak dobra, żeś mnie do chrztu św. trzy­mała, choc ja byłam najniegodniesza, teraz jednak ja muszę przy tobie zostać. Przybywszy, do Marsylii, nie zważając na wspa­niałe   gmachy i ciekawe rzeczy tego pięknego miasta zawołała z radością: 0 jakie to szczęście, już niewidzieć żadnych mułzułmanów ani pogan.

Ale radość do spełnienia najgorętszych jej życzeń wkrótce przez chorobę w smutek się obróciła. Niedostatek i nędza jakich dozna­wała w dzieciństwie bardzo źle wpływały na wątłe ciało Albiny, tak, że nawet największe staranie o jej zdrowie nie mógło jej życia ocalić. Siły jej powoli opadały, a wkrótce się okazało, że Albina już żyć nie będzie. Siostry zatem sądziły, że trzeba przyspie­szyć dla niej dzień I-Komunii św. i oświadczyły, że dzień św.Michała Archanioła, 29 września został na ten święty akt wyznaczony. Radość jej była tak wielka, że trudno jej by­ło uwierzyć. W przeddzień oznaczonego dnia, kiedy nadzwyczaj wiele cierpiała, zapytano ją czy nie chce umrzeć i iść do nieba. Nie- od­rzekła- ja bym chciała jeszcze zostać na ziemi, aby przyjąć Komunię św. Ależ w niebie będziesz miała P.Jezusa na zawsze. To prawda -rzecze - a więc jak Bóg chce. W sam dzień I Komunii św. czuła się silniejsza, mogła wstać w swej białej sukience, być na Mszy św., pod­czas której po raz pierwszy Ciało Pana Swego przyjęła. Nabożeństwo jej było bardzo tkliwe długo jeszcze po Komunii św. zatopiona była w modlitwie. Ale potem musiała się- wskutek wielkiego znużenia znowu na łoże boleści poło­żyć. Z najtkliwszą miłością uściskała siostrę za szyję, dając tym sposobem wyraz swej wdzię­czności tej, która jej do tego pięknego dnia dożyć pomogła.

Co ci powiedział dziś kochany Zbawiciel? zapy­tała ją jedna z sióstr. Powiedział mi: Oto patrz, jestem w twym sercu, żądaj ode mnie czego chcesz, a dam ci. On jest moim Przyja­cielem -.dodała z tkliwością, składając ręce na piersiach jak gdyby chciała skarb swój moc­no w sercu zatrzymać.

Czy idziesz chętnie do nieba? pytała ją inna Siostra. 0 tak bardzo chętnie. Więc nie chcesz powrócic do Afryki, aby odwiedzić biedne dzieci arabskie i kabylskie. Ja i do Afryki pójdę, jak Bóg tak zechce. Ale,co wolisz, czy pójść do nieba, czy powrócić do Afryki? 0 da­leko bardziej wolę pójść do nieba. Ale biedne dzieci arabskie i kabylskie. No to się za nie będę w niebie modliła.

Cały następny dzień w cichej spędziła modliitwie. Modliła się za swoich biednych rodziców, którzy nie mają prawdziwej wiary i P.Jezusa nie znają. Modliła się za kapłanów, którzy ją nauczali, za siostry, które ją tak kochały, ale najbardziej za arcybiskupa, któremu to szczęście zawdzięczała.

Arcybiskup przybył za tydzień do klasztoru, aby Albinie udzielić Sakramentu Bierzmowania, Odtąd śmierć Halimy spiesznie się zbliżała. W piątek pragnęła jeszcze raz zobaczyć przełożoną.' Albino, czy, poznajesz mnie? Czy sły­szysz? zapytała przełożona już konającą. Pożegnaj się ze mną. Patrz Pan J ezus i Najśw. Panna przychodzą, by cię wziąć do nieba, pocałuj krzyż. Ostatni promyk życia zajaśniał na obli­czu Halimy. Poruszyła ustami, chcąc dać odpowiedź, przycisnęła usta do krzyżyka. Było to jej ostatnie poruszenie. Mając usta przytulo­ne do znaku zbawienia oddała duszę Bogu. Jedna z sierot, dziecko trzyletnie stała przy oknie i wpatrywała się w jeden punkt pochmur­nego nieba, przez który widać było firmament. Tędy zawołała z radością, poszła Albina do nieba i dodała z dziecinną prostotą. 0, teraz trzeba mówić: Święta Albino módl się' za nami.

 

143  Pierwsza Komunia św. Umierającego dziecka podczas Mszy św./Pasterki/

Było to w Londynie w wigilię Bożego Narodze­nia późnym wieczorem. Mała Irlandka spieszy­ła wśród strasznego wichru, kryjąc w fałdach nędznej sukienki swój towar i kilka paczek zapałek. W tym dniu tylko kilka centów zaro­biła, więc.okrutna matka srodze ją wybiła i pomimo łez na ulicę wygnała. Zaledwie siedem lat liczyła, a nic prócz nędzy nie zaznała. Ale Bóg Ojciec ubogich spojrzał na Norę- tak się nazywała dziewczynka choć o Nim nic nie wiedziała. Gdy tak nie wiedząc nawet do­kąd spieszyła, ujrzała nagle wielkie drzwi, które skoro się otworzyły strumień światła i ciepła na ciemną ulicę wylewały. Z trwogą wślizgnęła się z kilkoma nowoprzybyłymi. Był to kościół. Ludzie byli ubobzy i wiele dzieci między nimi. To jej dodało otuchy i odwagi. Zaledwie wślizgnęła się, zaczął się śpiew i to taki śpiew, że ją wprawił w zdziwienie. Jeszcze nigdy czegoś tak pięknego nie słyszała­. Następnie wyszedł ksiądz. Wszystkich oczy nań się zwróciły. Przemawiał do dzieci. Nora nie wiedziała nic o niebie, ale łaska Chrztu św. drzemała nieznana w jej niewinnej duszy, a Jezus, ten Bóg maluczkich, zwrócił się ku tak opuszczonej i pojmowała wszystko i brała do serca, co kapłan mówił. Pierwszy to raz sły­szała o tym, który ją stworzył, co ją ukochał aż do śmierci, który za nią i i za wszystkich ludzi cierpiał i który ją chciał miec kiedyś przy sobie w swym blasku i w nieskończonych radościach. Zamyślona słuchała Nora i uwierzy­ła w tę przedziwną historię Boskiej miłości. I gdy potem znowu wzniosły śpiew się rozpoczął, gdy słodka woń kadzidła rozlała się po kościele, gdy kapłan udzielał błogosławieństwa Najśw. Sakramentu i wszystkich oblicza pochyliły się w głębokiej pokorze i pobożności, uczuła Nora, że coś niewypowiedzianie świętego wokoło niej się dzieje. A na dworze wciąż lało i huczało. Biedne, opuszczone dziecko zastało, powróciw­szy matkę we śnie pogrążoną. Zziębła położyła się na podłogę. Czuła się nadzwyczaj szczęśli­wą. Teraz już wiedziała, że w jasnym niebie jest ktoś, co ją serdecznie miłuje. W następ­ny dzień, a potem co dzień chodziła Nora do ukochanego kościoła Św. Towar sprzedawała prędko przy drzwiach kościelnych, gdzie pocz­ciwi ludzie nad nią się litowali. Z kościoła wraz z innymi dziećmi szła do szkoły Sióstr Miłosierdzia, a w krótce przyszedł dzień, w którym z wielką skruchą i żalem do pierwszej spowiedzi przystąpiła. Tydzień. po tygodniu mijał, a siostra Brygida, nauczycielka nie widziała w szkole małej, gor­liwej Nory, którą tak bardzo ukochała. Co się z nią stac mogło? Wskutek złego obchodzenia. się matki zachorowała, ale nigdy najmniejsza skarga nie wyszła z jej ust. Śmierć szybkim krokiem się zbliżała. Nora nie obawiała się śmierci, wszak dla niej śmierć była tylko podróżą do nieba, do słodkiego Dzieciątka Jezus,do ukochanej Matki Boskiej do ślicznych aniołków i świętych, a zarazem końcem wszelkich cierpień, które jej ciało zniszczyły. Zbliżało się Boże Narodzenie z wszystkimi tak pięk­nymi uroczystościami. We wszystkich rodzimach było pełno radości. Dziatki tuliły się do ma­tek i biegały wokoło św. drzewka, które im przedstawiało drzewo żywota a na którym pełno było owoców nie zakazanych.

Lecz któż w tym dniu pomyślał o Norze? Jezus, Przyjaciel dzieci, stawszy się dzieckiem i dla Nory przygotował podarunek na dzień Swych urodzin. Znowu wigilia Bożego Narodzenia. Sio­stra Brygida chcąc spełnić uczynek miłosier­dzia, przybyła do ubogiej chatki i usłyszała głos płaczliwy: Mamo zamknie drzwi, mnie tak zimno. Siostra Brygida zbliżyła się do otwar­tych drzwi i rzuciła okiem do zimnej, ubogiej izby. Poznała swą małą Irlandkę, leżała na nędznym barłogu. Była istotnie już bliska śmierci, ale szczęście i radość, dodały jej sił i z całą tkliwością małymi swemi rączka­mi objęła siostrę za szyję. Następnie poraz pierwszy w życiu, opowiedziała swoje długie cierpienia i wewnętrzne pociechy. Gdy matka wróciła, prosiła ją siostra Brygida, aby po­zwoliła Norę przenieść do ochronki.Tam ją przyjęto jako podarunek od Dzieciątka Jezus. Tutaj czuła się nad wszelki wyraz szczęśliwa. Kapłan, który ją spowiadał, przyszedł, aby jej udzielić ostatnich pociech naszej religii. Nora czyniła sobie wielkie wyrzuty, że nie była dość cierpliwa w chorobie i to był jej największy grzech, jak wśród łez przed sios­trą Brygidą się skarżyła. Biedna matka moja! Rzekła. Jakżebym sobie życzyła, aby była do­brą. Widzi ksiądz proboszcz, ona nic nie wie, co ksiądz proboszcz mówił nam na kazaniu. Kapłan udzielił jej Ostatniego Namaszczenia Olejem św., ale Msza św., o północy w cza­sie pasterki większe szczęście miała jej zgo­tować. Dwunasta w nocy wybiła, otworzono okno wychodzące na kaplicę. Chora dziewczynka poraz ostatni na ziemi słuchała Mszy św. i pięknych śpiewów. Gdy wkońcu siostry i siero­ty przystępowały do Komunii św. przyszedł ka­płan i przyniósł Norze po pierwszy i ostatni raz Pana Jezusa, który tej nocy i do żłóbka i do serca biednego dziecka zstąpił. Wśród tej najczystszej miłości przyjęła Komunię św. i zatopiła się całkowicie w modlitwie. Wkrótce jed­nak, spostrzeżono, że godzina śmierci wybiła, ale konanie było lekkie. Od czasu do czasu tyl­ko westchnęła: Jezus, Maria! albo: 0 moja bied­na matko!

Dano znak na ranną Mszę św. Konając usiadła na łóżeczku, otworzyła oczy, nadziemska radość na jej twarzy się odzwierciedliła, a potem opadła na poduszkę. W tej chwili wziął Pan Jezus Norę do Siebie.

 

144  Mały indianin

W Indiach jak nam opowiadają sprawozdania mi­syjne, miało miejsce następujące zdarzenie: W samotnej chacie wieśniaczej, w stacji misyjnej św.Piotra i Pawła, leżał dwunastoletni chłopczyk z ciężką złożoną chorobą. Już od kil­ku lat cierpiał. Uparta choroba nie chciała ustąpić, wskutek czego tylko skóra i kości na nim zostały. Niejedna łza rosiła jego policz­ki, kiedy smutny leżał na rogoży, podczas gdy wszyscy pracowali w polach i niejedną modlitwę gorącą zasiał do nieba prosząc o polepszenie. Myliłby się jednak, ktoby sądził, że chłopczyna ten smucił się tylko z powodu choroby ciała. Nie, łzy jego miały inną przyczynę.Wszy­scy jego zdrowi towarzysze znajdowali się w tym czasie na stacji misyjnej i przygotowywa­li się do I Komunii św. Gdyby był zdrów, toby mógł brać udział w nauce, a tak był i do nauki i od N. Sakramentu wykluczony, choć się tak bar­dzo na tę uroczystość cieszył. Prosił więc oj­ca, aby się udał.do stacji misyjnej i poprosił jakiegoś kapłana, aby przyjechał i przygotował go do Komunii św. Ojciec pojechał, ale z ni­czym wrócił, bo żaden kapłan nie miał na ty­le czasu, aby pojechać, tylko oświadczono, aby syn jeszcze rok poczekał. Pobożny, chłopiec bardzo się zasmucił. Płacząc rzewnie leżał aż do nocy, potem zmówił pacierz wieczorny. Skończywszy modlitwę, wyciągnął ręce, podniósł głowę i z wyrazem pełnym tkliwości rzekł wznosząc oczy ku niebu. 0 Najświętsza Matko Boska, moja Matko ukochana, teraz Ty mi dopomóż. Zmęczony natężeniem przy modlitwie opadł na poduszkę i zasnął twardym snem. Na­zajutrz był spokojny i wesoły i prosił ojca o katechizm, którego odtąd ani w dzień, ani w nocy z rąk nie wypuszczał. Jakiś dziwny spokój uroczysty w nim zapanował, a obawa rodziców, aby bardziej nie osłabł, nie speł­niła się. Już się nie skarżył, że nie miał szczęścia wraz z innymi przystąpić do Komunii św. Razu jednego, może dziesiec dni przed przewodnią niedzielą objął ojca za szyję i do ucha szepnął prosząc, by go w przewodnią, niedzielę zawiózł do stacji misyjnej. Ja będę dość silnym, by móc pojechać - zapew­niał synek z wyrazem niewzruszonego przekonania. Ojciec zaś cieszył się myślą, że jego dziecko przynajmniej widokiem pierwszej Komunii św. swych rówieśników się rozweseli. Przewdnia niedziela przyszła. Syn tyle był silnym, że można było udać się z nim w podróż. 0 półno­cy wyruszyli z domu i przyjechali rano do stacji. Jakąż radością, napełniło się serce chłopczyny gdy ujrzał cisnący się doń swych rówieśników, ubranych do Komunii św. w naj­piękniejsze suknie. 0 jakże zdziwił się ojciec, gdy chłopczyna oświadczył, że i on chce przyjąć I Komunię św. Bądź spokojny synu - rzekł – nie wolno przyj­mować Ciała Pańskiego bez przygotowania, a tyś jeszcze nie chodził na naukę. Ja wiem wszystko - tak jestem przygotowany jak i drudzy zapewniał chłopczyna – proszę księdza katechetę niech mnie pyta a ja mu na wszystkie pytania odpowiem.

Ks.katecheta przyszedł, nie tyle aby go przepytać, ale żeby go uspokoić. Ale chłopczyna za­raz powiedział: Proszę księdza katechety, proszę mnie wypytać. Ja także jestem przygotowany do I Komunii sw. Uśmiechając się, zadał mu ksiądz pytanie z katechizmu. Jakże się zdzi­wił, gdy zapytał go o znaczenie wielkiej ta­jemnicy Sakramentu Ołtarza, a chłopczyk odpo­wiedział jak najlepiej. Pytał wreszcie i badał jego przygotowanie i przekonał się, że dusza tego dziecka lepiej i doskonalej jest przygo­towana niż tych wszystkich, których on sam przygotowywał.

Czy mogę przyjąc Komunię św. mój ojcze?, zapy­tał chłopczyna, podczas gdy w oczach jego jaśniała radość niezachwianej nadziei. I owszem moje dziecko - rzekł kapłan - tyl­ko się wyspowiadaj, a potem wraz z towarzysza­mi dostaniesz Komunię św.

Wyspowiadawszy się z największą pobożnością, przystąpił wraz z drugimi do Stołu Pańskiego. Po południu przyszedł ks. katecheta wraz z in­nymi misjonarzami do chłopczyny i jego ojca. Pytali go, jakim sposobem tak doskonale był przygotowany do Komunii św. On zaś odpowie­dział co następuje:

-Gdym w moim wielkim smutku wreszcie wezwał pomocy Najświętszej Panny, zasnąłem i we śnie ujrzałem Matkę Boską. Usiadła sobie na krześle przy moim łóżku, przeżegnała mnie, znakiem krzyża św, pomodliła się ze mną i zaczęła mnie uczyć. Co noc przychodziła i udzielała mi nauki. Zadawała mi pytania z katechizmu i tak długo powtarzała mi odpowiedzi, żem się nauczył. Opowiedziała mi, jak P.Jezus ustanowił N.Sakrament i jak kapłan to samo czyni, co Pan Jezus czynił przy Ostatniej wieczerzy, powiedziała mi, jak trzeba P. Jezusa w Najsw. Sakramencie uwielbiać i czcić, zachęcała mnie, upominała i nauczała, jak się mam przygotowywać do Komunii św. Gdym się umęczył, podnosiła mi głowę, jeślim jeszcze nie zrozumiał to powtórzyła, jeśli mi szło ciężko, kładła swą rękę na głowę i pocieszała mnie. Tak było co noc. Ja dobrze uważałem, w dzień nad tym myślałem, powtarzałem sobie i wszystko robiłem, do czego mnie Matka Boska upominała. Także z katechizmu uczyłem się i tym sposobem mogłem przyjąć I Komunię św., a Matkę Boską poki życia kochać i chwalić będę ,     za to, że się mną tak gorliwie zajęła.

 

                                               Sakrament pokuty

 

145  Kiedy mamy wzbudzic skruchę

8 grudnia 1881 r. spłonął w Wiedniu jeden z największych teatrów. Widok był straszny, zgrozą przejmujący. Publiczność zebrana licznie przypatrywała się spokojnie widowisku.i gdy nagle usłyszano krzyk: Ogień! a już płomień buchnął w górę szerząc się z szaloną szybkością. Wszyscy zrywają się do ucieczki, każdy chciałby uratować swe życie. Ludzie krzyczą, płaczą, cisną się, przewracają na ziemię, a drudzy depczą po ich ciałach. Już płomień ogarnał cały budynek a jeszcze mnóstwo ludzi znajdowało się wewnątrz, między nimi sporo dzieci. Częśc widzów uratowano, ale spo­ra część znalazła śmierć straszliwą w płomieniach. Między uratowanymi była także pewna dziesięcioletnia dziewczynka, która potem tak opowiadała   całe zajście. Widziałam popłoch ogólny, ludzie płakali, jęczeli i łamali ręce, ci inni modlili się w śmiertelnej trwodze. Tam, gdzie byłam skupiło się ;około 40 osób. Jakiś człowiek koło mnie żegnał się wciąż, wznosił ręce do nieba i wołał z rozpaczą o pomoc. Na­tomiast ja uklękłam z pięciu innymi dziećmi - zdaje mi się, że to było rodzeństwo i modli­liśmy się. Słuchający tego katecheta przerwał opowiadająej zapytaniem: jakże modliliście się w tym niebezpieczeństwie?

Dziewczynka mówiła dalej z prostotą: Modliłam się do mego Anioła Stróża, a potem wzbudziwwszy akt skruchy doskonałej. Moja ciocia była przy mnie. Ona jest bardzo pobożna i często  chodzi do spowiedzi św. Wiedziała dobrze, że w niebezpieczeństwie śmierci należy wzbudzić świętą skruchę z miłości, ale z przestrachu wielkiego nie mogła zdobyć się na odpowiednią modlitwę. Ja więc musiałam .mówić głośno akt żalu doskonałeg. Przyłączyło się do nas wię­cej osób, a ciocia moja objaśniała im, jaką moc ma taki żal. Wszyscy więc powtarzali za mną głośno akt skruchy. Tymczasem jednak przyszła straż ratunkowa i wyratowała nas wszystkich od śmierci. Zniszczony ogniem teatr przemieniono później na kościół.

 

146  Żal powinien być powszechny

Przypuśćmy, że zapadłbyś w kilka chorób śmiertelnych, na cóżby ci się wtedy zdało, gdyby lekarz je usunął, za wyjątkiem jednej i ta jedna wystarcza, że umrzesz, lekarz nie wyratuje cię od śmierci. Wysoki urzędnik rzymski Chromacjusz, będąc chorym, prosił św.Sebastiana o uzdrowienie, obiecując, że w razie ustąpienia choroby przyjmie Chrzest św.

Św.Sebastian polecił mu przeto wpierw z domu wyrzucić wszystkie figury bożków pogańskich. Zgodził się na to Chromacjusz i kazał je zniszczyć, ale mi­mo to, zamiast wyzdrowieć, chorował więcej jeszcze. Gdy wtedy św. Sebastian przybył do niego, chory robił mu wyrzuty, że potłukł wszystkie bałwanki, a nie odzyskał zdrowia. Na to św Sebastian: Czy rzeczywiście wszyst­kie? Chory odrzekł: Wszystkie oprócz jedne­go, złotego, maleńkiego, który, jest od dawna w mej rodzinie i dlatego jest mi drogim. Na to rzekł swięty: Musisz zniszczyć i tego, bo choćby miał wartość całego świata, czy chcesz przekładać ponad tego, który stworzył złoto i ciebie? Chromancjusz tedy zniszczył i to bożyszcze i wyzdrowiał natychmiast.

Św.Augustyn mówi: Jeśli dopuściłeś się trzech grzechów śmiertelnych, jak obyś trzema łańcu­chami przykuty do piekła. Cóżby ci pomogło, choćbyś zdołał dwa łańcuchy rozbić i tak owym trzecim łańcuchem trzymany w niewoli szatana.

 

147  Córka i umierający ojciec

Pewien ojciec rodziny został tknięty gwałtow­nym krwotokiem. Posłano natychmiast po kapła­na, ale droga była daleka. Najmłodsza córka, która niedawno przystąpiła do I Komunii św. przeczuła, że ojciec wkrótce skona. Zdjęła więc krzyż ze ściany i przystąpiwszy do ojca, odmówiła głośno z przejęciem modlitwę skru­chy doskonałej. Ojciec wzruszony do łez, powtarzał za nią modlitwę. Zmarł przed przybyciem kapłana, ale akt żalu doskonanego uratował jego duszę bez wątpienia dla nieba.

 

148  Najświętsza Maryja Panna- ucieczką grzeszników

Św. Maria Egipcjanka, która w młodości była wielką grzesznica, z ciekawości przyłączyła się do pielgrzymów idących do Jerozolimy. Ale gdy pielgrzymi wchodzili już do świątyni zbudowanej na miejscu, gdzie Pana Jezusa ukrzyżowano, jakaś siła niewidzialna nie po­zwoliła jej wejść, a równocześnie jakiś głos wewnętrzny wyrzucał pątniczce jej niegodność. Wtem oko jej padło na obraz N.Panny w przed­sionku, poczęła się modlić z głębi serca: 0 Mario, choć Syn Twój mnie odpycha, Ty mnie nie odepchniesz, boś ty Ucieczką grzesznych. Natychmiast mogła wejść do kościoła, z któ­rego wyszła jako pokutnica, bo udawszy się na pustynię trwała tam na surowej pokucie lat 49, tj. aż do śmierci /zm.około 421 r./

 

 

149  Mocne postanowienie poprawy

Małgorzata była młodą i piękną dziewicą i to właśnie stało się jaj nieszczęściem. Ulegając złym podszeptom i pokusom własnego ciała, opuściła tajemnie dom rodzicielski i wiodła  grzeszne życie. Zdarzyło się, że wspólnik jej grzęchów został zamordowany. Małgorzata znalazła go przypadkowo w krzakach na skraju lasu. Zwłoki jego, całe pokryte krwią i szerzące już obrzydliwą woń trupią. Ten widok wstrząs­nął jej sercem. Stała chwilę niemal z przerażenia i nag1e promień łaski Bożej uderzył jej serce. Westchnąwszy głęboko zawołała: Ach, jakże rychło mija żądza grzeszna i wszelka radość doczesna. Cóż się dzieje teraz z jego duszą? Boże zmiłuj się nademną. Postanawiam czynić natychmiast pokutę.

Zaraz też podarowała wszystkie stroje swe i klejnoty, owinąwszy szyję powrozem, uklękła przed drzwiami kościoła i wołała na przecho­dzących: Przebaczcie mi, dawałam wam tak długo zły przykład. Ojciec jej dowiedziawszy się o całym zajściu, oburzył się bardzo, a w gniewie wyrzekł się córki – zupełnie Mał gorzata zmuszona była spędzic noc w ogrodzie. Sraszna to była noc dla niej. Zły duch kusił ją wciąż przedstawiając Cóż masz z tej pokuty? Nic. Bóg cię opuścił i ojciec cię odepchnął. Grzesz dalej, nie ma już dla ciebie innej rady. Lecz Małgorzata wzdycha­ła tylko bezustannie. Jezu zmiłuj się nade mną. Wtem usłyszała nagle głos jakiś mówiący jej w sercu: Idź i wyspowiadaj się z wszystkich grzechów całego życia. Małgorzata poszła natychmiast do spowiedzi, wyznała wszystkle grzechy, opłakiwała gorz­ko swe złe życie i postanowiła unikać grzechu za wszelkoą cenę. Rozpoczęła też zaraz gorliwą pokutę. Pracując ciężko cały dzień, spędzała jeszcze częśc nocy na modlitwie, sypiała na gołej ziemi, pościła surowo i rozmyślała często o męce i śmierci Zbawicie­la. Szatan nie dał jeszcze za wygraną. Po jakimś czasie począł ją znowu kusić i nasuwać jej następujące myśli: Dosyć już tej pokuty! Bóg przebaczy ci już twe grzechy. Rozpocznij znowu życie wesołe i wygodn. Lecz święta nic dała się omamić i odpowiedziała: Wiem, że chcesz mnie oszukać. Idź precz fał­szywy wężu.

Zaraz też uklękła przed wizerunkiem Ukrzyżo­wanego i modliła się długo i gorąco. Wytrwa­ła też w pokucie aż do śmierci, która nastą­piła po 24 latach. Umarła jako święta.

 

                        150  Tajemnica spowiedzi świętej

Pewien protestant, podróżując po Włoszech, chciał się przekonać, czy spowiednik nie zrobi użytku ze spowiedzi. Przebrał się te­dy za kapłana katoliskiego i udawszy się do kościoła, prosił o spowiedź.

Na spowiedzi wyznał, że nie jest kapłanem, ale ma zamiar odprawić Mszę Św. i że ma fał­szywe dokumenty, którymi udowadnia jakoby był kapłanem. Spowiednik na to nie udzielił mu -jak tenże protestant zeznał potem, rozgrzeszenia. Gdy jednak ów spowiednik udał się do zakrystii, a protestant poszedł za nim i jakby nic nie zaszło przedłożył mu pa­piery, które zdawały się być w porządku, spowiednik sam przygotował mu wszystko do Mszy Św. Wtedy protestant cofnął się i wyznał: teraz widzę naprawdę, że ksiądz katolicki w żaden nie robi użytku z tego, co usłyszał na spowiedzi.  Teraz wierzę, że Kościół katolicki jest prawdziwym Kościołom Chrystuso­wym i został katolikiem.

 

151  Cierpienie dla tajemnicy spowiedzi.

Nieraz spowiednicy ponosili kary, bo fałszywie oskarżali ich ci, którzy wpierw spowia­dali im się podstępnie, aby uniemożliwić obronę. W Oratowie /Ukraina/ uwięziono w 1852 r. tamtejszego proboszcza katolickiego Kobyłowicza, świątobliwego i poważnego czło­wieka, pod zarzutem, jakoby on zamordował jednego z urzędników. W rzeczywistości rzecz miała się tak: Organista zabrał potajemnie Strzelbę proboszcza i zastrzelił owego urzęd nika, który przeszkadzał mu w niecnych zamia rach. Strzelbę ukrył potem za wielkim ołta­rzem, a sam poszedł czem prodzęj wyspowiadać się przed proboszczem z popełnionej zbrodni. Zapewniwszy się w ten sposób, że proboszcz nie Zdradzi go przed sądem, tak umiał sprawą .pokierować, że znaleziono za ołtarzem strzelbę, wykazującą świeże ślady jej używania. Zapewniał biedak, że jest niewinnym., ale po za tym nie chciał dać żadnych wyjaśnień a poszlaki były zbyt jasne. Mógł uratować się jednym słowem, bo morderca był mu przecież znanym a jednak nie zdradził tajemnicy spo­wiedzi. Ostatecznie skazał go sąd na dożywotne ciężkie roboty na Sybirze.

Przedtem poprowadzono go do Żytomierza /Wołyń/ gdzie biskup Borowski dokonał na nim publicznie ceremonii degradacji kapłańskiej. Utracił więc proboszcz nietylko wolność, ale i świętą cześć kapłańską. Po dwudzies­tu latach zachorował rzeczywisty morderca i na łożu śmierci zeznał wobec świadków i urzędnika sądowego, że to on zamordował urzędnika i tegoż dnia wyspowiadał się przed proboszczem, by tak zmusić go do milczenia. Naturalnie, wysłano natychmiast rozkaz na Sybir, by uwolnić niewinnego proboszcza. Niestety ten już nie żył od  kiku lat. Najsprawiedliwszy Sędzia sprawił, by niewinny proboszcz uzyskał utraconą cześć.

 

152  Spowiedź powszechna

Niejeden grzesznik, choć ma dobre chęci, daje się omamić szatanowi, spowiada się źle i pozostaje obciążony grzechami. Św. Bernardyn opowiada o tym ciekawą historię. Święty był raz w kościele, gdzie właśnie odbywała się spowiedź. Ludzi zebrało się sporo - mężczyzn, kobiet i dzieci. Wszyscy stali pobożnie przy konfesjonale, przygotowując się w duchu do spowiedzi św. Wtem ujrzał święty szatana, który chodził skrzętnie od jednego do drugiego, a wszystkim cos do ucha. Chłopczyk pewien chciał właśnie rozpocząć spowiedź, więc szatan pobiegł szybko ku niemu i szepnął mu coś do ucha. Z drugiej strony tegoż konfesjona­łu stał jakiś stary nałogowy grzesznik, który spowiadał się często, ale nigdy nio myślał o poprawie. Z tym załatwił się szatan szybko. Obok znów stał młodzieniec, który niecierpliwił się już, że musi tak długo czekać. Zauważył to kusiciel, zaraz też zjawił się u jego boku, szepcząc mu coś gorliwie, jak gdyby chciał go czymś przekonać. Z początku nie chciał mło­dzieniec nawet słuchać, ale wkońcu zmienił postanowienie. Odszedł więc szatan rozpromie­niony. Złośliwą radością mrucząc do siebie: ten już mój. Była tam także jakaś stara kobieta, która nie wiele grzechów musiała mieć na sumieniu, chyba kilka powszednich, przyszła jednak do spowiedzi św., bo pragnęła przyjąć Komunię św. Szczęśliwą była, gdy mogła piastować Zbawiciela w swym "sercu. I u niej chciał szatan próbować szczęścia, ale wszystkie jego sztuczki były daremne i musiał odejść ze wstydwm i złościa. Zdziwiony święty przypatry­wał się dłuższy czas tym zabiegom szatana. Ostatecznie jednak przeżegnawszy się, przystą­pił do niego i zapytał surowo: Jak śmiesz pluggawić dom Boży i co masz tu do czynienia? Czart tak zagadnięty przyczaił się ze strachu, po chwili jednak odrzekł: Oddaję ludziom, co im ukradłam.Tak, a cóżeś ty im ukradł? zapytał święty. Szatan wykręcał się jak mógł, ale wreszcie wyznał: Oddaję wszystkim wstyd. Ja zwykle zabieram grzesznikom przed grzechem wstyd a po spełnieniu grzechu oddaję im wstyd napowrót. Teraz wiedział już święty wszystko i zrozumiał jego postępowanie.

153  Spowiedź musi być szczera

Święty Antoni przytacza następujący, pouczający przykład: Dziewica pewna, pochodząca z dobrej, chrześcijańskiej rodziny, była długi czas pobożną bardzo i niewinną. Prawdą jest jednak, że kto naraża się na niebezpieczeństwo łatwo w nim ginie. I ta dziewica nie unikała okazji do grzechu. Wnet też popadła w grzech ciężki, straciła niewinność. Odtąd przestało dla niej istnieć szczęście i zadowolenie. Drę­czona wyrzutami sumienia poszła do spowiedzi. Nie odważyła, się jednak wyznać tego najgłówniejszego grzechu i zamilczała go przez fałszywy wstyd. Odtąd zwiększyło się jeszcze więcej jej udręczenie. IIe razy spowiadała się, zawsze szatan podszeptywał jej: nie mów tego. Umrzesz chyba ze wstydem. Biedna, uległa podszeptom szatana. Wkońcu nie mogła dłużej wytrzymać tej katuszy i pragnęła koniecznie uwolnić się od winy. Postanowiła, że wyrzeknie się świata i zostanie zakonnicą. Tak się też stało. Przed ślubami odprawiła spowiedź generalną, wyznała też ów grzech brzydki, ale tak niejasno, z ta­kimi zmianami i upiększeniami, że spowiednik nawet samej istoty grzechu nie przeczuł. Od­tąd wiodła życie napozór wzorowe i cnotliwe, oddawała się gorliwie praktykom religijnym, ale jej serce nie zaznało Spokoju. Ta rozter­ka wewnętrzna przyprawiła ją nawet o chorobę śmiertelną. Mając już przyjąć ostatnie Sakramenta jeszcze raz postanowiła sobie w obliczu śmierci, że wyzna spowiednikowi wszystk. Gdy jednak przyszła chwila spowiedzi, zamilczała i teraz ów grzech. Przyszła chwila konania, chora straciła przytomność i umarła tak o swym grzechu. Nikt nie domyślał się nawet prawdziwego stanu rzeczy. Zakonnice przekona­Ne były o jej .świątobliwości i modliły się gor­liwie za spokój jej duszy. Dopuścił jednak jego, że nieszczęśliwa mogła ukazać się po ilokroc modlącym się za nią zakonnicom. Stała przed nimi zmieniona strasznie i z rozpaczając zawołała: Przestańcie modlić nie za mnie Jestem potępiona, ponieważ w młodości mej za­taiłam grzech jeden na powiedzi. Oto są skutki złej spowiedzi. Zatajenie grzechu, odkładanie wyznania, a w następstwie tego wieczne potępienie.

 

 154  Jedno Ojcze nasz za pokutę

Bóg chętnie daruje winy i kary, jeżeli grzesz­nik szczerze i gorąco żałuje i pragnie za winy pokutować. Do św.biskupa Piotra z Corbeil przyszedł raz wielki grzesznik. Skruszony wielce i zalany łzami wyznał mu swe straszne grzechy. Tak przejęty skruchą i żalem, iż rzekł do bisku­pa: Mój Ojcze, chętnie poniósłbym tysiąc razy śmierć, byłe tylko Bóg okazał mi swe miłosier­dzie. Na to rzekł biskup: Za grzechy twe bę­dziesz sprawował pokutę przez siedem lat. Co? zawołał grzesznik - tylko siedem lat mam po­kutować za tak wielkie grzechy? I znowu rzekł święty: I jeszcze ten czas pokuty skrócę ci znacznie. Idź i sprawuj post o chlebie i wodzie przez trzy dni.

Zapłakał grzesznik rzewnie, widząc łaskawość biskupa, a biskup widząc jego łzy, rzekł znowu: I tego nie potrzeba, idź i odmów tylko jedno "Ojcze nasz. Grzesznik upadł natychmiast po spowiedzi na kolana i z przejęciem odmówił zadanną pokutę. Wtem zbladł, przewrócił się i za chwilę już nie żył. Wzruszony głęboko biskup rzekł do zebranych: Jestem przekonany, że ten niebosz­czyk znajduje się już w gronie świętych w nie­bie. Otóż widzimy, jak pokuta może starczyć za wszelkie kary czyśćcowe.

 

155  Król przez 8 lat braciszkiem klasztornym

Trzeba się starać odpokutować kary za grzechy już tu na ziemi.W słotny, burzliwy dzień jesienny 1881 r.zapukał do bramy Benedyktynów w Ossyaku /Karyntia/ znużony wędrowiec w szacie pokutniczej. Wydawał się być niemym i tylko gestami dał do zrozumienia, że chciałby zostać mnichem. Ówczesny opat Teodor po spowiedzi św. przyjął go na braciszka do klasztoru. Przez osiem lat spełniał przybysz w klasztorze najniższe posługi z największą ochota i gorliwością. Wiódł ży­cie pokutnicze. Po ośmiu latach zachorował ciężko, a czując zbliżającą się śmierć przer­wał dotychczasowe  milczenie i zeznał zebranym przy łożu mnichom, co naststępuje: Jam jest Bolesław II, król polski. Za mego pa­nowania popełniłem wiele okrutnych czynów, między innymi zamordowałem własna ręką przy ołtarzu świętego męża Stanisława biskupa kra­kowskiego, a to, iż wytykał mi błędy. Papież wyklął mnie za to. Byłem w Rzymie, a powracając wstąpiłem tu, by w waszym klasztorze poku­tować za popełnione winy. Na dowód prawdy pokazał jeszcze obecnym swój pierścień królewski, poczym zamknął oczy na zawsze.

Przy nowo wybudowanym kościele tamtejszym widać do dziś przy północnej ścianie za kratą grobowiec togo polskiego króla, który za swe grzechy odpokutował tak bohatersko już tu na ziemi. Na grobowcu widnieje napis łaciński: Bolesław,kró1 polski, który zabił św.Stanisława, biskupa krakowskiego. Obok widać powalonego konia bez jeźdźca -prawdopodobnie symbol nieopatrznych; czynów zmarłego.

 

 

156  Odwołanie szwaczki.

Do zadośćuczynienia należy także naprawić wy­rządzone krzywdy. W pewnej wsi żyła uboga kobieta, wdowa,która skrzętną pracą swych rąk utrzymywała siebie i pięcioletnie swe dziecko -zaraz jednak po­częto odsuwać się od niej i nikt nie dawał jej nic do roboty. Biedna kobieta nie umiała wyjaśnić sobie przyczyny. Parę zaoszczędzonych groszy wnet się rozeszło i nędza zajrzała do chatki wdowy. Doszło wreszcie do tego, że mu­siała iść prosić chleba. Lecz gdy pojawiła się na czyimś progu, uciekano od niej i bronio­no wstępu. Wreszcie na jej dopytywanie rzekł jej raz ktoś szorstko: Wy sami wiecie najlepiej jaką niebezpieczną macie chorobę, trzeba się was strzec jak ognia. Teraz zrozumiała bie­daczka o co ją obwiniają i dlaczego jej unika­ją. Pokrzywdzona i odtrącona od ludzi, tym goręcej modliła się do Boga i cierpliwie zno­siła nędzę. Nadszedł czas odpustu jubileuszo­wego i ludzie garnęli się licznie do konfesjonału, by pojednać się z Bogiem. Pewnej nie­dzieli była w kościele i nasza wdowa trzymając się nieśmiało na uboczu. Ku zdziwieniu wszyst­kich zbliżył się do niej po nabożeństwie wójt gminy i rzekł: Kobieto, wyrządzono ci wielką krzywdę, nadszedł czas jednak zadośćuczynienia. Przezytaj sobie co napisano tu na tablicy. Zbliżyła się wdowa do tablicy i ujrzała na niej następujący otwarty list: Ja niżej pod­pisana, oświadczam przed całą gminą, że z za­wiści i brudnej chciwości oczerniłam biedną kobietę- wdowę, rozgłosiłam o niej kłamliwie, że ma tajemną, zaraźliwą chorobę. Odwołuję niniejszym to oszczerstwo i proszę wszystkich, a przede wszystkim samą oczernioną o przeba­czenie. Anna Giesel- szwaczka.   

Wróciwszy do domu zastała wdowa list od tej­że szwaczki, a w nim 50 galenów jako odszkodowanie za krzywdę. Pobiegła wdowa z tymi pieniędzmi do szwaczki, by jej zwrócić, ale nie zastała jej już. Anna Giesel wyjechała ze wsi na zawsze i nikt nie widział gdzie.

 

157  Ostatnie olejem namszczenie

Pewien młodzieniec ciężko zachorował. Choroba czyniła szybkie postępy. Złośliwa febra wyniszczyła prawie zupełnie jego organizm. Lekarz oświadczył wreszcie, że nie ma dla chorego ratunku i że do rana musi umrzeć. Gorączka nasuwała mu przed oczy różne obrazy. To zda­wało, mu się, że leży gdzieś pośród umarłych, to znów stawały mu jak żywe przed oczy wszystkie grzechy, a głos jakiś złowrogi szeptał mu: To wszystko ty uczyniłeś, czyż może ci Bóg przebaczyć? Dreszcze trwogi śmiertelnej przenikały chorego, a w chwilach powracającej przytomności rozpacz ogarniała jego duszę. Zyczliwi przyjaciele zwróili mu wreszcie uwagę, w jak niebezpiecznym znajduje się stanie. Mło­dzieniec kazał natychmiast wezwać księdza. Rozpoczął spowiedź, o ile siły pozwoliły na to, ale w połowie spowiedzi stracił nagle przytomność. Jeszcze raz przyszedł do siebie, przyjął nabożnie Ciało Pańskie i Ostatnie Na­maszczenie. Od tej chwili uczuł się dziwnie spokojnym i pocieszonym, wszelka trwoga ustąpiła z jego serca. Pogodził się ze swym lo­sem i modlił się z ufności aż Boże umrę chęt­nie, jeśli taką jest wola twoja. Zdawało mu się rzeczywiście, że gaśnie w nim tlejąca iskierka życia. Tętno stawało się coraz słab­sze i wolniejsze. Nadszedł poranek, lecz nad spodziewanie uczuł naraz chory dziwną ulgę, nowe życie poczęło wstępować w jego wynisz­czone ciało. Zdumiony lekarz musiał oświad­czyć, że niebezpieczeństwo minęło i że chory wraca do zdrowia- Po kilku zaledwie tygod­niach odzyskał ów młodzieniec zupełnie zdro­wie. Wdzięczny za darowanie mu życia -postano­wił to życie ofiarować Bogu. Poświęcił się stanowi duchownemu, został kapłanem, by pra­cować wśród opuszczonych dzieci, biorąc w tym przykład z Boskiego Przyja ciela dzieci. Sakrament ten leczy nie tylko duszę, ale często i ciało. .

 

158   Dobre dziecko

Pewien ojciec rodziny zachorował śmiertelnie. Jednego dnia jego ośmioletnia córeczka weszła niespostrzeżenie do pokoju, a przystąpiwszy do chorego ojca, ściskała go i całowała z dziecięcą czułością, wreszcie przestała,a patrząc poważnie swymi pięknymi, dużymi ocza­mi rzekła: Tatusiu, lekarz powiedział, że dla ciebie już nie ma ratunku i niedługo umrzesz. Właśnie pocieszają mamusię,  która płacze w pokoju. Nikt nie śmie ci powiedzieć, że tak źle z tobą. Pomyślałam sobie tedy, że muszę, to ja uczynić, bo nasz ksiądz mówi, że grze­szą dzieci i otoczenie, jeżeli dopuszczą ro­dzicom umierać bez Sakramentów św. Tatusiu, ty jeszcze dziś poprosisz księdza i wyspowiadasz się, prawda? Chory przyjął jak przystało na dobrego kato­lika tę przestrogę jaką Pan Bóg doń skierował przez usta kochającej córeczki. Idź, poproś księdza moje dziecko- rzekł wzruszony. A gdy przyjął z największą pobożnością Ostatnie Sakramenta św. mówił ze łzami w oczach: Coby się ze mną stało, gdyby nie to kochane moje dziecko. Nazajutrz już nie żył.

 

159  Prawdziwy czarodz iej

Ostatnie Namaszczenie przyczynia się nieraz do odzyskania zdrowia.

W szpitalu w którym służby dozorczyni pełni­ły protestantki, leżała ciężko chora 17-letnia dziewczynka katoliczka. Podczas jednej z wizyt zbadał lekarz stan gorączki i potrząs­nął głową: 41 stopni, tej już niewiele się należy. Posłyszała to chora i rzekła natych­miast do dozorczyni: Obawiam się, że wnet umrę, proszę bardzo zawołać mi zaraz księdza katolickiego, Dozorczyni oznajmiła to życzenie lekarzowi szpitalnemu, a ten zawołał: Dziwni są katolicy z tą swoją gorliwością w zaopa­trywaniu się na śmierć. Wszystko to drażni tylko chorych niepotrzebnie. Uczyniono jednak zadość życzeniu chorej, która z pobożnością wielką przyjęła Ostatnie Sakramenta. Zaledwie kapłan odszedł, pospieszył lekarz do chorej, aby zobaczyć, czy stan jej nie pogorszył się. Zbadawszy gorączkę, zawołał ze zdziwieniem: Ależ to prawdziwy czarodziej! Tylko 39 stopni o całe dwa stopnie opadła gorączka. Chora oznajmiła mu również z uciechą, że czu­je się znacznie lepiej. Gdy nazajutrz rano kapłan pojawił się znowu w szpitalu, rzekł mu lekarz: Ojcze wielebny, radnym, abyście jak najczęściej nawiedzali swych chorych. Kapłani katoliccy opowiadają o wielu takich wypadkach, w których chorzy, przyjmujący bez zwłoki Ostatnie Sakramenta doznawali widocz­nej i natychmiastowej ulgi w chorobie.

 

 160  Wytrwał ość poczciwego sługi

Obowiązkiem naszym jest nakłaniać ciężko chorych by przyjęli Ostatnie Sakramenta św. Nie­dawno żył w pewnym mieście oficer, który był zawziętym wrogiem religii i modlitwy. Miał wiernego służącego, który wychowany pobożnie w domu, zawsze pamiętał o tym, by co dzień odmówić modlitwy przed krzyżem, zawieszonym na ścianie. Zobaczył to raz oficer i rozka­zał natychmiast zdjąć Krzyż ze ściany.Wkrót­ce zachorował oficer ciężko i lekarze oświadczyli, że tylko kilka godzin pozosta­je mu do życia. Poczciwy sługa zmartwił się bardzo. Pamiętając zaś przede wszystkim o duszy chorego wszedł śmiało do pokoju i rzekł: Proszę pana, jest tu ktoś, jeden z najlepszych przyjaciół pana, radby wejść i pojednać się z panem. Czy mogę go wpuś­cić? Oficer zdziwiony nieco kazał wezwać czekającego. Wtedy sługa wybiegł, chwycił krucyfiks, który przedtem wisiał w jego izdebce, a pokazując go choremu rzekł: Oto ten najlepszy przyjaciel, który panu tyle dobrodziejstw w życiu wyświadczył, a którego pan dotychczas tak prześladował.

On jednak jest najmiłosierniejszym i pragnie, by pan pojednał się z Nim przed śmiercią. Pro­szę przynajmniej teraz Go nie odpychać. Chory wziął krzyż, ucałował go ze łzami w oczach a potem poprosił sługę, by wezwał na­tychmiast kapłana. Po przybyciu kapłana wyspo­wiadał się ze skruchą. Zmarł z sercem spokojnym i z pogodną twarzą.

Jak to pięknie i dobrze, gdy przyjaciele upo­minają chorego do pojednania się z Bogiem. Kto zaniedbuje tego z fałszywej delikatności albo tchórzostwa, ten nie jest prawdziwym przyjacielem chorego, bo nie pragnie jego ra­tunku.

 

161  Kapłaństwo

Kapłan piastuje wysoką godnośc, dlatego win­niśmy kapłanowi cześć i uszanowanie. W żywocie wielkiego biskupa św.Franciszka Salezego czytamy następujące zdarzenie.

Pewien nowowyświęcony kapłan miał właśnie wyjść z kościoła. Przy drzwiach przystanął na chwilę jakgdyby ustępował komuś miejsca, choć w pobliżu nie było nikogo. Zauważył to biskup ze zdziwieniem i na dworze zapytał owego księdza o przyczynę. Ten dał mu takie wyjaś­nienie: Bóg dał mi łskę widzenia mojego Anio­ła Stróża. Zanim zostałem kapłanem, anioł wy­chodził zawsze pierwszy. Dziś jednak przysta­nął u drzwi i dał mi pierwszeństwo, by w ten sposób uczcić mnie jako kapłana. Oświadczył też, że jest sługą moim i wszystkich kapłanów. Nasz naród odznaczał się zawsze wielkim sza­cunkiem dla kapłanów.

Znanym z tego jest Bolesław I. Zbudował on wiele kościołów i klasztorów, sprowadził licz­ny zastęp zakonników, których wielce szanował. On pierwszy zaczął kapłanów nazywać księżmi t.j. książętami, bo dawniej książę i ksiądz jedno znaczyło.

 

                                             Inne przykłady

  

             Sakrament Małżeństwa

 

162   Myślałam, że_wstępujesz do klasztoru.

Pewna panienka poczęła naraz pilnie uczęszczać do kościoła i modlić się ze szczególną gorli­wością. Zdziwiono się, gdy pewnej niedzieli usłyszano jej zapowiedzi. Pewna znajoma, ży­cząc owej panience szczęścia, nie mogła pow­strzymać się od następującej uwagi: Zdumioną byłam, słysząc, twe zapowiedzi. Widząc iż sta­łaś się tak pobożną, byłam pewna, że chcesz wstąpić do klasztoru. Panienka odrzekła jej na to: Właśnie ponieważ zamierzam wstąpić w stan małżeński, modliłam się tak gorliwie. Prosiłam Boga o radę i błogosławieństwo .Wiem, że stan małżeński nakłada wiele obowiązków i uciążliwości, wiele też potrzeba małżonków i łaski Bożej, o którą już przed ślubem prosić powinni.

 

163  Oko chce mieć także jakąś pociechę

Narzeczeni powinni rozważyć dobrze krok, jaki mają przedsięwziąć. Powinni poznać swe charaktery, bo łagodność charakterów daje rękojmię przyszłego szczęścia małżeńskiego. Pewna dziewczyna wiejska miała wyjść za mąż za czło­wieka pijaka. Rodzice troszcząc się o jej przyszłość prosili księdza proboszcza, by od­wiódł ją od tego postanowienia. Tłumaczył jej proboszcz, by nie brała za męża pijaka, bo bę­dzie nieszczęśliwa, ale dziewczyna rzekła ze śmiechem: Księże proboszczu, już ja go odzwy­czaję od picia. Moje dziecko- rzekł proboszcz   pamiętaj, że nałóg nie da się tak łatwo wy­korzenić, pijak zostanie pijakiem i zatruje ci życie. Na to rzekła dziewczyna: Może być księże proboszczu, ale mój Antek jest najdo­rodniejszym we wsi, a przecież oko chce mieć także jakąś uciechę. Widział proboszcz, że daremne jego tłumaczenie, więc dał spokój.

W szustym tygodniu spotkał tą dziewczynę, teraz juz młodą mężatkę z okiem przewiązanym chust­ką. Zapytana co jej jest, poczęła narzekać, że mąż ją tak poniewiera, bije po pijanemu i nie ma dla niej dobrego słowa. Proboszcz pocieszał ją i zachęcał do wytrwania, ale zarazem dał jej nauczkę, bo wskazując na podbi­te oko powtórzył własne słowajej dawniej wypowiedziane: Oko chce mieć też jakąś po­ciechę.

       .

164/   Odmowna odpowiedź papieża dana króIowi Henrykowi VIII

Małżeństwo chrześcijańskie jest nierozerwalne. Henryk VIII, król angielski /rządził 1509-I547/, zjednał sobie w początkach panowania wielkie zasługi dla Kościoła katolickiego. Występował gorliwie przeciw nowatorstwem -Lutra, wydał nawet dzieło, w którym bronił nauki Kościoła przeciw napaściom Lutra. W uz­naniu tych zasług nadał papież królowi tytuł „Obrońcy wiary. Tenże sam król stał się jed­nak później okrutnym prześladowcą Kościoła, a to z następujących powodów. Prosił król pa­pieża, by unieważnił jego 17-letnie małżeńśtwo z Katarzyną Aragońską, bo chciał pojąc za żonę damę dworu, Annę Boleyn. Papież nie dał się niczym skłonić do rozłączenia tego, co Bóg złączył. Oburzony tym Henryk sam własnowolnie odprawił dotychczasową małżonkę i ożenił się z Anną Boleyn /71532/, równocześ­nie zaś począł tępić w swym państwie religię katolicką. Sam ogłosił się głową Kościoła w Anglii, przepisy religii zmieniał według swego upodobania. Kto nie chciał uznać go głową Kościoła, tego skazywano na śmierć. Tak zginęło za jego panowania przeszło 20 biskukupów, około 600 księży i mnichów, około 400 szlachciców, ogółem około 72.000 ludzi. Uprzykszywszy sobie pożycie z drugą żoną, ka­zał ją ściąć i ożenił się z inną- damą dworu.

Tak czynił jaszcza po trzykroć, a więc ogółem miał sześć żon. Jak tylko uprzykszyła mu się która żona, kazał ją poprostu sprzątnąć ze świata. Dlatego siostra króla duńskiego, o którą także się starał, kazała mu wprost powiedzieć: Gdybym miała dwie głowy, może zgo­dziłabym sia na to małżeństwo, że jednak mam tylko jedną, której nie chcę stracic, więc nie mogę zgodzić się na tę propozycję. Przez ostatnie cztery lata życia cierpiał Hen­ryk dotkliwie. Otwarta rana na nodze trapiła go dniem i nocą, sprawiając mu straszne bóle. Mimo to szalał król jak dziki zwierz. Im wię­cej cierpiał, tym więcej wyroków śmierci pod­pisywał, aż wreszcie sam musiał stanąć przed sprawiedliwym trybunałem Boga. Widzimy, że nawet papież nie może rozwiązać małżeństwa ważnie zawartego, nie może działać wbrew woli Bożej.

 

Sa kramentalia

 

165  Św. Błażej i chory chłopiec

Św. Błażej /+ 516/ biskup miasta Sebastów Ma­łej Azji był przedtem jako człowiek świecki lekarzem. Raz przyniosła do niego pewna ko­bieta chłopca swego, któremu ość rybia ut­knęła w gardle. Chłopiec dusił się już pra­wie i zrozpaczona kobieta prosiła świętego o ratunek. Błażej kazał przynieść dwie świe­ce i zapaliwszy je, trzymał je na krzyż pod szyją dziecka. Równocześnie modlił się gorąco­ i przeżegnał chore miejsce. I oto ość wy­szła wolno z gardła i chłopiec był ocalony. Na pamiątkę tego zdarzenia udzielają kapła­ni w dniu św. Błażeja /3 lutego/ błogosła­wieństwa i modlą się, by uczestnicy tego błogosławieństwa uchronieni byli od chorób gardła.

           

            166  Rozbitek z różańcem na szyi

W roku 1572 powstała u wybrzeży Portugalii straszna burza morska, która zniszczyła wie­le okrętów, między innymi także okręt w Setubel do Sewll. Na okręcie tym znajdował się młody Portugalczyk Piotr Mendy. Ten widząc  niebezpieczeństwo grożące okrętowi, zawie­sił sobie na szyi poświęcony różaniec, i po­czął się modlić, do Matki Boskiej, by uchro­niła go od śmierci. W kilka chwi1 potem zniknął okręt w nurtach morza. Wszyscy podróżni zginęli, ocalał tylko Piotr Mendy. Gdy odzy­skał przytomność ujrzał, że znajduje się na wybrzeżu i że nie grozi mu żadne nie­bezpieczeństwo. Ucałował różaniec i pospie­szył do pobliskiego kościoła, by podziękować Bogu.  Zdumieli się ludzie nad tym cudownym ratunkiem.

Noszenie rzeczy poświęconych nie jest zabo­bonem, ale rzeczą pożyteczną.

 

167  Kolejarz żądny błogosławieństwa

W pewnej wsi, gdzie znajdował się dworzec kolejowy, widzieć można było w każdą niedzie lę, jak pod koniec nabożeństwa przybiegał do kościoła jeden kolejarz cały zdyszany. Pewien pan zapytał go raz, dlaczego przycho­dzi zawsze pod koniec Mszy św. Kolejarz rzekł-mu na to: Prędzej nie mogę przyjść, bo mam służbę. Lecz skoro tylko służba się skończy, spieszę czym prędzej do kościoła, by przynajmniej błogosławieństwo otrzymać. Bez błogosławieństwa Bożego nie chciałbym rozpo­czynać tygodnia, bo przecież „Bez Boga ani do proga".

 

___________________________________________________________________  

    

         KRÓLUJ  NAM  CHRYSTE  ZAWSZE  I  WSZĘDZIE

 

Zegar
 
Przycisk Facebook "Lubię to"
 
Reklama
 
Sposoby Kontaktu
 
Żywy Płomień kontakt:

Tel-kom: 0 601 27 96 32

viviflaminis@gmail.com

gg -5388746
Inne po nawiązaniu kontaktu ze mną.
Licznik Gości Strony.
 
UWAGA KOMUNIKAT!!!!!!
 
Bardzo wszystkich czytelników przepraszam za umieszczone złe, nieprzyzwoite reklamy na mojej stronie, ale korzystam z darmowej strony, portalu TLEN. Administrator tego portalu nie jest katolikiem i umieszcza celowo takie reklamy na moim portalu aby odstraszyć użytkowników.
 
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=