Koszmary senne.

Koszmary senne objawem działania złego ducha oraz choroby demoniczne

by wobroniewiary

Objawy działania złego ducha

Objawy ingerencji demonicznych uwidaczniać się na różnych płaszczyznach, i cechować się różną skalą nasilenia, dotyczyć ludzi, zwierząt, miejsc i przedmiotów. Ksiądz egzorcysta ma zadanie rozpoznać, jaki jest zakres działania złego ducha w danym przypadku. Jego ocena przeprowadzana jest zwykle po badaniach lekarskich, aby wykluczyć np. zaburzenia psychiczne i naturalne pochodzenia zjawisk.

Działanie demoniczne na człowieka może uwidaczniać się na płaszczyźnie duchowej i fizycznej. Wymieniamy zaczynając od tych stosunkowo łagodnych aż po zjawiska w skrajnej postaci.

1. Na płaszczyźnie duchowej

  • Pokusy - szczególnie silne, zachęcające do zła.
  • Myśli - sprośne, wulgarne, przeciw temu, co nadprzyrodzone.
  • Trudności w modlitwie, lekturze Pisma Świętego, niechęć do nawrócenia.
  • Koszmary senne, czasem połączone z widzeniami i silnym poczuciem obecności złego ducha (duszenie, dotyk, chwilowy paraliż).Niechęć do sacrum, w tym:
  • Awersja wobec Boga, osób wierzących i duchownych (kapłanów, sióstr zakonnych).
  • Agresywne zachowania na tle religijnym i społecznym, nerwowe reakcje na czyjąś pobożność, praktyki duchowe i modlitwy (szczególnie za osobę dręczoną).
  • Niechęć, niemożność przystępowania do sakramentów, uczestniczenia we Mszy św., nabożeństwach.
  • Dziwne zachowania w czasie jedzenia pobłogosławionych posiłków (np. trudność spożycia posiłku z dodaną wodą święconą), także niechęć do noszenia poświęconej odzieży lub ubrań z wszytym poświęconym medalikiem.
  • Wstręt do sakramentaliów (błogosławieństwa, wody święconej, medalików i przedmiotów poświęconych, także wizerunków świętych postaci); nerwowe reakcje albo sztywnienie na dotknięcie relikwią świętego, poświęconym medalikiem. szkaplerzem; wstręt do krzyża, znieważanie rzeczy poświęconych, kościołów.

2. Na płaszczyźnie psychicznej i dotyczące zdrowia:

  • Nagłe zmiany zachowań, trwałe zaniedbywanie się w obowiązkach, zmiana osobowości.
  • Depresja, utrzymujące się złe samopoczucie, próby samobójcze, samookaleczenia.
  • Zboczenie płciowe i perwersje seksualne.
  • Zdolności paranormalne, jasnowidztwo, znajomość spraw ukrytych, mówienie nieznanymi językami (których zniewolona osoba nigdy się nie uczyła).
  • Zakłócenia zdrowia szczególnie bóle głowy, żołądka, pleców, ścisk gardła, które nie daje się zdiagnozować ani wyleczyć.
  • Nadzwyczajna siła, szatańskie, okultystyczne symbole na ciele występujące podczas modlitwy, wypluwanie z ust (materializacja) przedmiotów związanych np. z magią.

3. Zjawiska w otoczeniu:

  • Opresje - niewyjaśnione zjawiska, odgłosy pukania, słyszalne kroki, przemieszczanie się, pojawianie i znikanie przedmiotów, samoczynne otwieranie drzwi i okien, zjawiska typu poltergeist (tzw. duch-psotnik).
  • Zachowanie zwierząt domowych jakby wyczuwały czyjąś obecność (np. wpatrywanie się w jedno miejsce, ucieczka w przerażeniu).
  • Znajdowanie przedmiotów - niekiedy w poduszkach, materacach osób opętanych odnajduje się dziwne przedmioty, np. laleczki, figurki zwierząt lub ludzi, bryłki zakrzepniętej krwi, kosmyki włosów, odłamki metalu lub drewna które mogą świadczyć o odprawieniu guseł czy innych form czarów.

Przypomnijmy:
Świadectwo Bartosza – straszne noce, paraliże senne, ataki złego ducha, potem spowiedź, przebaczenie i trzy najpiękniejsze słowa „Jezu ufam Tobie”

Otrzymaliśmy dziś na maila świadectwo Bartosza (nazwisko do wiadomości redakcji)
Publikujemy je w całości, jedyne co dodajemy to obraz Jezusa Miłosiernego :)

Od razu zaznaczam że pozwalam na używanie poniższego tekstu przez Was (wobroniewiaryitradycji) – mam pełne zaufanie do całego zespołu. Nie mówiłem o tym jeszcze nikomu w takich szczegółach jak to uczynię tutaj, a zrobię to dlatego, ponieważ ta historia mnie zmieniła (i wciąż zmienia) i może pomóc także innym. Wierzę że uda się moje świadectwo opublikować w całości, ale jak najbardziej edytujcie je w niezbędnym, uznanym przez siebie zakresie. Postaram się być w miarę zwięzły.

Wszystko zaczęło się w grudniu 2012. Wtedy byłem pewien że to koszmar. Obudziłem się w nocy, chwilę po obudzeniu moje łóżko zaczęło tak dygotać i reagować jakby ktoś bardzo duży bardzo mocno w nie kopał (sam to później testowałem). Trwało to chwilę, po czym poczułem jakbym „drugi raz się obudził” jednak w tej samej pozycji, w tym samym miejscu i z sercem które biło mi z tysiąc razy na minutę.

Kolejna noc – podobne okoliczności. Tym razem łóżko zaczęło się wręcz się kołysać – tak jakby to była bujana ławeczka, jakaś huśtawka – i to mocno. Znowu efekt „kolejnego przebudzenia”, zlany potem i zdruzgotany starałem się z zamkniętymi oczami udawać że nic nie pamiętam, że nic się nie stało – tak też było poprzedniej nocy.

Stopniowo te „przygody” zaczynały coraz bardziej mnie niepokoić. Pojawiło się zjawisko, które niektórzy określają „paraliżem sennym” (jak się później dowiedziałem), coś co się stało nieodłącznym elementem moich wielotygodniowych nękań nocnych. Jak sama nazwa wskazuje, człowiek nie jest w stanie się ruszyć, mimo że jest w pełni świadom i chce to uczynić. Reszta już zależy od naszej modlitwy i wiary. U mnie ten paraliż na początku wyglądał tak, że po przebudzeniu miałem uczucie napierania jakiejś siły dosłownie do wnętrza moich uszu – zupełnie jakby jakiś potężny strumień powietrza był kierowany w twoją twarz. Jak gdyby ktoś ci dmuchał w uszy tyle że sto razy mocniej. Po prostu jakaś energia, jakby wiatr pod dużym ciśnieniem który dosłownie napiera – o różnym natężeniu – raz zwalniając, raz przyspieszając do granic wytrzymałości psychicznej, do granic strachu. Pokój w którym sypiam jest w nocy bardzo oświetlony przez lampy uliczne (czasem świecą dwie naraz, obok siebie), przez co nieraz mam problemy z zaśnięciem. Podczas paraliżów natomiast, gdy się budziłem, w pokoju było bardzo ciemno, czarno wręcz. Na początku były „tylko” paraliże + „wiatr” + ciemność. Cały czas łudziłem się, że to powtarzający się koszmar o podobnym scenariuszu i w końcu uda mi się go pokonać o własnych siłach. Później zaczynało być gorzej.

Po kilku nocach, gdy już przebudziłem się, czując że nadchodzi ten sam „koszmar”, wszystkim opisanym wyżej zjawiskom zaczęła towarzyszyć zawsze jakaś postać wchodząca do mojego pokoju. Wyglądała naprawdę różnie: raz niczym zjawa lewitująca nad ziemią, jak jakiś cień, który wsuwał się na moje plecy i powodował że ten sam „wiatr” który czułem w uszach napierał również na moje ciało z całej siły, innym razem jakby jakieś dziecko bardzo małe, które szybko wbiegało do mojego pokoju i wskakiwało na mnie. Cały czas zaznaczam – byłem pod wpływem paraliżu, nie byłem w stanie się ruszyć choć bardzo chciałem, a im bardziej chciałem i się starałem tym bardziej odczuwałem nieraz śmiech tej istoty i jej siłę. Widzisz, słyszysz, czujesz, serce ci bije jak oszalałe, jesteś spocony na maksa, ale nie możesz się ruszyć, jest tylko twoja świadomość. Nawet oczy ledwo można zamknąć, gdy się próbuje, zdajesz się widzieć „przez powieki”, albo widzisz jeszcze inne rzeczy np. jakieś diabelskie twarze roześmiane, tuż przy twojej głowie. Czasem wręcz niemożliwe było u mnie zamknięcie oczu, bo jakaś siła mi je z powrotem otwierała. Z mową jest identycznie: chciałem krzyknąć, powiedzieć coś, cokolwiek – nie dało rady. Bardzo cichy jęk – to jedyne co raz czy dwa wydobyłem z siebie. Zupełnie jakbym był „roślinką”.

Taki scenariusz regularnie się powtarzał przez kilkanaście, może kilkadziesiąt nocy. Raz nawet pomyślałem: „a może jak prześpię się w innym pokoju, to to coś tam nie wejdzie?” – myliłem się, nic bardziej naiwnego. Po każdej kolejnej nocy czułem się coraz bardziej niewyspany, zmęczony, do tego wcześnie rano zajęcia, wstawałem nad ranem, ciemne zimowe ranki… Straszliwie dawało mi się to we znaki. Nie miałem nocy wytchnienia, to następowało codziennie, zaczęło dochodzić do mnie że to jakieś nękanie (miałem nadzieję że nie opętanie).

Któregoś razu po przebudzeniu nad ranem, przyśniło mi się że coś mnie uniosło i rzuciło z całej siły o odległy kąt pokoju. Zupełnie jakbym był niczym. Byłem pewien że to sen, bo inaczej byłbym połamany, a przynajmniej posiniaczony.

Najgorszego razu doświadczyłem gdy nad ranem znów odczułem całą tę ciemność, energię i poddźwięki w uszach – podobne wrażenie mamy gdy w jakimś sąsiednim pokoju ktoś ogląda ściszony telewizor kineskopowy albo jak ktoś ma nadciśnienie, tyle że tutaj kilka razy intensywniej, no i u mnie nikt tv wtedy nie oglądał, a już napewno nie na kineskopie, nadciśnienia też nie mam. Wtedy udało mi się podnieść, ale nie mogłem oderwać mojej dłoni od łóżka – była jakby przytwierdzona, jakby jakiś magnes ją ciągnął w dół, czułem że waży z 500 kilo i nie byłem w stanie jej podnieść, pomagałem sobie drugą ręką i ciągnąłem z całych sił. W pewnym momencie już czułem, że ta cała ręka nie należy do mnie, że nie mam w niej władztwa jakby była sparaliżowana, leżała bezwładnie, nie była moja ani zależna ode mnie. Myślałem że może przygniotłem ją podczas snu i teraz nie mam krążenia czy coś ale to zupełnie co innego nigdy przed i potem mi się to nie przytrafiło. Gdy już ta ręka oderwała się od łóżka, uniosła się bezwiednie w moją stronę z dziwnie wygiętymi palcami w geście chwytania/łapania. I tak chwilę „lewitowała” naprzeciwko mojej twarzy poruszając powoli palcami. Do dzisiaj nie wiem czy ta sprawa z ręką mogła się rzeczywiście wydarzyć, ale wtedy nie miałem wątpliwości, byłem przerażony – od 5 nad ranem nie spałem, wstałem do laptopa wchodząc na stronę mojej parafii i szukając najbliższej mszy. Była dopiero o 6.30 ale przeczekałem. Poszedłem do spowiedzi, trafiłem do wspaniałego ojca jezuity, niesamowicie charyzmatycznego, mądrego i poczciwego. Ale nie powiedziałem mu o tych przygodach. Wyznałem mu grzechy a on podsunął mi obraz Jezusa „Ufam Tobie” i kazał go wziąć. Powiedział abym codziennie rano budząc się, nawet na leżąco, mówił sobie, albo przynajmniej myślał: „Jezu daj mi wszystko co trzeba, abym przeżył ten dzień w przyjaźni z Tobą – Jezu ufam Tobie”. Powiedział mi, że kiedyś któremuś świętemu Jezus wyznał, że gdy ktoś modli się do Niego tymi słowami („Jezu ufam Tobie”), On nie potrafi niczego odmówić. Wiedząc że jestem zaledwie studentem, o tak wczesnej porze w kościele, powiedział: „Widzisz, bo wcale nie musiałeś tu przychodzić a jednak tu jesteś, jednak coś cię tu sprowadziło”.

Zacząłem sypiać z różańcem na szyi, modląc się przed snem. Także dzięki wam drodzy Bracia i Siostry – bo to tutaj przeczytałem liczne świadectwa, napisaliście też że Różaniec Św. jest potężnym egzorcyzmem sam w sobie. Nękania trwały, ale były krótsze, słabsze, a ja silniejszy i odważniejszy niż przedtem. Zacząłem w myślach powtarzać podczas ich trwania: „W imieniu Jezusa Chrystusa rozkazuję wam odejść”. Pomagało. Gdy czułem napięcie, strach – odmawiałem różaniec. Bardzo pomagało. Nie wiem czy w tym też udział miał Szatan, ale koraliki od różańca często mi się rozrywały podczas snu i budziłem się rano z urwanym różańcem pode mną, za każdym razem go naprawiając. Codziennie rano oddawałem się Matce Bożej w opiekę i prosiłem Chrystusa, aby wstąpił w moje życie i kierował nim wg. Swojego uznania. Przepraszałem za grzechy, chociaż nie wiedziałem że jeden z nich, w którym dalej trwałem, również jest grzechem. Do dzisiaj się z nim zmagam, ale przynajmniej od kiedy dowiedziałem się że to grzech, regularnie zacząłem się z niego spowiadać i z nim walczyć. Po prawie roku już nie mam tych nękań, jeśli pojawi się cokolwiek – wiem że Jezus chce mi przypomnieć że ulegam słabościom, z którymi powinienem walczyć z Jego pomocą. Zawsze śpię z różańcem na szyi, wiem jak zmagać się z tego typu przygodami. Jednego jestem pewien: to Jezus pragnie żebyśmy byli odważni w duchu, jedynie Szatan zrobi wszystko żebyśmy się bali. Strach jest na początku naturalny, panika również, ale jeśli uzbroimy się w modlitwę i wiarę – staniemy się niezwyciężeni i poradzimy sobie z najstraszniejszymi nękaniami. Jeśli dodamy do tego naszą miłość, Szatan nigdy nie wróci. Jak ktoś tu kiedyś napisał: „tam gdzie jest miłość, tam nie ma miejsca dla Złego”. To prawda. Gdy bowiem po długiej przerwie znów czułem tę „energię” w nocy, oprócz modlitwy i wiary która rozwścieczała tego demona, z uśmiechem myślałem o wszystkich ludziach do których żywiłem nienawiść a nieraz chęć zemsty – wyobrażałem sobie ich przed sobą i po kolei z całego serca im wszystko przebaczałem oraz prosiłem, aby i oni mi wybaczyli. Nigdy wcześniej nic nie było tak efektywne jak tamto przebaczenie – nękania zniknęły w mgnieniu oka. I czułem, że dosłownie NIE CHCIAŁY już do mnie wrócić. Skapitulowały totalnie.

Czasem myślałem czy aby to nie były tylko koszmary: absolutnie. Koszmary nie powtarzają ci się TAK DŁUGO, CODZIENNIE i rzadko kiedy są do siebie TAK BARDZO PODOBNE a właściwie identyczne. Pamiętajmy też że sny są bardzo ulotne i nawet ktoś z bardzo dobrą pamięcią nie jest w stanie pamiętać snów w takich szczegółach. Jak każdy z nas miewałem koszmary w życiu, ale nigdy nie byłem tak sparaliżowany. Podczas koszmaru jeśli wprawimy się w tzw. „świadomy sen” możemy wszystko w tym śnie, dobrze o tym wiem. Podczas nękań natomiast, nie możemy NIC. Możemy tylko myśleć i czuć, tylko nasz mózg jest aktywny.

Teraz pewnie myślisz: musiał być z ciebie BARDZO ZŁY i BARDZO GRZESZNY człowiek skoro coś takiego ci się przytrafiło. Wychowałem się w bardzo pobożnej rodzinie, jestem ochrzczony, bierzmowany. Nigdy nie wątpiłem w swoją wiarę, nigdy nie wątpiłem Kościół Św. Uczęszczałem co niedziela do kościoła, spowiadałem się i przyjmowałem komunię św. Jednak dobrze wiemy, że Szatan nękał samego Jezusa na pustyni. A skoro i samego Jezusa nawiedzał, to tym bardziej może nawiedzić nawet najbardziej pobożnego katolika. Chronią nas jednak nasze sakramenty. I znowu, jak to tu kiedyś ktoś napisał, sakramenty stanowią taki „firewall”, naturalną zaporę przed Złem. Możesz popełnić najstraszliwszy grzech z grzechów którego potem będziesz żałować do końca życia nie doświadczywszy takich złych przygód, ale wystarczy że jakiś „mały”, w twoim mniemaniu nieszkodliwy grzech stanie się twoją rutyną, uzależnieniem, aby diabeł zaczął nas nawiedzać. I tak było w moim przypadku. To wystarczyło.

Dzisiaj dziękuję Panu Bogu, że mnie to spotkało. Czasem trzeba ludziom cudu, żeby uwierzyli w Boga. Czasem jednak potrzeba nękań, aby uwierzyli w grzech. Jeśli komuś kto to czyta, zdaje się, że przeżywa podobne rzeczy – pamiętaj że nie jesteś opętany. Opętanie to stan najgorszy, do którego dojdzie jeśli świadomie oddasz się Szatanowi, jeśli świadomie wyrzekniesz się Boga w życiu. Przy nękaniu nie potrzeba egzorcysty – potrzeba naszej odnowy w wierze i w miłości. Nękania mają nas uczynić odpornymi i odważnymi.

Przepraszam, że tak rozlegle się rozpisałem, ale nie mogłem inaczej. Mam nadzieję, że ta historia pomoże przynajmniej jednemu bliźniemu w potrzebie. Mi pomogła wasza strona, w której znalazłem punkt zaczepienia i do dzisiaj wam dziękuję. Bóg zapłać.

PS. Jeśli dopuściłem się jakichkolwiek błędów teologicznych, proszę o poprawienie i wyrozumiałość.
Jezus jest Panem !

Zegar
 
Przycisk Facebook "Lubię to"
 
Reklama
 
Sposoby Kontaktu
 
Żywy Płomień kontakt:

Tel-kom: 0 601 27 96 32

viviflaminis@gmail.com

gg -5388746
Inne po nawiązaniu kontaktu ze mną.
Licznik Gości Strony.
 
UWAGA KOMUNIKAT!!!!!!
 
Bardzo wszystkich czytelników przepraszam za umieszczone złe, nieprzyzwoite reklamy na mojej stronie, ale korzystam z darmowej strony, portalu TLEN. Administrator tego portalu nie jest katolikiem i umieszcza celowo takie reklamy na moim portalu aby odstraszyć użytkowników.
 
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=